Nowy numer 2/2021 Archiwum

Polityk służby

Prof. Wiesław Chrzanowski (1923–2012) był twórcą narodowo-chrześcijańskiej prawicy w III RP

Po śmierci prof. Wiesława Chrzanowskiego media, od „Gazety Wyborczej” po „Nasz Dziennik”, zgodnie podkreślały jego zasługi, choć każda z tych gazet co innego uwypuklała, a co innego przemilczała. Polityczna biografia byłego marszałka Sejmu nie jest jednak wygodna dla obecnej elity politycznej, zarówno kręgów rządzących, jak i opozycji związanej z PiS. Dla pierwszych postać marszałka Sejmu I kadencji była symbolem ciemnogrodu. Gorsze od politycznych polemik, nawet agresywnych, były ataki w sferze kultury masowej, bez pardonu walące w całą formację narodowo-chrześcijańską tworzoną przez prof. Chrzanowskiego. Dość przypomnieć młodzieżowy hit, piosenkę „ZChN się zbliża”, śpiewaną przez Pawła Kukiza na melodię znanej pieśni kościelnej. Politycy tej formacji w odbiorze społecznym mieli przede wszystkim kojarzyć się z obłudą i pozerstwem. W ten sposób zniszczono bliskiego współpracownika Chrzanowskiego, wicemarszałka Sejmu Andrzeja Kerna, którego dramat rodzinny stał się kanwą dla scenariusza podłego filmu Marka Piwowskiego „Uprowadzenie Agaty”. W groteskowym zwierciadle, jako oszuści i kabotyni nadużywający władzy dla celów prywatnych, zostali w nim przedstawieni czołowi politycy ZChN. Nie tak dawno muzyk Krzysztof Skiba napisał w felietonie dla „Wprost” o ZChN jako „błazeńskiej partii, której wszyscy się wstydzą”.

Obóz Chrzanowskiego atakowany był nie tylko z lewej strony. Jarosławowi Kaczyńskiemu także wymsknęła się opinia, że ZChN to „najkrótsza droga do dechrystianizacji Polski”, która w istocie potwierdzała szyderczą diagnozę postawioną przez media. Dla części środowisk prawicowych marszałek Chrzanowski do końca życia pozostawał osobą napiętnowaną przez Antoniego Macierewicza w czasie realizacji uchwały lustracyjnej w czerwcu 1992 roku. Nie zmienił tego wyrok sądu lustracyjnego w 2000 r., który oczyścił prof. Chrzanowskiego z zarzutu współpracy z bezpieką.

Na polskich drogach

Wywodził się ze środowiska Stronnictwa Narodowego, z którym sympatyzował także jego ojciec. W czasie wojny został zaprzysiężony w Narodowej Organizacji Wojskowej, a po zjednoczeniu zbrojnego podziemia był żołnierzem Armii Krajowej. Znany był jego krytyczny stosunek do powstania, ale jednocześnie był przekonany, że jego obowiązkiem było wziąć w nim udział. W 1948 r. został aresztowany, przeszedł brutalne śledztwo i otrzymał wyrok 8 lat więzienia, który odsiedział do 1955 r. w ciężkich więzieniach stalinowskich. Gdy odzyskał wolność, zamknięta była przed nim kariera akademicka, a nawet zwyczajna praca adwokacka. Jeden z najwybitniejszych prawników tamtych czasów pracował więc przez wiele lat jako pomocnik radcy prawnego w spółdzielniach spożywców. Choć nie był osobą publiczną, dla wielu był ważnym autorytetem i duchowym liderem. W jego kręgu powstawało środowisko Ruchu Młodej Polski, którego lider Aleksander Hall po latach napisał, że profesor był „wielkim autorytetem dla młodopolaków,

rzecznikiem poszukiwania syntezy narodowo-chrześcijańsko-demokratycznej”. Od sierpniowych strajków w 1980 r. zaangażował się w tworzenie NSZZ „Solidarność” jako bliski doradca Lecha Wałęsy, który powierzył mu m.in. zadanie opracowania statutu NSZZ „Solidarność”. Z jego rad lider związkowy korzystał także w stanie wojennym, kiedy Chrzanowski odgrywał ważną rolę pośrednika między nim a kierownictwem Episkopatu Polski.

Człowiek pobożny

Mało znanym rysem osobowości prof. Chrzanowskiego była jego głęboka osobista pobożność. Nie obnosił się z nią ostentacyjnie. Marek Jurek, jeden z jego najbliższych politycznych współpracowników oraz przyjaciel, który często bywał u niego w domu, zapamiętał jego zwyczaj codziennej, wieczornej modlitwy czy gest krzyża nad rozpoczynanym bochenkiem chleba. Chrzanowski w gronie przyjaciół mawiał, że nie jest człowiekiem wiary mistycznej, ale dobrze uformowanym w dzieciństwie chrześcijaninem, który ma wzloty i upadki swej religijności, ale nigdy nie odstępuje od zasad wpojonych w młodości. Wiara poza wymiarem osobistym miała dla niego także kontekst społeczny – była wyzwaniem do wypełniania powinności społecznych, wspomina Marek Jurek. Wielką wagę przywiązywał do katolickiej nauki społecznej i jej zasady starał się wcielać w życiu publicznym.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama