Gość Gliwicki 04/2020 Archiwum

Łzy kapią do kawy

O przywracaniu śmierci do życia z Barbarą Kopczyńską rozmawia Jacek Dziedzina.

Jacek Dziedzina: Pijemy sobie spokojnie kawę, a tu obok ludzie umierają. Można tak?

Barbara Kopczyńska: – Hospicjum to też życie. Jeden z naszych dostawców był kiedyś zdziwiony, że tu są żarty i śmiechy. „To niemożliwe, że jesteście ciągle tacy pogodni”, mówił. Odpowiadam: to nie może być wesołkowatość i udawanie, że nie ma cierpienia, że nie ma śmierci. To ma być radość, która wypływa z wnętrza. A sytuacje śmieszne zdarzają się wszędzie, nawet w hospicjum.

To jednak nie to samo co szpital: tam jest nadzieja na szybkie wyzdrowienie, tutaj – szansa na dobrą śmierć.

– W szpitalu jako lekarz mam inny cel: uratowanie życia pacjenta. Gdybym sobie taki sam cel postawiła w hospicjum, to bym nie dała rady tu pracować. Nasi chorzy odchodzą, umierają, więc moim celem nie może być wyleczenie. Jeżeli postawię sobie za cel poprawienie temu choremu jakości życia, to można z tym żyć. I wtedy można spokojnie pić kawę. Nawet z chorymi umierającymi. Trzy dni przed śmiercią pan Janek obchodził w hospicjum urodziny. Byli przy nim jego siostra, wolontariusz, wolontariuszka i ja. I piliśmy kawę. Pan Janek po raz pierwszy od wielu dni wypił aż pół filiżanki kawy. Trzy dni później zmarł.

Moja mama zmarła dzień po swoich urodzinach. W urodzinowy wtorek słuchaliśmy z nią jeszcze płyt ulubionej Anny Jantar, które dostała w prezencie. Wiedzieliśmy już, że śmierć może nastąpić lada dzień. Czy to dobry czas na taką muzykę?

– Ależ oczywiście. W takiej chwili ważne są trzy rzeczy: być przy chorym, żeby nie był sam; ważne jest leczenie objawowe, żeby chory nie cierpiał niepotrzebnie; jeśli to możliwe, ważne jest, żeby chory był pogodzony z Bogiem. Dlatego jeśli były te najważniejsze rzeczy, to dlaczego nie słuchać Anny Jantar? Przecież człowiek, który umiera, jeszcze żyje.

Hospicjum powszechnie kojarzy się raczej przygnębiająco, mówi się o „umieralni”, w najlepszym przypadku o „poczekalni”. Tu się czeka na śmierć?

– Trochę tak. Nie możemy udawać, że śmierci nie ma. Nie lubię jednak słowa „umieralnia”. Pacjent nie przychodzi tu, żeby umrzeć, tylko żeby żyć, na ile się da, dobrze do końca. Są ludzie samotni, ale większość ma rodziny. Jedni państwo, aż z Kieleckiego, przyjeżdżają tutaj nawet dwa razy w tygodniu do pacjenta. Kiedyś przyszła do nas żona zmarłego podopiecznego z synem. Łezki jej kapały, ale z uśmiechem na twarzy opowiadała o tych ostatnich chwilach, które spędziła z mężem w domu. „Ja muszę pani zdjęcia pokazać, bo mąż się wygłupiał i kazał sobie zrobić zdjęcie”, mówi i pokazuje fotki. A na nich chory mąż siedzi na łóżku, koszula, cztery numery za duża, wisi na nim – i udaje stracha na wróble. Prosi, by zrobić zdjęcie na pamiątkę. I to nie była farsa. Przyjął życie, stało się, spróbujmy z tym żyć.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • Józef Rajman
    02.11.2014 20:52
    Super wywiad .Po prostu afirmacja życia aż do końca.

    doceń 0
  • magda
    03.11.2014 19:37
    Kilka lat temu pani doktor Kopczyńska przychodziła do mojego umierającego na raka ojca. Zapamiętałam ją jako wspaniałego lekarza i cudownego człowieka. Myślę, że tylko dzięki niej przetrwałyśmy z mamą ten koszmarny czas. Ciągle o tym pamiętam i dziękuję
    doceń 0
  • Basia
    03.11.2014 21:24
    Pamiętam panią Doktor jak i całą ekipę pracującą w hospicjum z czasów gdy zmarł tam mój tatuś. To tam naprawdę dało się odczuć ciepło mimo beznadziejnej sytuacji. Tam poznałam ludzi, którzy tak jak ja odwiedzali swoich chorych - i współcierpieliśmy razem. Tam zobaczyłam miłość tak do końca...Miejsce bardzo potrzebne i bardzo dobre - prowadzone przez wybitną Panią Doktor, która cały czas pozostała dobrym człowiekiem. Pani Basiu - wykonuje Pani naprawdę trudną pracę - wielki szacunek z mojej strony.
    doceń 0
  • Ola
    27.03.2016 11:08
    Wspaniały wywiad ze wspaniałą Panią doktor. Dziękuję, że Pani jest i że naprawdę kocha Pani to, co robi!
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama