Nowy numer 48/2020 Archiwum

Jestem, Panie Boże

Kto to jest święty? To ktoś pogodzony z własnym życiem. Ktoś, kto dziękuje Bogu za to, że jest, jaki jest i nie ma wciąż do Niego pretensji o to, że jest zbyt gruby, mało wygadany lub piegowaty.

Dokładnie taka była aktorka Krystyna Feldman. Nie miała twarzy filmowej amantki i grała raczej podrzędne, drugoplanowe role, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Jej mama nauczyła ją kiedyś, gdy mieszkały razem we Lwowie, że nie ma małych ról, są tylko mali aktorzy. – Jestem wdzięczna Stwórcy, że nigdy nie byłam filmową amantką. Ich słodkie twarzyczki szybko się starzeją i pozostają typowe dzidzie-pierniki – śmiała się pani Krysia i starała się być wielką aktorką, grając nawet malutkie, drugoplanowe filmowe role. A zagrała ich ponad sześćdziesiąt.

Ogromną popularność przyniosła jej rola babki Rozalii w serialu „Świat według Kiepskich”. Trochę się na to wkurzała: „Z jednej strony jest to denerwujące, a z drugiej robotnicy, gdy mnie zobaczyli, to z rusztowania o mało nie spadli. Hmm, jeżeli daję ludziom radość, to bardzo proszę…”. Sławę zdobyła dzięki roli w filmie „Mój Nikifor”. Obsypano ją nagrodami. Była to jej pierwsza główna rola. Miała wtedy 84 lata. Pani Krystyna zarażała ludzi uśmiechem. A ludzie ją bardzo kochali.

Gdy kiedyś napadł ją jakiś zbój, do szpitala, w którym leżała, zjeżdżały tłumy ludzi. Otrzymywała mnóstwo telefonów i listów z pytaniami o zdrowie, a pielęgniarki widząc tylu odwiedzających aktorkę, łapały się za głowę. Przez ostatnie 30 lat swego życia mieszkała w Poznaniu. Często przychodziła do kościoła i klasztoru ojców dominikanów, mimo, że mieszkała w innej części miasta. Wśród zakonników miała wielu przyjaciół, a podczas niedzielnej Mszy o godz. 13.00 zazwyczaj czytała Słowo Boże.

Zmarła niespodziewanie pod koniec stycznia. Żegnały ją setki ludzi. – Pani Krystyna zawsze szła za Chrystusem, nigdy nie wahała się do Niego przyznać. Mam nadzieję, że klęczy teraz przed Panem, wielbi Go i jest szczęśliwa – powiedział podczas Mszy pogrzebowej biskup Marek Jędraszewski. Wielu ludzi po jej śmierci mówiło o głębokiej wierze aktorki.

Podobno podczas zdjęć do filmów kręconych w niedzielę pani Krystyna zastrzegała sobie w umowie czas na pójście do kościoła. Po pogrzebie ludzie jeszcze długo stali na cmentarzu. – Ona teraz na pewno do nas się uśmiecha – mówili. Przez całe życie pani Krystyna tryskała energią i humorem. Skąd ta radość? – Zdradzę wam sekret – powiedziała kiedyś młodym chłopakom w poprawczaku: „Nie róbcie świństw, wierzcie w Boga i kochajcie ludzi”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także