Nowy numer 12/2019 Archiwum

Jaka większość? Jaka opozycja?

Nie po to mamy opozycję, żeby przez cztery lata prowadziła kampanię wyborczą.

Rzeczywistość widzimy tak, jak pokazują nam ją media. Patrząc na nie, można odnieść wrażenie, że prawdziwym zwycięzcą wyborów jest Ruch Palikota. Niewątpliwie ruch ten zrealizował swój pierwszy cel wszedł do parlamentarnej polityki, mobilizując wrogi wobec Kościoła, często po prostu antykatolicki elektorat. Ale sukces partii to jeszcze nie zwycięstwo w wyborach powszechnych. 40 mandatów to sporo, ale nawet 67 (czyli tyle, ile Ruch Palikota i SLD mają razem) to niewiele więcej, niż mieli zmarginalizowani komuniści po zwycięstwie prawicy w pierwszych wolnych wyborach do Sejmu. Obecne wybory wygrał rząd, co zdarzyło się po raz pierwszy w ciągu 20 lat niepodległości. Tak wygląda prawdziwy wynik wyborów – niezależnie od tego, czy nas to cieszy, czy martwi. To liberalny rząd jutro będzie decydował, czy radykalna lewica w ogóle, a Ruch Palikota w szczególności będą miały wpływ na państwo, czy też państwo będzie chronione przed ich wpływem. Na razie mogliśmy zobaczyć, jak pierwsza kampania ekstremistów podekscytowanych wynikiem wyborów – atak na krzyż w Sejmie – ujawniła brak poparcia opinii publicznej, potwierdzając zgodę narodową na obecność znaków chrześcijaństwa w życiu społecznym.

W każdym parlamencie możliwe są różne większości. W poprzedniej kadencji Sejmu większość PO–PSL utrzymała się w zasadzie przez cztery lata, ale nawet w tym czasie mieliśmy moment, gdy ujawniła się większość inna, szersza, większość (co do rozmiarów) konstytucyjna, potrzebna do wstępnej ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Ta większość oparta była na porozumieniu PO i PiS, gdyż bez zgody głównej partii opozycyjnej ratyfikacja „Lizbony” była po prostu niemożliwa. Powstała, bo przywódca opozycji stanął po stronie rządu oraz traktatu, który wcześniej sam, kierując rządem, zaakceptował. W Sejmie wybranym w RP w 2005 r. mieliśmy w zasadzie dwie większości: najpierw większość PiS–Samoobrona–LPR, która powołała rządy Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego, a potem zupełnie inną: PiS–PO–SLD, która rozwiązała Sejm. Większość w izbie, którą wybraliśmy w październiku, jest sprawą otwartą.

Stanisław Cat-Mackiewicz swą książkę o polityce polskiej w latach wojny i wygnania zatytułował „Lata nadziei”. Naszymi latami nadziei był okres 2003–2005, gdy z miesiąca na miesiąc było coraz bardziej pewne, że opozycja przejmie władzę, a sama opozycja – mimo oczywistych różnic – zgadzała się co do kilku podstawowych zasad polityki państwa. Mimo że do 2005 r. rządziła lewica – opozycja potrafiła nie tylko uruchomić śledztwo parlamentarne w sprawie afery Rywina, ale również realnie wywierać wpływ na kształt polskiej polityki europejskiej. To wtedy – mimo rządów lewicy – Sejm zdecydował, że „polskie prawodawstwo w zakresie moralnego ładu życia społecznego, godności rodziny, małżeństwa i wychowania oraz ochrony życia nie podlega żadnym ograniczeniom w drodze regulacji międzynarodowych” i sprzeciwił się obniżeniu pozycji Polski w Unii Europejskiej, co zakładała konstytucja dla Europy.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • dezynsektor
    10.11.2011 13:22
    Święte słowa Panie marszałku.
    To dzięki nieróbstwu prezesa Kaczyńskiego i jego sekcie mamy w parlamencie degeneratów od Palikowa.

    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji