Nowy numer 25/2022 Archiwum

Teatr bez ziewania

Na własnym pogrzebie chciał usłyszeć dwa zdania: „Umarł Hanuszkiewicz. Będzie nudno w teatrze”.

Balladyna na motorze

Stanowisko dyrektora Teatru Narodowego otrzymał po usunięciu z niego w 1968 r. Kazimierza Dejmka, którego inscenizację „Dziadów” uznano za antyradziecką. Wyrzucenie Dejmka Hanuszkiewicz uważał za świństwo, a jednak do objęcia nowej funkcji dał się przekonać, za co niektórzy przypięli mu łatkę kolaboranta. On jednak całą energię poświęcił wówczas klasyce polskiego dramatu, wystawiając m.in. niemal cały kanon romantycznych sztuk.

Nie wszystkie jego realizacje spotkały się z aprobatą. Wielu recenzentów nie zostawiło suchej nitki na „Balladynie”, w której bohaterów posadził na motory, a bitwę gnieźnieńską rozegrał z użyciem mechanicznych zabawek. Jednak Hanuszkiewicz uważał – za Mickiewiczem – że jedyna szansa dla klasyki to przetłumaczyć ją na język swojej epoki. Reżyser czynił to w sposób mocno dyskusyjny, ale trzeba przyznać, że budził emocje.

Na początku lat 80. wstąpił do „Solidarności”. Kierowany przez niego teatr stał się wówczas miejscem politycznych manifestacji, takich jak przemarsz aktorów pod pomnik Nieznanego Żołnierza. Miało to miejsce 11 listopada 1981 r., po spektaklu „O poprawie Rzeczypospolitej”. W stanie wojennym, wraz z większością zespołu Teatru Narodowego, włączył się do bojkotu telewizji. Z funkcji dyrektora został zdjęty z początkiem 1983 r.

Po stanie wojennym ciągle pracował, ale – jak mówi Jan Englert – został zepchnięty na boczny tor. Szefował Teatrowi Nowemu w Warszawie, w którym zmagał się z problemami finansowymi. Obok „Kordiana” czy sztuk Strindberga wystawiał w nim rewię piosenek kabaretowych i spektakle dla dzieci. „Muszę grać bajki, żeby przeżyć. Czy pan wie, że musiałem zwolnić 150 osób? Mam 300 tys. długu, bo prywatny właściciel budynku, w którym mieści się teatr, podniósł czynsz. Wszystkie teatry w Polsce żyją z dzieci. Nikt się teatrem nie interesuje poza mną i panem, i paroma jeszcze osobami” – wyznawał z goryczą Romanowi Pawłowskiemu.

Nie miał jednak poczucia klęski. Twierdził, że stworzył teatr „zmysłowy, energetyczny, który często nie dawał zasnąć w nocy”. Ci, którzy zjeżdżali pociągami do Warszawy, by zobaczyć Mickiewicza, Słowackiego czy Norwida w jego inscenizacjach, z pewnością to potwierdzą.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego