Nowy numer 42/2019 Archiwum

Komentarze do Ewangelii

« » Czerwiec 2019
N P W Ś C P S
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 1 2 3 4 5 6

Niedziela 30 czerwca 2019

Czytania »

ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 26/2019

W drodze do celu

1. Idzie do świętego miasta, aby tam oddać swoje życie za zbawienie świata. Zaraz na początku tej drogi napotyka trudności. Są nimi niegościnność Samarytan oraz twarde serca najbliższych uczniów. To zaskakujące, że św. Jan, piewca Bożej miłości, którego kojarzymy łagodnością i wrażliwością, proponuje wraz z bratem ukaranie nieprzyjaciół ogniem z nieba. Nie na darmo Jakub i Jan nosili przydomek Synowie Gromu. Musieli mieć gwałtowny temperament. Jezus udzielił obu braciom mocnej reprymendy. Jakie stąd płyną wnioski dla nas? Po pierwsze, zmierzając do celu, musimy liczyć się z trudnościami. Na drodze naszego powołania mogą pojawić się ludzie, którzy będą rzucać nam kłody pod nogi. Nie wolno wtedy wpadać w gniew. Trzeba odrzucić logikę zemsty, odwetu. Po drugie, skoro nawet tak temperamentny Jan stał się, dzięki łasce Bożej, łagodnym świętym Janem, to znaczy, że i ja mogę zapanować nad gniewem czy agresją. Boża miłość działa w każdym człowieku niezależnie od temperamentu. Po trzecie, czasem potrzebujemy twardego upomnienia, mocnego słowa, które nami wstrząśnie. Jezus o tym wie i nie zawaha się nami potrząsnąć, kiedy trzeba.

2. W dalszej części dzisiejszego fragmentu Jezus udziela trzech pouczeń kandydatom na uczniów. Zauważmy, że wszystkie one są wypowiedziane podczas drogi Jezusa do Jerozolimy. Pan zwraca uwagę, że kto chce iść za Nim, ten musi być gotowy na radykalny styl życia. Trzeba zgodzić się na jakiś rodzaj bezdomności, niepewności, ryzyka. Trzeba zostawić wiele z dotychczasowych przywiązań, zrezygnować ze spraw, które przesłaniają mi cel życia. Przyszłość złożyć całkowicie w ręce Boga.

3. Jak przełożyć te Jezusowe wskazówki na konkret naszego życia? Ten ewangeliczny radykalizm będzie miał inny wymiar w przypadku powołania do małżeństwa, inny będzie w kapłaństwie, życiu zakonnym czy w życiu osób samotnych. Droga do Jerozolimy, czyli droga niesienia krzyża, przybiera różne formy. Kluczowe jest to, aby zobaczyć, co mi przeszkadza na drodze mojego powołania. Co powoduje, że stoję w miejscu, że w moim duchowym życiu nie ma wzrostu, że gubię poczucie sensu? Czy mam odwagę zerwać z tym, co mnie duchowo obezwładnia? Dziś niestety za odwagę uchodzi częściej otwarta zdrada niż wierność powołaniu. Gratulacje od świata odbiera się za „odważny” rozwód lub za odejście z kapłaństwa.

4. „Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć”. To zdanie Jezusa jest nie tylko wskazówką dla uczniów. Jest w nim nuta skargi, bólu, samotności. Słowo zamieszkało między nami, ale swoi Go nie przyjęli. Nie dziwmy się więc, że chrześcijanin idący za wcielonym Słowem doświadcza wyobcowania ze świata. Czuje się często niezrozumiany przez innych, nieprzystosowany do środowiska, czasem napiętnowany, samotny. Jezus zapłacił tę cenę, by móc powiedzieć na krzyżu: „Wykonało się”. A ja? Czy chcę iść za Nim, godząc się na krzyż?


Czytania »

ks. Robert Skrzypczak

|

GN 26/2019

Narzucenie płaszcza

Na nic innego nie było już miejsca. Dwunastka symbolizuje pełnię. Wszystko poukładane, wszystko ma perfekcyjnie funkcjonować. A tu nagle „narzucenie płaszcza”, gest prorocki. Bóg interweniuje w ludzkie życie. Dotychczasowe postrzeganie rzeczywistości zmienia się. Obok pracy, domu, dzieci pojawia się Bóg. Wypełnia nas całkowicie. Zwykle szuka On w nas odrobiny przyzwolenia. I wszystko wywraca się do góry nogami. Podobnie było w przypadku Piotra – wpuścił on Jezusa do swej łódki tylko na trochę. I miało to ogromne konsekwencje: „wypłyń na głębię!”, a potem olbrzymi połów. Jezus zmienił Piotrowi sposób widzenia spraw, zbudował mu nową tożsamość.

W Kościele Bóg narzuca na nas swój płaszcz. Sam nie decydujesz o swym powołaniu, wybór należy do Niego: „wezwał tych, których sam chciał” (Mk 3,13). Bóg przeformatuje twe życie, byś odkrył, że najważniejszym celem egzystencji jest być z Nim. Chrystus nie przychodzi, by zniszczyć nam życie, ale by nadać mu nową, szerszą perspektywę. Pokazuje to dobrze starotestamentalna Księga Rut. Noemi szukała życia w Moabie, dokąd uciekła, bo w Betlejem brakowało chleba. Tymczasem Rut pragnie wrócić do Ziemi Obiecanej. I tam czeka na nią Booz, który rozciąga nad nią swój płaszcz, to znaczy przejmuje kontrolę nad jej życiem. Gdy Bóg wypowie nad nami swe błogosławieństwo, zobowiązuje się do czegoś. Choćbyśmy widzieli siebie w katastrofalnym położeniu, możemy być pewni, że On zatroszczy się o nas i o naszą przyszłość. Uboga wdowa z Jezusowej przypowieści chodziła za bezdusznym sędzią, błagając: obroń mnie! Co Jezus chce powiedzieć przez tę przypowieść? Znasz się na Bogu? Zaledwie Go poprosisz, wnet rozciągnie swój płaszcz nad tobą i zatroszczy się o ciebie. Pięknym tego wyrazem jest przyoblekanie nowo ochrzczonych w białą szatę. Ta szata uczniowi Chrystusa nadaje godność. Nie musi on rywalizować z innymi ani udowadniać własnej wartości. Nikt mu nie zabierze tego, co otrzymał od Pana. Szata oznacza siłę, by zawalczyć o zmiany potrzebne w życiu: własnym i innych. Być przyodzianym w strój Boga to wyjść z mentalności przegranego. I pozwolić Panu Bogu realizować w sobie Jego zamiary. Niech się ukaże Boża moc w tobie! Idź i prorokuj! •

Czytania »

ks. Zbigniew Niemirski

|

GN 26/2019

Chrześcijańska wolna miłość

Do wolności, o której pisze Apostoł Narodów, „wyswobodził nas Chrystus”. Jest ona wyzwoleniem z rytualnych przepisów Starego Prawa, ale nie oznacza otwarcia na jakąś totalną wolność. Swoistą granicą wolności chrześcijanina staje się miłość bliźniego, skierowana przede wszystkim do najbardziej potrzebujących. Wolność w rozumieniu autora listu to ożywienie miłością, która prowadzi do wzajemnej służby. Hołdowanie ciału jest zaprzeczeniem istoty chrześcijaństwa. Chrześcijańska wolna miłość owocuje posługą najbardziej potrzebującym.

Historia Kościoła pokazuje, że to nauczanie o „ożywieniu miłością” sprawiło, iż chrześcijanie zakładali i prowadzili pierwsze szpitale oraz przytułki dla najbardziej potrzebujących. Iluż to błogosławionych i świętych Kościoła osiągnęło niebo, posługując tu, na ziemi, najuboższym. Bonifratrzy, joannici, szarytki – to tylko niektóre ze zgromadzeń zakonnych, które powstały, by spieszyć z pomocą potrzebującym. Niektóre nadal – mimo tylu zmian społecznych – znajdują pole do swej działalności. Inne powstały w obecnych czasach, bo wciąż nie brakuje tych, których wypluwa nowoczesna społeczność, tak często zamknięta na najbardziej potrzebujących, a otwarta jedynie na tych, którzy odnieśli doczesny sukces.

Chrześcijańska wolna miłość to otwarcie na tych, którzy w społeczności nie doświadczają miłości. Ta miłość wciąż odwołuje się do źródła, czyli do zbawczego dzieła Chrystusa Pana, ale także do zamysłu Stwórcy, który powołał człowieka do istnienia, wyznaczając mu miarę relacji z innymi: „Całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: »Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego«”.

Ta starotestamentowa miara, odwołująca się do miłości samego siebie, jest ważna i stanowi pewien fundament. Ale w Nowym Testamencie zyskała nowe odwołanie. Można je sformułować jako zasadę: będziesz miłował bliźniego jak Chrystus, który za każdego z nas oddał swe życie. On uczynił to jako całkowicie wolne oddanie z miłości. I ta decyzja jest wzorem dla Jego uczniów: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!”. •

Czytania »

Agata Hejchman

|

GN 26/2019

Świeckim okiem

Jest we mnie ogromne przekonanie, że słowa Jezusa są mocnym wezwaniem do odwagi, do przyjęcia czegoś fundamentalnego. To właściwie wskazanie drogi, która prowadzi do wolności. Trudno zostawić przeszłość, gdy jesteśmy z nią związani, bo łączy się to ze zgodą na stratę. Gdy coś tracimy, uświadamiamy sobie, że nie należy to do nas. Jednak paradoksalnie dopiero wtedy możemy wejść na drogę do prawdziwej wolności wewnętrznej. Ciążące przywiązania i brak ufności są jak kamień u szyi, który uniemożliwia zrobienie kroku naprzód. Nie da się patrzeć w obu kierunkach jednocześnie. Pokusa oglądania się za siebie jest jak hamulec, a zwrócony tyłem do celu maratończyk nie dobiegnie do mety. Nauka o królestwie Bożym to nauka o ufności, która choć może kojarzyć się z ryzykiem, jest najjaśniejszą perspektywą na przyjęcie wolności. To perspektywa na Nowe, w odwadze i gotowości do przekraczania siebie. Perspektywa wkraczania w obietnicę Wieczności. •

Zapisane na później

Pobieranie listy