Nowy numer 42/2020 Archiwum

USA zwiększy zaangażowanie militarne w Azji

Prezydent USA Barack Obama zapowiedział w czwartek zwiększenie amerykańskiej obecności wojskowej w regionie Azji i Pacyfiku oraz na Bliskim Wschodzie przy planowanej redukcji liczebności sił zbrojnych USA, co ma być widoczne w Europie.

Większe zainteresowanie Amerykanów Azją ma wynikać przede wszystkim ze wzrostu potęgi Chin.

Obama, który jako pierwszy amerykański prezydent pojawił się w sali briefingów dla prasy w Pentagonie, zarysował nową strategię obronną USA. Szef Pentagonu Leon Panetta poinformował o cięciach w budżecie resortu obrony.

Prezydent tłumaczył potrzebę cięć ogromnym deficytem kraju. Przez najbliższe 10 lat wydatki Pentagonu zostaną zmniejszone co najmniej o 487 mld dolarów. Dodatkowe redukcje w wysokości 500 mld dolarów nastąpią automatycznie na początku 2013 roku, jeśli partie w Kongresie nie porozumieją się co do innych sposobów obniżenia deficytu.

Obama podkreślił, że mimo zmniejszenia liczebności armii, głównie wojsk lądowych o 10-15 procent, amerykański budżet wojskowy nadal będzie przewyższał połączone budżety kolejnych 10 największych państw świata.

Zapowiedziano cięcia lub opóźnienia w produkcji niektórych rodzajów broni nowej generacji. Rząd USA przekłada na później m.in. zakupy myśliwców F-35 (Joint Strike Fighter). Nowa strategia przewiduje także zmniejszenie liczby wojsk USA w Europie, prawdopodobnie o 3000-4000 żołnierzy, czyli o wielkość jednej amerykańskiej brygady.

Obama zapewnił, że na cięciach nie ucierpi bezpieczeństwo USA, gdyż rząd zadba o rozwój nowoczesnych rodzajów broni i optymalne dostosowanie armii do wymogów współczesnych konfliktów zbrojnych. Zapowiedział też dalsze wydatki na walkę z terroryzmem i rozprzestrzenianiem broni masowego rażenia, a także na służby wywiadowcze i "broń cybernetyczną".

Prezydent zaznaczył, że wywierano na niego presję, by jeszcze bardziej zmniejszyć budżet Pentagonu. "Niektórzy na pewno powiedzą, że redukcje wydatków są za duże, inni - że za małe" - oświadczył.

Większych redukcji domaga się antywojenne skrzydło Partii Demokratycznej. Z kolei Republikanie krytykują ekipę Obamy za zmniejszanie liczebności armii - przypominają komentatorzy. Temat ten już zaczyna się pojawiać w kampanii poprzedzającej tegoroczne wybory prezydenckie.

Minister Panetta przyznał wprost, że redukcja wojsk może oznaczać "zmniejszenie potencjału" sił amerykańskich i zdolności USA do prowadzenia więcej niż jednej wojny na lądzie. W polityce bezpieczeństwa trzeba będzie odtąd kłaść większy nacisk na dyplomację - powiedział.

Szef Pentagonu wyraził też niepokój perspektywą możliwych drastycznych cięć budżetu zbrojeniowego w 2013 roku.

Przed końcem 2011 roku USA wycofały z Iraku wszystkie wojska, ale nadal prowadzą wojnę w Afganistanie.

 

 

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama