Nowy numer 41/2019 Archiwum

We mnie wszystko popękało

"Ojciec Antonello położył mi ręce na głowę i doświadczyłem spoczynku w Duchu Świętym. Poczułem ciepło, błogość i niezwykłą obecność Boga. Tak, mówię o tym głośno i chcę o tym mówić" - wyznaje bp Edward Dajczak. W doświadczeniu pasterza diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej mieli udział tamtejsi kapłani i częściowo również diecezjanie. Wielu uczestników tych wydarzeń podziela przekonanie biskupa, że "Kościół musi odzyskać świeżość ducha".

Ks. Tomasz Jaklewicz: Dlaczego Ksiądz Biskup zaprosił diecezjan do świętowania 40-lecia diecezji na stadion, a nie, jak Pan Bóg przykazał, do katedry?

Bp Edward Dajczak: – Potrzebne nam było doświadczenie dużej i pełnej radości wspólnoty, a kształt stadionu temu sprzyja. Chcieliśmy również wyjść z Ewangelią do świata, poza przestrzeń kościołów, bo w niej świat chce nas zatrzymać, ograniczając nam prawo obecności. Do takiej obecności potrzebna jest odważna wiara i właśnie takie wspólnotowe świadectwo chcieliśmy podarować diecezji. Spodziewaliśmy się także sporej liczby ludzi, a nie mamy tak dużej świątyni. Dlatego potrzebny był stadion. I okazało się, że się sprawdziło.

Powiedzmy sobie szczerze, że 40. rocznica to nie jest jakiś wielki jubileusz. Ksiądz Biskup odczytał tę czterdziestkę bardziej biblijnie, symbolicznie.

– Wiele miesięcy temu pomyślałem, że warto, by nasz Kościół świętował tę 40. rocznicę. Nie chciałem jakiegoś monumentalnego kościelnego święta. Przeciwnie, marzyło mi się żywe doświadczenie Kościoła. Ta myśl zrodziła się na modlitwie. Wędrówka Izraela do Ziemi Obiecanej trwała 40 lat. Pomyślałem sobie, że my też jesteśmy wędrowcami, długo po wojnie żyliśmy tutaj w poczuciu tymczasowości i ten stan miał również wpływ na życie Kościoła. Nasi goście, ojcowie Enrique i Antonello, nie znając zupełnie naszej historii, po modlitwie w intencji naszej diecezji przekazali mi tę samą myśl, mianowicie, że winniśmy wziąć w posiadanie tę ziemię, również jako Kościół. To tak bardzo współbrzmiało z moimi intuicjami, że byłem zdumiony. To świętowanie było niezwykle pięknym doświadczeniem Kościoła.

W komunikacie do diecezjan podkreśliłem, że słowa Pana Jezusa „jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata” zostały potwierdzone przez znaki na modlitwie i przez niezwykły klimat wspólnoty. Zobaczyliśmy żywy i mocny duchowo Kościół, taki, jakiego dzisiaj potrzebujemy. Potwierdzają to księża i ludzie świeccy, od najstarszych po najmłodszych. Mówią: to jest Kościół nadziei, Kościół radosny.

Można powiedzieć, że diecezja koszalińsko-kołobrzeska przeżyła nową Pięćdziesiątnicę?

– Tak, to był niewątpliwie wyraźny powiew Ducha Świętego. Ludzie tak to odczytywali, jako obecność Bożego Ducha, Jego mocy i miłości. Poczuli się jednością, choć przybyli z odległych i różnych parafii. Dostałem ogromną ilość mejli, w których autorzy piszą, że powroty do domu były niezwykle radosne, a niektórzy już w autobusach umawiali się na niedzielne popołudnia na spotkania, żeby jeszcze pobyć razem, podzielić się przeżyciami, pośpiewać, pomodlić się. W jednym z dekanatów księża chórem potwierdzali, że w niedzielę zupełnie inaczej mówiło im się kazanie. Jeden z nich powiedział: „trzymam tę kartkę… aż wreszcie się zdenerwowałem. Co ja mówię? Wczoraj przeżyłem cuda, a ja tu coś z kartki czytam”. Odłożył kartkę i zobaczył, jak ludzie podnoszą głowy w kościele i zaczynają go uważniej słuchać. Inny ksiądz napisał mi tak: „w parafii, gdzie pracuję, powiedziano mi: ksiądz jest jakiś inny, ma takie żywe, płonące oczy”. I kończy: „niech Ksiądz Biskup modli się, żeby mi nie przeszło”.

Co było osobiście najważniejszą łaską tych dni dla Księdza Biskupa?

– Bardzo chciałem, aby najpierw było to głębokie spotkanie księży z Bogiem. Więc były dla nich dwie serie rekolekcji. Wiedziałem, że ja muszę odprawiać te rekolekcje razem z nimi. Przeczuwałem, że wydarzy się coś ważnego. I wiedziałem też, że jeżeli Bóg będzie oczekiwał jakiegoś odważnego kroku, to muszę go zrobić pierwszy. W pierwszy wieczór modlitwy podczas rekolekcji dla proboszczów wydawało mi się, że będzie im trudno przekroczyć pewne granice, ponieważ mają sporo różnych nawyków i przyzwyczajeń, które czasem przeszkadzają Panu Bogu w dotarciu do człowieka. Ojciec Antonello mówi: „Niech ksiądz biskup weźmie Najświętszy Sakrament i pójdzie błogosławić księży”. Miałem takie wewnętrzne przekonanie, że ja muszę zrobić pierwszy krok. Ojciec Antonello położył mi ręce na głowę i doświadczyłem spoczynku w Duchu Świętym. Poczułem ciepło, błogość i niezwykłą obecność Boga. Tak, mówię o tym głośno i chcę o tym mówić. Nie wiem, ile to trwało. Kiedy otworzyłem oczy, wziąłem Najświętszy Sakrament i szedłem wśród księży. Patrzyłem na Jezusa, ale widziałem też twarze księży. Byłem szczęśliwy, bo widziałem, co się zaczęło z nimi dziać. Drugi dzień był dla mnie niesamowity. Powiedziałem jeszcze raz Jezusowi: „Zrób ze mną, co zechcesz, masz mnie do dyspozycji”. Zrobiłem to z taką determinacją, jak nigdy dotąd. Bronimy się często przed łaską Bożą naszym myśleniem, zwyczajami, nawykami. Powtarzamy, że tak zawsze było, że nigdy tak nikt nie robił. We mnie to wszystko popękało. Było jeszcze drugie doświadczenie obecności z Jezusem w Ogrójcu. To był ból z powodu księży, którzy pozorują rekolekcje i nie odpowiedzieli na czas łaski. Nie mogłem zatrzymać łez. To poddawanie siebie Jezusowi to nie tylko moja wewnętrzna sprawa. Miałem świadomość, że byłem to winien moim księżom, że jako biskup muszę im dodawać odwagi do pójścia w głąb. I tu nie chodzi o mnie, bo to Bóg robił, a nie ja. Księża byli i są zdumieni tym powiewem łaski. Odczytują że to nie tylko chwilowe przeżycie, ale że Bóg daje nam znak, o jaki Kościół Mu dziś chodzi.

Może pojawić się zarzut, że podczas tych rekolekcji i modlitwy na stadionie było za dużo emocji, a kiedy one opadną, zostanie niewiele.

– Myślę, że nie ma takiego niebezpieczeństwa, a taka argumentacja jest raczej pewną formą samoobrony. Kościół musi odzyskać świeżość ducha. To nie jest tak, że możemy dyktować Panu Bogu, jak On ma działać, i mieć pretensje, że nie pasuje do naszych schematów. Benedykt XVI, człowiek wielkiego intelektu, mówi, że wiara zaczyna się od serca. Miłość nie jest tylko uczuciem, ale w niej jest cała gama wzajemnych odniesień, więc dlaczego nie ma ich być w stosunku do Boga. Do licha, kto mówi „kocham cię” w tonacji żałobnej?! Dlaczego mamy smutnym głosem mówić do Boga „kocham Cię” albo w ogóle nie mówić, a tylko odmawiać pacierze?! Kiedy wchodzę do kaplicy, uśmiecham się, mam czasem ochotę położyć się krzyżem. Dlaczego nie wyrażać ciałem swojej modlitwy? Mamy taki mocny garniturek kulturowy, który nas trzyma i trochę zniewala. Ostatecznie to owoce decydują. Słyszę z różnych stron diecezji, od księży i świeckich, że to było głębokie, piękne, że ich zjednoczyło. Księża po latach jednali się między sobą, bo mieli jakieś wzajemne żale. Do mnie przychodzili i mówili: „Źle myślałem o księdzu biskupie, osądzałem. Przepraszam”. Na tych rekolekcjach dla księży były konferencje, a potem modlitwa. Nic więcej. Ojcowie starali się tylko o to, żebyśmy poddali się Bogu, odrzucili jarzmo ustalonych zachowań. Przecież to byli proboszczowie, twarde chłopy, nie bardzo skłonne do egzaltacji, czasem racjonalni aż do bólu. Pewna katechetka przyjechała na spotkanie z dużą grupą młodzieży i teraz w szkole ich świadectwem dokonuje się ewangelizacja. Ci młodzi ludzie opowiadają spokojnie, bez euforii, że przeżyli Boga i widzieli piękny Kościół. Oczywiście każda łaska jest nam dana i zadana, a charyzmaty przecież są po to, by nimi służyć. Sprawdzianem autentyczności tego przeżycia będzie to, czy potrafimy się nim dzielić z innymi, i nasza wierność, dlatego ciągle proszę o to, by ludzie się modlili. Przed tym wydarzeniem wiele osób modliło się intensywnie za diecezję. I nie mam wątpliwości, że piękno tego wydarzenia to także owoc tej modlitwy. Po przeżyciu pełnym euforii musi przyjść czas oczyszczenia i stabilizacji. Zadajemy więc sobie pytanie, co dalej.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • łodziak
    22.11.2012 20:28
    Będąc charyzmatykiem, nie katolikiem, jestem bardzo poruszony świadectwem biskupa. Ma to ogromne znaczenie, zarówno w sferze duchowej jak i w wymiarze praktycznym. Wszystkie Kościoły potrzebują Jezusa, mocy i obecności Ducha Św.
    Pomysł z wykorzystaniem stadionów na nadchodzące przebudzenie, rewelacyjny. Już od jakiegoś czasu wielu charyzmatyków modli się w tej sprawie.
    Życzę biskupowi aby szedł dalej za Jezusem, i był poddany w pełni Duchowi Świętemu.
    Życzę błogosławieństwa!
    doceń 1
  • ola
    12.02.2013 16:49
    odnoszę wrażenie ,że ksiądz biskup promuje protestantyzm i to jest bardzo dołujące
  • dd
    09.04.2013 09:44
    powołań ubyło - taka to Piędziesiątnica.
  • Radek
    16.04.2015 02:12
    Generalnie nie lubię tych upadków. Pierwszy raz o mało nie padłem w Krościenku na oazie, kiedy to kapłani wyciągnęli ręce i modlili się nad zgromadzonymi. Nogi uginały się wszystkim ale nikt nie upadł. Przezywaliśmy jednak potężne działanie Ducha w sercach. Po kilku latach doświadczyłem kilku upadków przez które Bóg pokazał mi jak bardzo jestem słaby i że to Jemu mam zaufać bezgranicznie. O mało nie upadłem kiedyś jak obok sektora gdzie stałem przejeżdżał Jan Paweł II. Nigdy nie byłem fanem tych okrzyków "Niech żyje papież". Wolałem na tym miejscu wielbić Jezusa. Ale Duch Święty mnie zaskoczył. Sama obecność papieża spowodowała "dotknięcie przez Ducha". I bynajmniej nie były to tylko emocje związane z obecnością papieża. Już do tej obecności przywykłem.
    Innym razem upadłem dwa razy w ciągu 5 minut przed Najświętszym Sakramentem w pewnej włoskiej wspólnocie. Byłem w kaplicy tylko z jednym bratem i modliliśmy się w milczeniu. Ale Bóg nas zaskoczył. Było to wręcz śmieszne, bo ledwie wstałem i zaraz znowu leżałem. Bóg ma taki humor.
    Widziałem ludzi, którzy po "upadku w Duchu" leżeli kilkanaście minut i niektóre osoby oceniały, że jak ktoś dłużej leżał to pewnie "więcej" w nim Ducha. Kompletny absurd.
    Tajemnicą jest co duch Swięty czyni w nas podczas "upadku". Jak ktoś próbuje to oceniać to się ośmiesza. Bo czy oceniamy kogoś jak poboznie odmówi "Ojcze nasz"? Nie. To dajmy sobie spokój i uznajmy, że to Boża tajemnica. Zresztą to zupełnie marginalne zjawisko w życiu duchowym.
    Nadal nie lubię "upadać". Ale jak Duch Święty zechce, to nie robi wg swojej woli.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL