Nowy numer 43/2020 Archiwum

Konwertyci i symfonia prawdy

Dlaczego dorośli ludzie zostają katolikami?

Ilu konwertytów, tyle powodów konwersji. Evelyna Waugha do przejścia na katolicyzm, jak wyznał, w niewielkim stopniu skłoniły emocje, w znacznie większym silne przekonanie. Tu chodziło o prawdę, do której trzeba przylgnąć całym sobą. Kard. Avery Dulles zanotował w swoim dzienniku, że jego podróż do Kościoła katolickiego rozpoczęła się wówczas, gdy jako niewierzący student Harvardu (po zerwaniu z gorliwie wyznawanym przez jego rodzinę prezbiterianizmem), podczas długiego spaceru wzdłuż Charles River w Cambridge (Massachusetts) dostrzegł liść lśniący od kropli deszczu. „Takie piękno nie może być przypadkowe”, pomyślał, „musi istnieć jego Stwórca”. Tomasza Mertona przyciągnęło do katolicyzmu jego piękno zarówno estetyczne jak i intelektualne. Były wolnomyśliciel z Uniwersytetu Columbia, sympatyk idei komunistycznych oraz hinduizmu wstąpił do klasztoru trapistów. Już jako ksiądz wyjaśniał Mszę św. swojemu nienawróconemu przyjacielowi poecie Robertowi Laxowi poprzez analogię do baletu. Aż do swojej śmierci w 2007 r. kard. Jean-Marie Lustiger twierdził, że jego nawrócenie na katolicyzm nie było odrzuceniem, ale wypełnieniem judaizmu, w którym się urodził. Kardynał często brał udział w uroczystościach ku czci ofiar Holokaustu, a recytując nazwiska męczenników wymieniał również “Gisèle Lustiger, ma maman” („moja matka”).

Dwóch spośród wielkich konwertytów XIX wieku było geniuszami literatury angielskiej: teolog John Henry Newman i poeta Gerard Manley Hopkins. Fala konwersji wśród literatów nasiliła się w wieku XX, na katolicyzm przeszli wówczas: Waugh, Graham Greene, Edith Sitwell, Ronald Knox i Walker Percy. W tę tradycję wpisuje się obecny proboszcz Kościoła Zbawiciela na Park Avenue w Nowym Jorku, George William Rutler – konwertyta, autor książek, dowcipny gawędziarz, i amator pięściarz.
W epoce wczesnego katolicyzmu w Ameryce, piąty biskup Baltimore (i de facto prymas Stanów Zjednoczonych) Samuel Eccleston, konwertował z anglikanizmu, podobnie jak pierwsza święta pochodząca z Ameryki i prekursorka systemu szkół katolickich, Elizabeth Anne Seton. Portret Matki Seton w gabinecie arcybiskupa Nowego Jorku może się wydać niestosowny, jeśli wziąć pod uwagę, że jako młoda wdowa, Seton została wraz z dziećmi wygnana z Nowego Jorku przez swoich nieprzejednanych teściów wyznających anglikanizm za to, że przeszła na katolicyzm. Na łożu śmierci kolejny wielki konwertyta XIX wieku, Henry Edward Manning, który miał szanse zostać anglikańskim arcybiskupem Canterbury, a zamiast tego został katolickim arcybiskupem Westminster, wyjął spod poduszki książeczkę do nabożeństwa swojej od dawna nieżyjącej żony i przekazał ją przyjacielowi, mówiąc, że przez całe życie ta książeczka była jego duchową inspiracją.

Jeśli istnieje jakaś nić łącząca te tak różne osobowości, być może jest nią fakt, że ludzie intelektu, kultury i wielu zasług odnaleźli w katolicyzmie to, co błogosławiony Jan Paweł II nazwał „symfonią prawdy”. Ta bogata i złożona symfonia oraz harmonia, którą wprowadza, to atrakcyjna, pociągająca i przekonująca alternatywa dla współczesnego postmodernistycznego sfragmentaryzowanego świata intelektu i kultury, gdzie współgra bardzo niewiele elementów, a większość z nich jedynie wzmaga kakofonię. Tymczasem katolicyzm nie jest zbiorem przypadkowych dogmatów; Credo nie jest arbitralnie ustanowionym katalogiem twierdzeń, nie jest nim również Katechizm Kościoła Katolickiego. Tu wszystko ze sobą współgra, a katolicyzm, proponując ową symfoniczną harmonię pomaga zestroić wszystkie aspekty naszego życia oraz nadać właściwy kierunek naszej miłości i wierności.

Ale nie trzeba być intelektualistą, aby docenić tę „symfonię prawdy”. Bo katolicyzm jest przede wszystkim spotkaniem z Osobą – Jezusem Chrystusem, Który „jest drogą, prawdą i życiem” (J 14,6). Spotkanie tej Osoby to spotkanie z Prawdą, dzięki Której wszystkie inne prawdy naszego życia nabierają sensu. W rzeczy samej, przyjęcie w pełni katolickiej prawdy, jak dowodzą życiorysy takie jak błogosławionego Johna Henry’ego Newmana, otwiera przed człowiekiem możliwie najszersze horyzonty intelektualne.
Gdy się go ogląda z zewnątrz, katolicyzm może sprawiać wrażenie zamkniętego i nieprzyjaznego. Jednak, jak zauważył Evelyn Waugh, okazuje się znacznie bardziej otwarty i przestronny, gdy patrzy się od wewnątrz. Gotyk ze swoimi strzelistymi sklepieniami, kolumnami i pełnymi światła witrażami nie przez przypadek stał się klasyczną formą architektury katolickiej. Piękno świateł w pełni spływa na widza dopiero, gdy wejdzie on do środka.

George Weigel jest członkiem Ethics and Public Policy Center w Waszyngtonie

Tłum. Magdalena Drzymała


 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama