GN 42/2020 Archiwum

Klucz do soboru

O kryzysie Kościoła posoborowego, wirusie roku ’68 i sprzątaniu po Janie Pawle II z ks. Robertem Skrzypczakiem rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz

Ks. Tomasz Jaklewicz: Podtytuł książki autorstwa Księdza brzmi „kryzys Kościoła posoborowego”. Czy to znaczy, że Sobór Watykański II wprowadził Kościół w stan kryzysu?

Ks. Robert Skrzypczak: – W roku 2012 mija 50 lat od rozpoczęcia soboru. Ta okrągła data oraz dialog z lefebrystami powodują nasilenie się dyskusji na temat bilansu soboru, a w jej ramach powiększanie się klubu niezadowolonych. Dominują w tym względzie dwie skrajne opinie. Jedni uważają, że sobór był zbyt mocnym przełomem, że jakoby odciął się od dotychczasowej tradycji Kościoła i to spowodowało wiele negatywnych zjawisk. Ta grupa utrzymuje, że dla uzdrowienia sytuacji trzeba zrobić potężny krok do tyłu, do epoki przedsoborowej, jakby posprzątać po soborze.

Druga grupa to pewnie ci, którzy chcą iść za bardzo do przodu?

– To także niezadowoleni, ale z innego powodu. Oni utrzymują, że sobór zatrzymał się w połowie drogi. Twierdzą, że czymś innym był tzw. duch soboru, a czymś innym teksty soborowe, które są efektem pewnego kompromisu. Od razu dodam, że w podejmowaniu uchwał soborowych nie zadowalano się zwykłą większością głosów. Poszukiwano efektu poparcia przeważającego. To była decyzja Pawła VI, któremu zależało na maksymalnej jednomyślności. Dziś w grupie zwanej progresistami pojawia się coraz częściej postulat zwołania soboru watykańskiego III, który miałby się zająć problemami rzekomo nierozwiązanymi, np. celibatu, etyki małżeńskiej, kapłaństwa kobiet, demokratyzacji Kościoła itd.

Wynikałoby z tego, że dziedzictwo soboru jest niejednozna­czne.

– Myślę, że istotne jest to, co nam zostawił Jan Paweł II w testamencie. Napisał w nim, że „długo jeszcze dane będzie nowym pokoleniom czerpać z tych bogactw, jakimi ten Sobór XX wieku nas obdarował”, co oznacza, że nie został jeszcze całkowicie wprowadzony w życie. Potrzebujemy jednak znalezienia klucza dostępu, jakiegoś rodzaju „passwordu”, do odczytania tego soboru. Rabini opowiadają, że Bóg zostawił cały worek kluczy i człowiek musi znaleźć ten właściwy, aby mógł otworzyć Torę. My dziś jesteśmy w analogicznej sytuacji, mamy worek kluczy pochodzących z różnych środowisk kościelnych, teologicznych. Musimy znaleźć ten, który pozwoli nam odczytać sobór, z założenia mający wywołać nową wiosnę Kościoła.

Kościół posoborowy na Zachodzie przeżył raczej zimę niż wiosnę. Masowe odejścia z kapłaństwa, pozamykane seminaria, kościoły… Dlaczego tak się stało?

– Bardzo chciałem znaleźć odpowiedź na to pytanie. Spędziłem kilka lat w północnych Włoszech i w Skandynawii. Byłem wstrząśnięty tempem sekularyzowania się chrześcijaństwa, odpływem wiernych z Kościoła, a także brakiem odwagi duchownych, by proponować ludziom Ewangelię w czystej postaci. Tam zrozumiałem, jak wielką rolę w przemianie mentalności duchownych i świeckich odegrały wydarzenia z roku 1968. My w Polsce byliśmy zajęci innymi problemami: walką o przetrwanie, wolność. Na Zachodzie studenci wyszli na barykady w imię wyzwolenia człowieka ze wszystkich dotychczasowych struktur, traktowanych jako ograniczający ludzką swobodę ciężar. Marksizm był przyjmowany z entuzjazmem. Wystąpiono przeciwko państwu, religii, Kościołowi. Zwalczano wszelkie autorytety. Razem ze studentami maszerowali też duszpasterze akademiccy. Spotkałem kapłanów, którzy do dzisiaj noszą w sobie wirusa roku 1968.

Żeby zrozumieć sytuację zachodniego Kościoła, musimy odrobić lekcję historii i zrozumieć to, co działo się na Zachodzie w 1968 roku.

– Nie musimy się zmuszać do tego, bo dzisiaj uderza w nas w Polsce wtórna fala tego, co się zdarzyło na Zachodzie. Taka jest natura wirusa, że się odradza, mutuje i rozsiewa epidemię.

Jak działa ten wirus?

– Kilka obrazków. W pewnej włoskiej parafii usiadłem w niedzielę w konfesjonale. Ludzie mnie pozdrawiali, ale nikt się nie spowiadał. Wyszedłem ubrudzony. Nie wziąłem pod uwagę, że wewnątrz może zalegać wielomiesięczna warstwa kurzu. Potem spostrzegłem, że w wielu kościołach konfesjonały służą za miejsce na szczotki i mopy. Ksiądz powinien iść z młodzieżą do pizzerii, ale niekoniecznie rozmawiać o Bogu, żeby nikogo „teologicznie” nie przestraszyć. Wielu duszpasterzy ma kłopot z mówieniem otwarcie o problemach moralnych, żeby ludzi do siebie nie zniechęcić. Bywałem czasem upominany, że za dużo mówię o Jezusie, o grzechu i nawróceniu, zasmucam ludzi poważnymi kwestiami, podczas gdy zapracowany, ponowoczesny katolik w niedzielę potrzebuje zrelaksować się. Inna scena: Msza św. w Kopenhadze. Proboszcz po „Oto Baranek Boży” odkłada Hostię i wycofuje się. Podchodzi pan z pierwszej ławki i pierwszy bierze Komunię. Okazało się, że to przewodniczący rady parafialnej. Proboszcz jest w niej zaledwie członkiem. Reguły demokracji, standardy ze świata polityki mają regulować życie instytucji, która ma cele nadprzyrodzone. Zawaliło się ludziom niebo, nie ma życia wiecznego. Nie ma grzechu, nie ma świętości. Są tylko problemy doczesne, polepszanie warunków bytowych, nic poza tym. Oto nowoczesna antropologia.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama