Nie chcą być ani Ameryką, ani Chinami. Czy XXI wiek będzie należał do Indii?

Najludniejsze państwo świata coraz śmielej aspiruje do roli jednego z głównych architektów nowego porządku międzynarodowego. Indie stawiają na własną drogę rozwoju, a ich rosnąca siła może zmienić układ globalnych wpływów bardziej, niż dziś wielu Europejczyków przypuszcza.

Przez lata świat przyzwyczaił się do myślenia o globalnej polityce przez pryzmat Waszyngtonu, Pekinu i – jeszcze niedawno – Moskwy. Tymczasem coraz więcej wskazuje na to, że prawdziwym zwycięzcą XXI wieku mogą okazać się Indie. Najludniejsze państwo świata rozwija nowe technologie, buduje własny program kosmiczny, przyciąga inwestycje i konsekwentnie odmawia opowiedzenia się po stronie USA lub Chin. – Indie mają wszystko, czego potrzebuje współczesne mocarstwo. Pytanie nie brzmi już, czy będą odgrywać globalną rolę, ale jak dużą – mówi dr Patryk Kugiel z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Gigant, którego długo nie dostrzegano

Gdy Europa skupiała się na Chinach, a świat śledził kolejne napięcia między Waszyngtonem i Pekinem, Indie rosły po cichu. Dziś są już najludniejszym państwem świata, a ich gospodarka należy do najszybciej rozwijających się na globie. Według dr. Patryka Kugiela to właśnie ten kraj może w najbliższych dekadach stać się jednym z głównych filarów nowego porządku międzynarodowego.

Delhi stawia sobie bardzo konkretny cel. Do 2047 roku, gdy Indie będą świętować stulecie niepodległości, chcą znaleźć się w gronie państw wysoko rozwiniętych i zostać trzecią gospodarką świata, ustępując jedynie Stanom Zjednoczonym i Chinom.

Podstawy tego wzrostu są solidne: młode społeczeństwo, szybko rozwijająca się infrastruktura, napływ zagranicznych inwestycji oraz ambitna polityka gospodarcza prowadzona przez premiera Narendrę Modiego. Indie otwierają się na świat, liberalizują gospodarkę i coraz mocniej stawiają na nowoczesne technologie. Rozwijają sztuczną inteligencję, technologie cyfrowe, komputery kwantowe, energetykę odnawialną i przemysł kosmiczny. Są również jednym z liderów wzrostu produkcji energii ze źródeł odnawialnych. – Mają wszystko, czego współczesne gospodarki potrzebują: ludzi, talenty, stabilny rząd i ambitną wizję rozwoju – podkreśla ekspert.

Nie chcą wybierać między USA a Chinami

Jednym z najciekawszych elementów indyjskiej polityki jest tzw. strategiczna autonomia. To pojęcie powraca niemal zawsze, gdy analizuje się działania Delhi na arenie międzynarodowej. Dla wielu państw świata rywalizacja między Stanami Zjednoczonymi a Chinami oznacza konieczność wyboru jednej ze stron. Indie takiego wyboru odmawiają. – To pragmatyczna polityka zagraniczna, na jaką mogą sobie pozwolić mocarstwa. Polega na zachowaniu pełnej niezależności i kierowaniu się wyłącznie własnym interesem narodowym – wyjaśnia dr Kugiel.

Dlatego Indie od lat rozwijają współpracę wojskową i technologiczną z USA, ale jednocześnie utrzymują bliskie relacje z Rosją i nie zrywają więzi gospodarczych z Chinami. Nie chcą zrazić do siebie żadnego z ważnych partnerów. Z europejskiej perspektywy bywa to odbierane jako polityczne lawirowanie. Jednak dla Indii jest to źródło siły. – Wszyscy zabiegają o ich uwagę, każdy przedstawia lepszą ofertę. Dla Indii oznacza to większą swobodę wyboru i możliwość maksymalizowania własnych korzyści – zauważa ekspert.

Chiny lat dziewięćdziesiątych?

Dr Kugiel przyznaje, że często porównuje współczesne Indie do Chin sprzed trzech dekad.

– Indie przypominają mi Chiny z lat dziewięćdziesiątych, kiedy wszystko dopiero zaczynało się rozwijać i budować – mówi. Skala przemian jest wręcz trudna do wyobrażenia. W ciągu najbliższych dwudziestu lat około 400 milionów ludzi przeniesie się ze wsi do miast. Jak zauważa, to liczba zbliżona do całej populacji Unii Europejskiej. Oznacza to konieczność budowy nowych osiedli, dróg, szkół, szpitali i całej infrastruktury miejskiej.

Właśnie dlatego Indie przyciągają uwagę inwestorów z całego świata. To rynek ogromny, wciąż nienasycony i posiadający olbrzymi potencjał wzrostu.

Jednocześnie nie wszystko przebiega tak, jak zakładano. Premier Narendra Modi próbował uczynić z Indii nową „fabrykę świata”, zachęcając zagraniczne firmy do przenoszenia produkcji z Chin. Program „Make in India” miał być odpowiednikiem chińskiej ścieżki rozwoju opartej na industrializacji. Świat jednak zdążył się zmienić. Globalizacja nie wygląda już tak jak w latach dziewięćdziesiątych. Coraz więcej państw chce produkować u siebie, a nie przenosić fabryki za granicę. Dlatego Indie zaczęły szukać innej drogi.

Zamiast śrubek i zabawek

Zdaniem dr. Kugiela Delhi zrozumiało, że nie wygra z Chinami wyłącznie skalą produkcji.

Dlatego coraz mocniej inwestuje w sektory o najwyższej wartości dodanej: sztuczną inteligencję, półprzewodniki, technologie cyfrowe, centra danych i przemysł kosmiczny.

Indie należą dziś do niewielkiej grupy państw zdolnych do samodzielnej eksploracji kosmosu. W ostatnich latach wysyłały sondy księżycowe i rozwijały własny program satelitarny. Równocześnie starają się przyciągać inwestycje największych światowych firm technologicznych, także tych związanych z produkcją zaawansowanych układów scalonych. Przyszłość swojej potęgi widzą właśnie tutaj – nie w produkcji tanich dóbr, ale w sektorach, które będą decydować o globalnej gospodarce kolejnych dekad.

Demokratyczna alternatywa dla Chin

Europa widzi w Indiach jeszcze jeden ważny atut. W przeciwieństwie do Chin pozostają one największą demokracją świata. Funkcjonują tam wolne wybory, niezależne sądy i pluralistyczne media, choć – jak zaznacza ekspert – nie brakuje dyskusji o jakości indyjskiej demokracji. – To właśnie demokracja sprawia, że Europa patrzy na Indie z większym zaufaniem niż na Chiny – ocenia dr Kugiel. Dla Zachodu Indie stają się więc nie tylko gospodarczą alternatywą wobec Pekinu, ale także partnerem, z którym łatwiej budować długofalowe relacje.

Nie oznacza to jednak, że Indie są państwem wolnym od problemów. – Indie są bardziej cywilizacją niż państwem – mówi rozmówca. To określenie dobrze oddaje skalę wyzwań. W jednym kraju mieszczą się setki języków, kultur i tradycji religijnych. Obok ultranowoczesnych dzielnic biznesowych istnieją obszary skrajnego ubóstwa. Obok ludzi należących do światowej elity finansowej żyją miliony osób walczących o podstawowe warunki życia. – Indie żyją jednocześnie w XVIII, XIX i XXI wieku – zauważa ekspert.

Choć liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie systematycznie maleje, nierówności społeczne nadal pozostają ogromne. Jednak zdaniem dr. Kugiela rozwój gospodarczy stopniowo zaciera wiele dawnych podziałów. – To pieniądz i awans ekonomiczny stają się dziś główną drogą do przełamywania tradycyjnych barier społecznych – tłumaczy.

Świat po Zachodzie

Rosnąca rola Indii jest czymś więcej niż historią o sukcesie jednego państwa. To również opowieść o końcu świata, który przez ostatnie dwa stulecia był kształtowany głównie przez Zachód. – Wzrost znaczenia Indii będzie prowadził do utrwalenia porządku wielobiegunowego – uważa dr Kugiel. W takim świecie obok Stanów Zjednoczonych i Chin pojawią się kolejne centra siły: Indie, być może Brazylia, a także – jeśli będzie potrafiła działać wspólnie – Europa.

Dla Unii Europejskiej oznacza to konieczność nauczenia się funkcjonowania w bardziej konkurencyjnym środowisku, gdzie reguły nie będą już jednostronnie narzucane przez Zachód, lecz wypracowywane w negocjacjach z innymi wielkimi graczami. Jednocześnie Indie mogą stać się jednym z najważniejszych partnerów Europy. Obie strony są zainteresowane stabilnym handlem, przestrzeganiem prawa międzynarodowego i utrzymaniem przewidywalnych zasad współpracy gospodarczej.

Czy zatem XXI wiek będzie wiekiem Indii? Dr Kugiel zachowuje ostrożność. Jego zdaniem Delhi w najbliższych latach prawdopodobnie wyprzedzi Niemcy i stanie się trzecią gospodarką świata. Dogonienie Chin może jednak potrwać znacznie dłużej – być może nawet do końca stulecia.

Jednak sam kierunek wydaje się oczywisty. Populacja Indii ma wzrosnąć do 2060 roku do około 1,7 miliarda mieszkańców, podczas gdy liczba ludności Chin będzie w tym czasie już o połowę mniejsza. A wraz z rosnącą gospodarką, technologiami i wpływami politycznymi będzie rosło także znaczenie Delhi na arenie międzynarodowej.

Być może więc najważniejsze pytanie nie brzmi już, czy Indie staną się jednym z głównych mocarstw świata. Coraz bardziej zasadne wydaje się inne: czy Europa jest gotowa na świat, w którym jedną z najważniejszych ról odgrywać będzie wielka cywilizacja spoza zachodniego kręgu kulturowego?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Karol Białkowski Karol Białkowski Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Z wykształcenia teolog o specjalności Katolicka Nauka Społeczna, absolwent Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Wieloletni prezenter i redaktor wrocławskiego Katolickiego Radia Rodzina, korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej, a od 2011 roku dziennikarz „Gościa”. Przez prawie 10 lat kierował wrocławską redakcją GN.