Nowy numer 43/2020 Archiwum

Witamy w Erze Rzecznika

Wśród astrologicznych bzdur jest i taka, mocno kolportowana przez wyznawców ideologii New Age, że właśnie nadchodzi kres chrześcijaństwa.

Rok 2012 miałby być datą jego upadku, jako że – według niektórych – właśnie kończy się era Ryb, a zaczyna era Wodnika. New-agowcy, powołując się na gwiezdnych guślarzy, przyznali bowiem erę Ryb wyznawcom Chrystusa, Wodnika zaś przeznaczają ludziom otwartym, tolerancyjnym i światłym, czyli sobie.

Na poparcie swojej tezy o upadku chrześcijaństwa mają to, co widzą, czyli upadek chrześcijaństwa. Obserwacje te są jednak nieco wybiórcze, obserwatorzy bowiem „takie widzą świata koło, jakie tępymi zakreślają oczy” – że tak sparafrazuję wieszcza. Chrześcijaństwo bowiem właśnie dynamicznie się rozwija. Azja, Afryka, Ameryka Łacińska – miliony nowych chrześcijan. Przybywa też męczenników, a ich krew – jak wiemy – jest posiewem chrześcijan. Bo tam, gdzie ludzie gotowi są umrzeć za Chrystusa, tam też gotowi są dla Niego żyć. A żyjąc poznają, co to jest Życie.

Owszem, chrześcijaństwo słabnie tam, gdzie słabną chrześcijanie – trudno żeby było inaczej. Jeśli w kulturze Zachodu ludzie odwracają się od Chrystusa, to jednak doprawdy nie znaczy, że świat odwraca się od Chrystusa. To znaczy tylko tyle, że cywilizacja Zachodu – o ile jej dzieci się nie opamiętają – jest skazana na zagładę. Zapadnie się pod własnym ciężarem, zgnieciona pustym dobrobytem, pozbawionym miłosierdzia, bezpłodnym i zapatrzonym w siebie do granic egoizmu.

Szkoda. Trzeba powiedzieć, że szkoda Europy, bo piękna jest, niczym świątynia w Jerozolimie w czasach Jezusa. „Nauczycielu, patrz, co za kamienie i jakie budowle!” – chciałoby się powiedzieć za apostołami. Ale istnieje obawa, że się wtedy usłyszy to, co usłyszeli oni: „Widzisz te potężne budowle? Nie zostanie tu kamień na kamieniu, który by nie był zwalony” (Mk 13,1-2).

Jeśli chrześcijanie Zachodu zapomną o tym, który ich stworzył, odkupił i obdarzył łaskami, pogrążą w nieszczęściu samych siebie. „Era Wodnika” – jeśli przyjąć tę głupawą terminologię horoskopowych przesądów – będzie początkiem końca Europy twórczej, Europy, która tak długo służyła światu, jak długo służyła wartościom duchowym godnym tego słowa.

Żałosne są zachwyty pięknoduchów nad kulturą „dialogu” i „otwartości”, bo w praktyce oznacza to wyparcie się mocy głoszenia Ewangelii. Oznacza to brak jakichkolwiek przekonań i wolę osiągnięcia stanu mitycznej neutralności. W ten sposób dochodzi się donikąd, a to gorsze od czegokolwiek.

Jeśli nadchodzi era Wodnika, to od wody, którą dały sobie zrobić z mózgu całe społeczeństwa Zachodu. Ale ten Wodnik to raczej Rzecznik, który opanował technikę zwodzenia umysłów lepiej niż Goebbels. Nie miał jednak szczególnie trudnej roboty, skoro całe społeczeństwa nie żyją w łasce uświęcającej. Takim ludziom łatwo wmówić cokolwiek, nawet to (a może zwłaszcza to), że są jak Bóg – sami o wszystkim decydują i mają do wszystkiego prawo.

Zaczyna się coś nowego, to fakt. Centrum chrześcijaństwa przesuwa się tam, gdzie ludzie kochają Jezusa Chrystusa, bo inaczej być nie może. Bóg, choć bardzo pragnie ludzi ocalić, nie narzuca się im.

„Powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce” – przecież to słowa Jezusa. Czy to się już nie dzieje?

Ale jedno jest pewne: Bóg wykorzysta każdą szansę, którą da mu człowiek, żeby go ocalić. Z pewnością więc szansę może Mu jeszcze dać Europa. Nikt z nas nie jest całą Europą, ale każdy z nas może powierzyć siebie i swoich bliskich naszemu jedynemu Bogu i Zbawicielowi. Tak zaczyna się ocalenie.

Życzę roku Pańskiego!

 

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama