Nowy numer 41/2019 Archiwum
  • Anonim (konto usunięte)
    08.10.2019 11:07
    Nie zgodzę się z Autorem.
    Internet otworzył niesamowite możliwości rozmowy, dyskusji i poznania wielu poglądów.
    Wbrew pozorom samego typowego hejtu nie jest wcale dużo, natomiast dużo i słusznie jest osób które chętni by podyskutowały pod jakimś tekstem także z jego autorem.
    I odważni autorzy potrafią i chcą zejść ze swoich wyżyn na poziom zwykłego Kowalskiego i potrafią w dyskusji bronić tez, ucząc sie przy tym otwartości na poglądy innych.
    Co więcej, dzięki dopowiedzeniom w dyskusjach jakieś stanowisko, jakiś artykuł stają sie bardziej zrozumiałe.
    Niestety nie wszyscy chcą takiej dyskusji. Wielu jeszcze uważa, że komunikacja winna być jednostronna, a internauci to hejterzy bez znaczenia.
    doceń 13
    • CSOG
      08.10.2019 13:43
      TomaszuL -Jaka szkoda, że odważni zwykli Kowalscy nie chcą sięgnąć poziomu wyżyn autorów. Elementarną istotą dialogu jest wzajemne zrozumienie. :)
      Internet otworzył możliwości dialogu, jakiego nie było w prasie papierowej. Autor pisze, czytelnik również ma możliwość wypowiedzenia się. Na nikim nie ciąży obowiązek prowadzenia długich debat czy sporów.
      Internet otworzył ogromne możliwości poznawania nie tylko poglądów osobistych, ale również możliwości poznania ogólnie istniejących poglądów i światopoglądów ich genezy, ewoluowania, funkcjonowania. Warto poznać te ogólne, zanim przejdzie się do osobistych. Poznawanie światopoglądów rozpoczęte od poznawania poglądów pojedynczych osób nie jest najlepszą edukacyjną drogą poznawania świata. A z pewnością jest drogą niebezpieczną.
      • Anonim (konto usunięte)
        08.10.2019 15:11
        @CSOG - te uwagi poniżej są natury ogólnej.
        Internet zmienił radykalnie relacje autor->czytelnik na relacje autor<->czytelnik. Niby drobna zmiana, ale dziś czytelnicy mogą bezpośrednio, publicznie odnieść się do tez autora.
        Nie wnikam teraz, czy czytelnicy piszą mądrze, czy też głupio, bo nie w tym leży problem autorów. Przyzwyczajeni do jednokierunkowej komunikacji nie potrafią wykorzystać potencjału internetu. Choćby do tego, aby zobaczyć, że nie wszyscy się z nimi zgadzają, albo że są ludzie mający wiele do dopowiedzenia do treści artykułu. W końcu komentowanie zajmuje czas, więc warto aby też autor zechciał ten czas poświęcić.
        Oczywiście jest ważnym że czytelnicy widzą wpisy innych czytelników. Bo to też pokazuje np. że moje przemyślenie nie są odosobnione, ale też ze są ludzie o rożnych poglądach.
        Co więcej, tutaj zgodzę z się z HALINKAA - często pod słabymi artykułami ciekawsze są komentarze.
        doceń 11
        0
      • CSOG
        09.10.2019 15:46
        Game levels
        Zainteresowała mnie kwestia różnicy poziomów pomiędzy autorami artykułów a autorami komentarzy. Czy za rzeczywiście istniejącą różnicą, musi kryć się brzydka cecha wywyższania? Niechęci, postrzeganej wyłącznie jako zniżanie do gorszego poziomu? W pierwszej chwili zauważam, że może istnieć immamentna cecha poziomu, bardziej rozumiana jako określona rola w teatrze wydarzeń. Zadaniem i rolą autora, pisarza, dziennikarza, publicysty, jest pisać. Fakt, że obecnie istnieją możliwości komentowania twórczości autorów nie oznacza jeszcze, że autor jest zobowiązany do uczestniczenia w debatach i dyskusjach pod jego tekstem. Zwłaszcza że, przyznajmy to szczerze, toczone w komentarzach dyskusje i debaty, często nie odnoszą się w sposób merytoryczny do zawartości artykułu.
        Rozbieżność poziomów można dostrzec również pomiędzy obowiązkiem, powinnością i wolą. Autor co prawda nie musi odpowiadać ale według nas powinien chcieć. Nie wiem tylko dlaczego nawet w tak wyrażonej myśli, nadal to jemu przypisujemy obowiązek odczuwania ochoty do pewnej powinności. Doskonale obrazuje to już sam tytuł wykładu profesora Bralczyka „Jak mówić, żeby nas słuchano?”. Może piłka w tym poziomie rozgrywki jest po naszej stronie? Może nie umiemy mówić tak, żeby ktoś inny chciał nas słuchać? Proszę zwrócić uwagę na różnicę w ilości ocen wielu komentarzy, a ilością komentarzy pod artykułem. Często okazuje się, że oceniających jest wielu (czytających zapewne jeszcze więcej), a komentujących znacznie mniej. To byłoby o autorze. Czas na kilka słów o nas komentujących.
        Dostrzec, że nie wszyscy się z nami zgadzają nie jest trudno. Do tego nie jest potrzebny dialog i niekonieczny jest potencjał Internetu. To jest nawet nie tylko widoczne, ale wręcz stanowi z góry znaną oczywistość na temat rzeczywistości. Doskonale wyraża to złota już myśl, że gdzie jest dwóch, tam spotkasz co najmniej cztery poglądy. W potrzebie dialogu upatrywałbym raczej, jakiegoś bardziej osobistego deficytu relacji. Przynajmniej u siebie. Jak zatem mówić, żeby nas słuchano? Nie zamierzam wyręczać profesora Bralczyka. Zapożyczam jedynie jego tytuł chcąc podzielić się refleksją. O czytelnika trzeba dbać. Trzeba zabiegać o jego względy, uwagę, zainteresowanie. Można zawalczyć o jego aprobatę i uznanie, można mu się przeciwstawić ale … Z szacunkiem, bo się może skończyć źle, jak śpiewał przedwojenny uliczny bard. A źle w tym przypadku oznacza jedynie że nie zechcemy być wysłuchani. I to też jest różnica poziomów, która oddala nas od siebie. To jest autorski poziom po który możemy starać się sięgnąć. Czy próbowaliście Państwo kiedykolwiek odpowiedzieć w komentarzu kontr felietonem ? Może to jest droga i poziom na którym możemy się spotkać z autorami internetowej publicystyki? O ile zechcemy uszanować czas jaki autor poświęcił na napisanie artykułu i poświęcić tyle samo swojego czasu na napisanie jednego tekstu przemyślanego, zadbanego i literacko i merytorycznie. Zamiast marnować czas na krótkie wielokrotnie powtarzające się kilkuzdaniowe myśli urywane, rozpoczynające się najczęściej od słów: nie zgadzam się z autorem, jestem przeciwnego zdania, myli się, jest w błędzie. To naprawdę może znudzić i zniechęcić.
        Próbować sięgać ich pułapu. Czy ma ktoś z Państwa ochotę?
        doceń 0
        0
      • Anonim (konto usunięte)
        09.10.2019 16:01
        Taka na szybko uwaga - dla autorów pisanie felietonów czy artykułów jest pracą zarobkową, dla nas jest dodatkiem, sposobem wyłącznie dyskusji. A to skraca oczywiście treści w dyskusjach.
        Być może źle sformułowane myśli, ale dla mnie powinność dwukierunkowej komunikacji autor<->czytelnik jest naturalna konsekwencja publikowania treści w internecie. Radio, telewizja, czy gazety papierowe są oczywiście jednokierunkowe, natomiast odrzucania tej dwukierunkowości w internecie wygląda na brak rozumienia tego medium. I straconą szansę np. na ewangelizację tych, co się tutaj z autorem nie zgodzą.
        Wiem, wymaga to czasu, opanowania, dystansu i sporo opanowania. Ale to działa.

        I na koniec - w internecie wszystko jest nie tylko policzalne, ale też analizowane i często przeliczne na konkretnych przychód dla wydawcy. Myślę ze dyskusje też zwiększają potencjał finansowy, co jest też ważne.
        doceń 8
        0
    • halinkaa
      08.10.2019 13:54
      co do dyskusji w internecie zgoda niejednokrotnie pod słabym artykułem można znaleźć celne i treściwe wypowiedzi dające więcej rozeznania niż 2 strony artykułu, co do dyskusji z autorem nierzadko mniej to jest zachęcające, trudno odgadnąć w/g jakiego klucza są udostępniane tym a nie innym szpalty
      doceń 7
  • spe
    08.10.2019 12:24
    "Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości,
    nie zatopią jej rzeki.
    Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu,
    pogardzą nim tylko" (PnP 8,7)

    Miłość wymyka się logice tego świata i nie można jej kupić za żadne jego skarby.
    W kolejnych wersach Pieśni jest mowa o wykupie siostry od braci. To nie miłość jest kupowana! Bo miłość narodziła się między Oblubieńcem a Oblubienicą i nic do tego braciom.
    doceń 5
  • panax
    08.10.2019 12:31
    Na "intuicję Gamaliela" mogą się powoływać też wyznawcy islamu i Świadkowie Jehowy.
    doceń 8
  • CSOG
    08.10.2019 12:45
    Drogi Panie Redaktorze
    Korzystając z tego, że nie czyta Pan komentarzy, chcę w tym miejscu serdecznie podziękować, za słowa zawarte w Pańskim artykule. Wziąłem je sobie osobiście do serca. Najbardziej spodobał mi się cytat franciszkanina „Duch Święty działa, nie zatrzymasz tego”. Czy kiedykolwiek doszczętnie wyzbędę się pychy, że to ja działam, a nie On działa posługując się mną jak sługą? Czy kiedykolwiek nabiorę przekonania, że to na pewno On działa posługując się mną jak sługą? Na szczęście prawdopodobnie nigdy. Obie te wątpliwości zapraszają mnie nie do zwątpienia, lecz do pokory. I właśnie dlatego chcę żeby ze mną pozostały. Tak Pan ma rację, argumenty nigdy nie są siłą. Cóż jednak zrobić, kiedy żniwo co prawda wielkie, ale robotników mało. I już nie o tych nawet chodzi, którzy błądząc nigdy ze swej błędnej drogi zawrócić się nie pozwolą. O wątpiących chodzi. Tych, którzy spoglądając na błądzących po omacku, w ciemności wołających „mylisz się, jesteś w błędzie”, sami zaczynają wątpić w słuszność swojej dobrej drogi i wydają się być może skłonni pójść w błądzących ślady.
    Czasami mam wątpliwości czy nie pójść za radą Pawła, aby miejsca i ludzi nie chcących nas słuchać, pożegnać. Pozostawiając im kurz ze stóp swoich. I nawet nie za radą Gamaliela uspokajającego rozwścieczone emocje słusznym spostrzeżeniem, że prawdziwych Dzieł Bożych nie sposób zniszczyć, gdy nie ludzką ręką zostały stworzone. Choć to też uspokaja. Zawsze jednak zostanie nam dylemat, czy bardziej warto umacniać tych stałych w wierze, szukać zagubionych, czy strzec tych, którzy bliscy zagubienia. Czasami, gdy przed oczyma wyobraźni mam sceny rozmów Jezusa z faryzeuszami, spoglądam na tych, którzy nie uczestniczą w rozmowie. Siedzą bez słów, gdzieś w pobliżu i słuchają. To dzięki nim wiemy, że taka rozmowa miała miejsce. Ktoś powiedział: wiara rodzi się ze słuchania. To prawda. Czy jednak powinienem tylko słuchać? Dołączyć do tych, którzy tylko słuchają? Wszak nawet teraz, kiedy ja piszę, a Pan nie czyta, są tacy którzy jednak czytają. Dziękuję szczególnie za słowa uspokojenia, bo szukam, brak mi tego. Przyjmuję więc radę by wpierw zadbać o siebie. Znaleźć własny pokój wiary, by mieć czym dzielić się z innymi. Raz jeszcze dziękuję.
    z poważaniem
    wierny czytelnik
    • Anonim (konto usunięte)
      08.10.2019 15:23
      @CSOG - czasami niepokojącym jest twierdzenie, że my idziemy słuszną i dobrą drogą, a inni błądzą. Takim stwierdzeniom niekiedy bliżej do pychy niż do drogi ku świętości.

      W moim wypadku wiele różnych i to nie tylko religijnych dyskusji pokazało, że czasami "nasze prawdy" przysłaniają nam wiele kolorów otaczającego świata. Często okopujemy się z własnym zdaniem w roli twierdzy zamiast wyjść i zrozumieć bliźniego w jego bogactwie.
      I nie, nie boję się, że dyskutując stracę swoja tożsamość, wiarę, moralność.
      doceń 8
  • halinkaa
    08.10.2019 13:27
    błądzącemu można powiedzieć, że błądzi potem wyjścia są dwa albo faktycznie się zastanowi, że pisze byle co, żyje w urojeniach, jeszcze innym to chce wciskać lub się nie zastanowi, bo to wszystko FALA HEJTU
    doceń 6
  • tomaszz
    08.10.2019 21:51
    Pełna zgoda. Bo mamy nagrodę w niebie, przygotowaną przez Boga. Żadna fala hejtu, braku zwykłej epmatii, szyderstw, czy to spoza Kościoła, czy z ust wyznawców Chrystusa Jezusa, nie odbierze nam jej. Pan zlecił głosić ewangelię, która jest Dobrą nawiną. Nowiną każdego dnia, nie tylko kiedy pierwszy raz ktoś ją czyta, ale za każdym razem. Jest zadaniem na całe życie i jeśli w ogóle komuś się udaje w ciągu kilkudziesięciu lat jakie ma na tym świecie ją wprowadzić w 100% w swoje życie, to jest to bardzo, bardzo żadko spotykane. Każdy ma swoją drogę poznawania Ewangelii i wzrastania w niej, każdy ma prawo się wypowiedzieć i KAŻDY KTO W KOŚCIELE SZCZERZE OTWIERA SERCE, DZIELI SIĘ SWOIM PRZEŻYWANIEM EWANGELII POWINIEN OTRZYMAĆ MIŁOŚĆ, ZROZUMIENIE, CIERPLIWE WYSŁUCHANIE, TROSKĘ, I DOBRĄ RADĘ JEŚLI JEST TAKA KONIECZNOŚĆ. Dlaczego zamiast tego jest tyle niechęci zrozumienia, walki, udowadniania swoich racji? Pan redaktor ma rację. A iść za Jezusem to także doświadczyć prześladowań. I tym większa nagroda, im większa wytrwałość w udrękach. A więc głowa do góry, Pan jest blisko!
    doceń 1
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji