Nowy numer 44/2020 Archiwum

Śledztwo ws. czynu płk. Przybyła

Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie czeka z wszczęciem formalnego śledztwa ws. czynu poznańskiego prokuratora płk. Mikołaja Przybyła, który postrzelił się w poniedziałek, aż otrzyma materiały z Poznania. Prokuratura wciąż zabezpiecza tam dowody z miejsca zdarzenia.

Poinformował o tym PAP we wtorek płk Ireneusz Szeląg, szef warszawskiej WPO. "W Poznaniu ciągle trwa wstępne zbieranie dowodów. Mają na to do pięciu dni. Gdy materiały do nas dotrą, przeprowadzimy analizę i zapadnie decyzja co do wszczęcia postępowania" - dodał prokurator.

Wszczęcie śledztwa przez warszawską jednostkę zapowiedział jeszcze w poniedziałek szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej gen. Krzysztof Parulski. W Polsce są dwie Wojskowe Prokuratury Okręgowe - w Poznaniu i w stolicy. W związku z tym, że płk Przybył jest prokuratorem jednostki poznańskiej, śledztwo w takiej sprawie musi prowadzić inna równorzędna prokuratura.

W poniedziałek przed południem prokurator wojskowy płk Mikołaj Przybył postrzelił się w głowę z legalnie posiadanej broni prywatnej. Uczynił to w przerwie zwołanej przez siebie konferencji prasowej, po tym jak odczytał do kamer oświadczenie, w którym w emocjonalny sposób odnosił się do medialnych zarzutów o złamanie prawa w nadzorowanym przez siebie postępowaniu o przecieki ze śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej.

Sprawę przecieku umorzyła w połowie grudnia Prokuratura Okręgowa w Warszawie, do której trafiła z Poznania. Po tym prokurator generalny Andrzej Seremet zlecił Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie zbadanie umorzenia, w tym m.in. kwestię występowania o billingi dziennikarzy przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Poznaniu. Według "Gazety Wyborczej" prokuratura ta sześć razy złamała prawo, żądając by operatorzy sieci komórkowych ujawnili jej treść esemesów dziennikarzy oraz prokuratorów. Operatorzy tych danych nie udostępnili, bo tajemnicę korespondencji można uchylić tylko za zgodą sądu, której nie było. Prokurator Generalny Andrzej Seremet uznał w poniedziałek, że kilka postanowień dotyczących żądania wglądu w treść esemesów bez zgody sądu, nie miało podstawy prawnej.

Nie było żadnych nieprawidłowości; można było wystąpić o te esemesy - podkreślał w poniedziałek płk Przybył, zanim strzelił do siebie. "Grożenie mi przez gazety odpowiedzialnością dyscyplinarną za rzekome wprowadzenie opinii publicznej w błąd uważam za jawne godzenie w zasadę niezależności prokuratora i kneblowanie mi ust" - oświadczył. Zarzucił mediom, że są manipulowane, bo prokuratura "prowadzi bardzo poważne śledztwa związane z przestępczością zorganizowaną w wojsku". "Staję w obronie honoru prokuratorów wojskowych i sędziów wojskowych, których określa się jako nieprzydatnych i anachronicznych" - dodał.

Obrażenia prokuratora okazały się powierzchowne. W poniedziałek wieczorem przeszedł zabieg chirurgiczny; jego stan jest dobry, ale - jak poinformowała we wtorek dyrektor Szpitala Klinicznego im. Heliodora Święcickiego Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu Krystyna Mackiewicz - zostanie w szpitalu jeszcze przynajmniej dwa dni.

 

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama