Nowy Numer 38/2019 Archiwum

Czas muzeów

Wystawy muzealne stały się dziś nowym medium, spektaklem, w którym uczestniczą setki tysięcy widzów. Skutecznym instrumentem rozwijania miast i… wygrywania wyborów.

Muzeum już dawno przestało być miejscem, gdzie w ciszy i kapciach można podziwiać starocie zamknięte w szklanych gablotach. Muzeum to dziś barwna opowieść o przeszłości, „produkt turystyczny”, multimedialne widowisko albo instalacja artystyczna. Miejsce, które budzi emocje. Scenariusze wystaw stają się dziś przedmiotem politycznych sporów, ale także dynamicznego rozwoju miast. Jak w Krakowie.

Najpierw było powstanie

Przełomem stało się otwarcie w 2005 roku Muzeum Powstania Warszawskiego. Zmieniło ono sposób myślenia o ekspozycjach, przyciągnęło na nowo widzów. Ale muzeum stało się także motorem zmian daleko wykraczających poza kulturę. Odmieniło warszawską Wolę, gdzie pojawiły się nowe inwestycje, wykreowało też grupę młodych polityków, twórców pomysłu na MPW, zwanych „muzealnikami”, skupionych wokół Lecha Kaczyńskiego, pierwszego polityka, który docenił siłę historycznej ekspozycji. Otwarte właśnie w Krakowie Muzeum AK korzysta z tego dziedzictwa.

Działająca już dwa lata pod Wawelem Fabryka Schindlera twórczo je rozwija. Nastał czas wystaw narracyjnych, w których eksponat jedynie pomaga snuć pasjonującą opowieść. Równolegle powstają muzea multimedialne, w których przeszłość wręcz ożywa na naszych oczach (i w uszach, jak w przypadku Muzeum Chopina), oraz trasy turystyczne bliższe już stylistyce Disneylandu. Setki polskich miast otwiera takie trasy, w nowy, choć czasem kontrowersyjny, sposób prezentując swoją historię. Ale z tej drogi nie ma odwrotu. W okopach Świętej Trójcy broni się już niewiele muzeów starego typu.

Zróbcie nam Schindlera

– Karabin, który służył do obrony przed Niemcami w 1939 roku, można wsadzić do szklanej gabloty, by koneserzy mogli go podziwiać. Ale ja wolę umieścić go w bunkrze, wypełnionym zapachem i dźwiękami, w którym na ścianie przypięte jest zdjęcie dziewczyny, a na ziemi walają się łuski – opowiada Michał Niezabitowski, dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, które w pomieszczeniach dawnej Fabryki „Emalia” przygotowało niezwykłą ekspozycję poświęconą okupacji. „Zróbcie nam drugiego Schindlera” – słyszy teraz od zachwyconych samorządowców na konferencjach poświęconych muzealnictwu. Włodarze miast patrzą z zazdrością na Kraków, bo widzą, że to nie stadiony i centra biznesowe, ale właśnie muzea zmieniły oblicze dawnej stolicy Polski. W 2010 roku oprócz Fabryki „Emalia” otwarto niezwykłą ekspozycję w podziemiach rynku. Obie wystawy pod egidą miejskiego Muzeum Historycznego odwiedza dziś rocznie milion osób. To trzeci wynik w Polsce, po Muzeum Auschwitz-Birkenau i Zamku Królewskim na Wawelu. A przecież w ciągu dwóch ostatnich lat w Krakowie otwarto lub całkowicie odmieniono także 5 innych muzeów! A mogło być jeszcze więcej. W Nowej Hucie od dwóch lat „w zamrażarce” jest Muzeum PRL (oddział Muzeum Historii Polski). Bez rozstrzygnięcia pozostaje bowiem spór o scenariusz stałej wystawy, czyli o to, jak będzie kształtowana nasza pamięć o tamtych latach.

Dziesięć razy więcej

Coraz trudniej znaleźć dziś wspólny mianownik dla placówek mających w nazwie słowo „muzeum”. Wystarczy porównać to, co dzieje się nad płytą Rynku w Krakowie i pod nią. Muzealnicy to, co w dole, wolą nazywać „podziemną trasą turystyczną”. Można tam bowiem oglądać głównie cyfrowe rekonstrukcje budowli, uwagę przyciągają multimedia i makiety, a nie autentyczne ślady przeszłości. Zabytków nie ma pod ziemią zbyt wiele, a mimo to turyści świetnie się bawią, zaś ekspozycja zgarnia kolejne nagrody. W tym samym czasie, gdy otwierano podziemia, zakończył się remont Muzeum Narodowego w Sukiennicach. Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku została zamknięta w 2006 roku. Jej remont i modernizacja były jedną z największych inwestycji konserwatorskich w Europie. Koszt wszystkich prac wyniósł blisko 9 mln euro, ale warto było. Choćby dlatego, że Nowe Sukiennice przyciągają dziś dziesięć razy więcej widzów niż przed remontem. W 2005 było to 30 tys. zwiedzających, a w 2011 już blisko 300 tys. przyszło oglądać „Pochodnie Nerona” Henryka Siemiradzkiego, „Hołd pruski” Jana Matejki czy „Czwórkę” Józefa Chełmońskiego.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL