GN 43/2020 Archiwum

Ukraina w cieniu Kaczanówki

Mogła być ikoną Ukrainy. Julia Tymoszenko – piękna i bajecznie bogata, bohaterka pomarańczowej rewolucji. Dwa razy pełniła urząd premiera, dziś przebywa w kolonii karnej Kaczanówka, wśród kobiet skazanych za morderstwo.

Karę 7 lat pozbawienia wolności wymierzono jej za nadużycia, których miała się dopuścić przy zawieraniu umów gazowych z Rosją w 2009 r. Wszyscy wiedzą, że zarzuty są naciągane i mają kontekst polityczny. Nikt nie wierzy, że w Kaczanówce, znanej z ostrego reżimu, odsiedzi cały wyrok. Ale z politycznego punktu widzenia najważniejsze jest to, że według ukraińskiego kodeksu wyborczego osoba skazana prawomocnym wyrokiem traci bierne prawo wyborcze. Wiktor Janukowycz nie zrezygnował z wyeliminowania z życia politycznego swojej głównej rywalki nawet za cenę opóźnienia ratyfikowania umowy stowarzyszeniowej z UE. Zdaniem Pawła Kowala, doskonale znającego ukraińskie realia, determinacja prezydenta, trudna do logicznego uzasadnienia, ma podłoże osobiste. Janukowycz w swoim konflikcie z Tymoszenko, mającym długą i burzliwą historię, zabrnął po prostu tak daleko, że nie może odpuścić. Dla niego liczy się tylko to, by w zapowiedzianych na jesień wyborach Julia nie wzięła udziału.

Determinacja Janukowycza szokuje Europę, ale na Ukrainie przyjmowana jest z większym spokojem. Przez 20 lat wielokrotnie władza używała tam prokuratury do zwalczania opozycji, a wobec samej Julii praktycznie od końca lat 90. prowadzone jest nieustające śledztwo. Już po ogłoszeniu wyroku Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, urząd skarbowy i prokuratura wszczęły przeciwko byłej premier kilka kolejnych śledztw, które dotyczą m.in. niespłaconych w latach 90. podatków należącej do Tymoszenko korporacji Jednolite Systemy Energetyczne Ukrainy (JSEU). W tej sprawie już dwukrotnie wcześniej wtrącano Julię do więzienia, podobnie jak jej męża i politycznych stronników. Tymoszenko ponoć zawsze ma przy sobie torbę – niezbędnik na wypadek aresztowania. Oczywiście poza okresami, kiedy to sama miała moc wsadzania przeciwników za kraty.


Jak kłusownik został myśliwym
Nazywano ją „gazową księżniczką”. W 1997 r. należała do najpotężniejszych postsowieckich oligarchów, kontrolując 25 proc. gospodarki Ukrainy. Ludzie to pamiętają. Ale jej życie diametralnie zmieniło się dwa lata później, gdy weszła w świat polityki, zostając wicepremierem w rządzie Wiktora Juszczenki, odpowiedzialnym za energetykę. Amerykański finansista George Soros powiedział wtedy, że oto „kłusownik został myśliwym”. Celnie, bo Julia rzeczywiście była wcześniej kłusownikiem i faktycznie potem stała się myśliwym, bezlitośnie ścigającym innych oligarchów-kłusowników.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama