Nowy Numer 38/2019 Archiwum

Groźne chmury

Przed 50 laty sowieckie i amerykańskie siły zbrojne zostały postawione w stan gotowości bojowej. Świat wstrzymał oddech. Na szczęście dramatyczny apel Jana XXIII został wysłuchany.

Konflikt karaibski sprowokował sowiecki przywódca Nikita S. Chruszczow, który decydując się na instalację sowieckich rakiet na Kubie, liczył, że zmusi stronę amerykańską do ustępstw politycznych. Stany Zjednoczone oceniły te działania jako zagrożenie własnego bezpieczeństwa i zagroziły atakiem odwetowym. Rozpoczęły się licytacja na słowa i przygotowania zbrojne, które wymykały się spod wszelkiej kontroli. Wojna zbliżała się szybko i nieuchronnie.

Blef Chruszczowa

To nie był dobry rok dla Nikity Siergiejewicza. Susza wypaliła kołchozowe pola, co spowodowało konieczność zakupu żywności poza granicami kraju. Rosja, za carów spichlerz Europy, w systemie kołchozowym z trudem napełniała brzuchy swych obywateli. Wzrost cen spowodował ostrą reakcję robotników. W Nowoczerkasku doszło 1 czerwca do demonstracji, z którymi nie poradziła sobie milicja. Do miasta wysłano wojsko, które otworzyło ogień do bezbronnych ludzi. Zginęło kilkadziesiąt osób, aresztowano kilkaset. 7 otrzymało wyroki śmierci, które wykonano. W kraju nikt nie wiedział o „krwawej sobocie”, gdyż informacje o tragedii były ściśle strzeżoną tajemnicą. Jednak Chruszczow miał świadomość, że podobne nastroje są w całym kraju. Międzynarodowy konflikt, odwracający uwagę od problemów wewnętrznych, wydawał się dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza że Kuba sama prosiła o pomoc. Decyzja przyszła mu tym łatwiej, że amerykańskiego przeciwnika sowiecki przywódca nie cenił i nie szanował. Od zwycięstwa w 1959 r. Fidel Castro nie ukrywał, gdzie Kuba ma szukać przyjaciół przeciwko „amerykańskim imperialistom”. Jego determinacja wzrosła, gdy bez trudu odparł w kwietniu 1961 r. inwazję kubańskich emigrantów w Zatoce Świń. Ktoś zdradził termin operacji i gdy 1400 desperatów płynęło do kubańskich plaż, czekały tam na nich czołgi i silne jednostki wojskowe. Atak zakończył się klęską. Kilkuset bojowników zginęło, resztę Castro wziął do niewoli i zapowiedział, że zwolni ich za okupem. Uzyskał z tej transakcji 65 mln dolarów i uznanie całej lewicy, która wpadła w zachwyt, że „El Comandante” skutecznie ośmieszył Amerykanów. Idąc za ciosem, Castro poprosił Chruszczowa o zainstalowanie rakiet na Kubie. Operacja zaczęła się latem 1962 r. Oficjalnie sowieckie frachtowce przywoziły na Kubę maszyny rolnicze, jednak nocami rozładowywano z nich podłużne skrzynie, których zawartość trudno było skojarzyć z pracami rolnymi.

Alarm

14 października zwiadowczy samolot dalekiego zasięgu U-2 wykonał na Kubie zdjęcia dziwnych instalacji. Po dwóch dniach analizy specjaliści z CIA nie mieli już wątpliwości, że widoczne na nich kręgi betonowe oraz stojące wokół nich skrzynie są częścią sowieckich wyrzutni rakietowych średniego zasięgu. Identyfikacja tych konstrukcji na tak wczesnym etapie była możliwa, gdyż od roku Amerykanie otrzymywali fotograficzną dokumentację sowieckich sił atomowych, którą przekazywał im płk Oleg Pieńkowski, oficer sowieckiego wywiadu wojskowego GRU, posiadający wielu wpływowych przyjaciół w kierownictwie wojsk rakietowych. Pieńkowski podjął współpracę dobrowolnie. Przekazał na Zachód gigantyczną dokumentację, która okazała się wręcz zbawienna w czasie kryzysu atomowego. Ameryka nie mogła pozostać bezczynna. W zasięgu sowieckiego uderzenia nuklearnego znalazł się praktycznie cały kraj. 16 października prezydent John F. Kennedy spotkał się ze swymi doradcami ds. bezpieczeństwa i ustalił, że na Moskwę będą wywierane naciski, aby za wszelką cenę zmusić ją do wycofania rakiet. Domaga się od Chruszczowa wycofania rakiet oraz zarządza blokadę Kuby, którą oficjalnie nazywano „kwarantanną”. Chruszczow, zaskoczony reakcją Amerykanów, nie zaprzecza, że na Kubie są wojska sowieckie, ale – jak dodaje – wyłącznie w celach obronnych. Ponieważ nie toczą się żadne rozmowy, obie strony zaczynają przygotowania do działań bojowych.

Głos papieża

Z braku innych kanałów komunikacji Kennedy, pierwszy prezydent katolik w historii USA, wychodzi z inicjatywą, aby konflikt rozładować przy pomocy dyplomacji watykańskiej. W tym celu za pośrednictwem Normana Cousinsa, dziennikarza i współwydawcy popularnego magazynu „Saturday Review”, oraz dominikanina o. Felixa Morliona przekazuje do Watykanu prośbę, aby papież wezwał obie strony do opamiętania i rozmów. Stolica Apostolska odpowiada pozytywnie, ale chce gwarancji, że takiej mediacji oczekują obie strony. 24 października z ambasady sowieckiej w Rzymie nadchodzi potwierdzenie, że Chruszczow gotów jest rozważyć papieski apel. 25 października 1962 r. Jan XXIII występuje z radiowym orędziem, wypowiadając pamiętne słowa: „Zaledwie zaczął się II Sobór Watykański, źródło nadziei wszystkich ludzi dobrej woli, a oto groźne chmury znów zaciemniły międzynarodowy horyzont, siejąc trwogę w milionach rodzin”. Drżącym z emocji i przejęcia głosem papież błagał rządzących, „aby nie byli głusi na wołanie ludzkości o pokój i podjęli negocjacje” oraz wezwał cały chrześcijański świat do modlitwy w intencji pokoju. Gdy papież wypowiadał te słowa, od 24 godzin trwała blokada Kuby. Amerykańskie okręty bojowe zatrzymały 6 sowieckich frachtowców, które transportowały na Kubę kolejne partie uzbrojenia oraz wojska. W pobliżu krążyły sowieckie podwodne łodzie atomowe, zaopatrzone w głowice nuklearne. Jednocześnie wojska amerykańskie zaczęły się przygotowywać do inwazji na Kubę. Sytuacja była krytyczna, a sposób rozwiązania konfliktu tym trudniejszy, że było to także osobiste starcie obu przywódców, którzy na szalę zmagań rzucili cały swój autorytet. Toczyła się także batalia na słowa. Prezydent Kennedy w telewizyjnym wystąpieniu z 22 października domagał się wycofania z Kuby „broni ofensywnej”, podczas gdy Chruszczow dowodził, że takiej broni tam nie ma, bo są jedynie rakiety, które mają służyć obronie Kuby, a nie atakowi na Amerykę. Na całym świecie ludzie z zapartym tchem śledzili rozwój wydarzeń. Masowo wykupywano produkty spożywcze oraz lekarstwa. Przeprowadzano szkolenia, m.in. w Polsce, z wykorzystaniem schronów przeciwatomowych, które wtedy były budowane na nowych osiedlach. W kościołach i świątyniach różnych religii trwały czuwania i modlitwy o pokój. Strach potęgowała potworna nieufność obu stron oraz trudności komunikacyjne.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji