Nowy numer 4/2019 Archiwum

Drzewo na marginesie

Historia. Rozsiani po świecie potomkowie żydowskiego kupca Aschera Levy’ego stali się bliscy dzisiejszym mieszkańcom Połczyna-Zdroju – wszystko przez jedną książkę.

Kolej miała ogromne znaczenie dla rodziny Levych. Zapewniała transport zboża, drewna, nawozów, łatwiejszy kontakt z rodziną i partnerami w interesach. Nazistowskie władze, by podciąć skrzydła interesom Levych, kazały rozebrać bocznicę kolejową prowadzącą do ich tartaku w podpołczyńskim Kołaczu. Tartak przetrwał, dziś jest częścią dużej spółki. Przed wejściem stoi lokomobila, którą kupił jeszcze Ascher Levy. A sam dworzec kolejowy w Poł- czynie został poważnie zniszczony podczas pożaru w połowie lipca tego roku.

To książka o mnie!

Andrzej Kuligowski obserwuje historię Połczyna z drugiego krańca Polski. Od 30 lat mieszka w Żorach na Śląsku. – Ale Połczyn to moje rodzinne miasto. Tam się wychowałem, tam dorastałem. To, czego się nauczyłem poznając dokładnie miasto, a zwłaszcza park, pozostało we mnie do dziś – zapewnia, dodając, że przynajmniej raz w roku stara się być w Połczynie, a każdy dzień zaczyna od galerii na Naszej Klasie. Po książkę Fristera sięgnął półtora roku temu i pochłonął ją w dwa dni. Tak jak Grażyna Stando wracał do niej potem jeszcze wiele razy. – Członkowie rodziny Levych chodzili tymi samymi ulicami, co ja, i odjeżdżali z tego samego dworca, z którego ja odjeżdżałem, wędrowali tymi samymi alejkami parkowymi, którymi ja spacerowałem – opowiada. Przestudiował „Miłość niemożliwą” tak dokładnie, że aż znalazł w niej kilka nieścisłości. – Frister napisał na przykład, że Leo Levy poślubił Elsę w 1913 roku, gdy skończył 30 lat, podczas gdy wiek ten osiągnął w 1911 roku. A może to tylko błąd w druku? – usprawiedliwia. Elżbieta Lemańska od ponad 20 lat mieszka w Niemczech. Ale i dla niej rodzinny Połczyn-Zdrój pozostał miastem numer jeden. Kiedy po raz drugi zaczęła czytać „Miłość niemożliwą”, odruchowo chwyciła po długopis. Nie szukała błędów, jak Andrzej Kuligowski. Robiła zapiski, by nie gubić się w gąszczu imion i koligacji. A potem zaczęła kreślić drzewo genealogiczne rodziny Levych. Kilka razy zresztą mocno się przy tym zdziwiła, bo linie powiązań rodzinnych dziwnie się krzyżowały. – Przypadki małżeństw między kuzynami nie były w tej rodzinie czymś nadzwyczajnym – zauważa. Lemańska od dwóch lat skrupulatnie śledzi w internecie i literaturze losy kolejnych pokoleń rodziny i systematycznie uzupełnia drzewo genealogiczne. Tu widać, jak z odejściem niektórych osób odchodziła w przeszłość część rodu. Ale w Połczynie wiele rzeczy, które mają historyczną wartość, jest związanych z tym rodem. Levy dysponował on przecież kapitałem i udzielał pożyczek na budowę. – Kiedy w 1852 r. Karl Fuhrmann chciał kupić browar Seringa, po pożyczkę udał się właśnie do Aschera Levy’ego. Gdy natomiast budowano istniejący do dziś szpital (powstawał jako sanatorium – filia berlińskiej Bethanii), rodzina Levych wyłożyła 250 talarów. Potężny budynek rozbudowanego w latach dwudziestych minionego wieku browaru z warzelnią, magazynami, budynkami biurowymi i dawnym domem właściciela, wciąż góruje nad miastem. Szpital mieści się w tym samym budynku, co za czasów Aschera i Bernharda.

Domu nie ma, jest kiosk

Ale pierwszą zagadką było to, w którym miejscu stał najpierw dom rodzinny, a potem biuro Levych. Niektórzy wskazują budynek, który stoi do dziś w śródmieściu – u zbiegu ulic 5 Marca i Parkowej, w pobliżu restauracji Parkowa (to dawna Café Zoll, która miała tych samych właścicieli, co kawiarenka w parku Zell am See). Inni twierdzą, że dom stał bliżej centrum, u zbiegu z obecną ulicą Kościuszki. Ludzie spierali się też o to, gdzie znajdował się drugi, bardziej okazały dom bohaterów opowieści Fristera. Bernhard Levy w 1899 r. kupił tu całe piętro. Zdjęcie kamienicy wydrukowano w książce. W tle widać kominy browaru, więc niektórzy lokowali ten budynek blisko zakładów piwowarskich. – Kolega próbował nawet wdrapać się na dach pobliskiego sanatorium „Marta”, żeby porównać obecny widok okolicy z tym, ze starego zdjęcia – śmieje się Kuligowski. – Ale wyrośnięte drzewa zasłaniały panoramę. Kuligowski jest przekonany, że dom stał w miejscu, w którym po wojnie dobudowano skrzydło do upaństwowionego sanatorium „Poznanianka” (wówczas Cecilienbad). Znalazł ten budynek na starej mapie miasta. Pewnie gdzieś tutaj blisko 74 lata temu bojówkarze SA zastrzelili doktora Leo Levy’ego.

Do kraju dziadków

Amnon Rimon był pierwszym członkiem rodziny Levych, który po wojnie przyjechał do Połczyna. W 1991 roku przez tydzień przebywał w Sopocie. Wynajął auto i na kilka godzin wybrał się do Połczyna. Wiele słyszał o miasteczku od matki, Evy, którą ojciec Leo rok przed wybuchem wojny odwiózł na Bliski Wschód. Zmarła sześć lat temu w Izraelu, ale dwie jej sędziwe siostry nadal tam mieszkają (udało mi się nawiązać z nimi kontakt). Amnon Rimon przez kilka ostatnich lat mieszkał w Berlinie i był szefem instytucji zajmującej się sprzedażą izraelskich obligacji State of Israel Bonds w Niemczech, Szwajcarii i Austrii. To właśnie on w 2010 roku przygotował i zorganizował kolejny przyjazd do Połczyna potomków Levych. Odwiedził miasto z żoną Riną i mieszkającą w USA siostrą Nomi Rosenblum. Była też wspomniana kuzynka Susana Stumpf i jej córka Inez. „Pokochałam tę książkę i bardziej teraz rozumiem moją babcię” – pisała Susana do swoich przyjaciół z Los Angeles zaraz po przyjeździe do Polski. Była zaskoczona, że Połczyn tak niewiele zmienił się od czasów, gdy żyli tu jej przodkowie, nawet mieszkańców jest mniej więcej tylu co wtedy. Kiedy przyjechali do miasta, burmistrz poprosiła, żeby przyszli na spotkanie z mieszkańcami w amfiteatrze w parku zdrojowym – w tym samym parku, przed wejściem do którego blisko 80 lat temu Leo Levy ujrzał napis: „psom i Żydom wstęp jest wzbroniony”… „Kiedy nas przedstawiano, bałam się, że będę musiała wejść na scenę” – relacjonowała Susana. Wokół amfiteatru stały stoiska handlowe, było też stoisko z książką Fristera. Ludzie prosili o autografy, robili im zdjęcia. „Czułam się jak celebrytka”. Potem przyjezdni jeszcze obejrzeli miasto, spacerowali ulicami, przy których stały rodzinne domy. Miejsca, w którym mógł być cmentarz żydowski i gdzie spoczęli ich przodkowie, nie znaleźli.

Z nowym nazwiskiem

Chłodne popołudnie, kawiarnia hotelu Holiday Inn we Frankfurcie nad Menem. Elżbieta Lemańska bez trudu wśród hotelowych gości rozpoznaje Amnona Rimona. Widziała jego zdjęcie w internecie. Wcześniej kontaktowali się telefonicznie. – Kiedy do mnie zadzwonił, zapomniałam języka w buzi. Nie mogłam uwierzyć, że rozmawiam z potomkiem rodu, który był tak ważny dla Połczyna. Powiedziała mu o swojej pasji śledzenia losów rodziny. Bała się, że Rimon będzie oburzony tym, że ktoś obcy grzebie w biografii jego bliskich. – A on bardzo się ucieszył. Mówił, że musi tą wiadomością podzielić się z ciotką Hannah w Izraelu. Opowiedział o swoich dwóch synach Orim i Ranim. O ich żonach i dzieciach. – Wynotowałam imiona. Moje drzewo sięga już dziewiątego pokolenia Levych! – mówi z dumą pani Elżbieta. Skrzętnie wynotowała też to, co Amnon Rimon opowiedział o siostrze z USA oraz o jej córce Einat. I pochwaliła się tym, co udało się jej ustalić od ostatniej rozmowy. Mężczyzna uśmiechnął się: – Wiesz już chyba więcej o mojej rodzinie niż ja sam. Elżbieta Lemańska co kilka miesięcy odwiedza Połczyn. Wkrótce być może wybierze się tam z Amnonem Rimonem. Będą razem szukać miejsca po byłym cmentarzu żydowskim, na którym najprawdopodobniej spoczął dziadek Rimona zamordowany podczas nocy kryształowej. – On bardzo chciałby stanąć przy tym grobie. Z Żor przyjedzie też Andrzej Kuligowski. Pomoże dotrzeć na cmentarz. Był tam kilka miesięcy temu. To dobry kilometr za miastem. Dawny kirkut porastają krzaki. Kuligowski znalazł resztki macew. Ktoś palił świeczki. To chrześcijański zwyczaj. Miejscowi też chcą pokochać tę ziemię.•

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy