Swatting po polsku. Jak fałszywe zgłoszenia zamieniają służby w narzędzie nękania

To nie jest zwykły fałszywy alarm. Coraz częściej zgłoszenia kierowane pod adresy konkretnych osób stają się formą nękania wykorzystującą służby państwowe. W USA takie działania określa się mianem swattingu. W Polsce problem dopiero staje się widoczny, ale już dziś rodzi pytania o wykorzystanie technologii takich jak AML do identyfikacji sprawców.

Pod dom podjeżdżają radiowozy. Policjanci są przekonani, że doszło do strzelaniny albo wzięcia zakładników. Problem w tym, że nic takiego się nie wydarzyło. Ktoś celowo wywołał alarm, licząc na to, że sama interwencja stanie się formą zastraszenia.

Taki scenariusz od lat znany jest w Stanach Zjednoczonych. Początkowo ofiarami byli głównie internetowi streamerzy, którzy na żywo transmitowali moment wejścia policji do swoich domów. Z czasem celem stawali się także dziennikarze, aktywiści i politycy. To właśnie tam narodziło się pojęcie „swatting”, wywodzące się od nazwy policyjnych jednostek SWAT przeznaczonych do najbardziej niebezpiecznych interwencji.

Dziś podobne przypadki zaczynają pojawiać się również w Polsce. W ostatnich tygodniach media informowały o fałszywych zgłoszeniach kierowanych pod adresy związane z rodziną prezydenta Karola Nawrockiego czy redaktorem Tomaszem Sakiewiczem. Każde z nich wymagało reakcji służb i zaangażowania sił, które w tym czasie mogły być potrzebne gdzie indziej.

Gdy alarm staje się bronią

Mechanizm działania jest prosty. Sprawca kontaktuje się z numerem alarmowym i zgłasza fikcyjne, ale bardzo poważne zagrożenie – strzelaninę, podłożenie bomby, przemoc domową czy przetrzymywanie zakładników. Kluczowe jest wskazanie konkretnego adresu.

Operator nie może zignorować takiego zgłoszenia. Każda informacja o zagrożeniu życia lub zdrowia musi zostać zweryfikowana. W efekcie pod wskazany adres wysyłane są patrole policji, a czasem także straż pożarna lub ratownicy medyczni.

To właśnie jest celem sprawcy. Nie chodzi o wywołanie rzeczywistego zagrożenia, lecz o wywołanie stresu, zastraszenie ofiary lub zakłócenie jej normalnego funkcjonowania.

Sama nazwa „swatting” wywodzi się od amerykańskich jednostek SWAT (Special Weapons and Tactics), przeznaczonych do najbardziej niebezpiecznych interwencji policyjnych. Początkowo sprawcy próbowali doprowadzić właśnie do wysłania takich oddziałów pod dom swoich ofiar. Pierwszymi celami byli najczęściej internetowi streamerzy i twórcy transmitujący swoje działania na żywo. Z czasem ofiarami stawali się także dziennikarze, aktywiści i politycy. W Stanach Zjednoczonych swatting przestał być traktowany jako głupi żart, gdy okazało się, że fałszywe zgłoszenia mogą prowadzić do tragicznych pomyłek podczas policyjnych interwencji.

Zagrożenie nie tylko dla ofiary

Swatting jest niebezpieczny na kilku poziomach. Przede wszystkim uderza w osobę będącą celem zgłoszenia. Nocna interwencja policji, obecność funkcjonariuszy pod domem czy konieczność tłumaczenia się z nieistniejących zdarzeń powodują ogromny stres i poczucie zagrożenia.

Problem dotyczy jednak także samych służb. Każda niepotrzebna interwencja angażuje ludzi, sprzęt i czas. Funkcjonariusze wysłani do fałszywego zgłoszenia nie mogą jednocześnie reagować na rzeczywiste zagrożenia. Koszty ponosi więc całe społeczeństwo, ponieważ system ratowniczy działa skutecznie tylko wtedy, gdy jego zasoby wykorzystywane są tam, gdzie rzeczywiście są potrzebne.

AML – technologia stworzona do ratowania życia

W kontekście swattingu coraz częściej pojawia się również temat AML (Advanced Mobile Location), czyli systemu automatycznej lokalizacji telefonu podczas połączenia alarmowego. Gdy użytkownik nowoczesnego smartfona dzwoni pod numer 112, telefon może automatycznie przesłać informacje o swoim położeniu, wykorzystując dane GPS, sieci Wi-Fi oraz infrastrukturę operatorów telekomunikacyjnych. Dzięki temu operator numeru alarmowego znacznie dokładniej wie, gdzie znajduje się osoba potrzebująca pomocy.

Skalę zmiany najlepiej pokazują liczby. Przed wdrożeniem AML lokalizacja osoby dzwoniącej opierała się głównie na stacji bazowej sieci komórkowej. W miastach pozwalało to określić położenie z dokładnością do kilkuset metrów, natomiast poza terenami zurbanizowanymi błąd mógł wynosić nawet kilka kilometrów.

AML zwiększył dokładność lokalizacji do około 5-30 metrów. To różnica porównywalna z przejściem od wskazania całego osiedla do wskazania konkretnego budynku. Technologia została stworzona po to, by ratownicy mogli szybciej odnaleźć osoby potrzebujące pomocy, zwłaszcza gdy nie są one w stanie podać swojej lokalizacji.

Czy AML pomoże walczyć ze swattingiem?

Paradoks polega na tym, że technologia stworzona do ratowania życia mogłaby również pomóc w identyfikacji sprawców fałszywych zgłoszeń. Dane lokalizacyjne związane z połączeniem alarmowym pozwalają bowiem bardzo precyzyjnie określić miejsce, z którego wykonano telefon.

W tym miejscu pojawia się jednak istotne ograniczenie. AML został stworzony wyłącznie po to, by usprawnić niesienie pomocy osobom znajdującym się w niebezpieczeństwie. Obowiązujące przepisy nie przewidują wykorzystywania danych AML do bieżącej identyfikacji sprawców fałszywych zgłoszeń. Ich ustalanie odbywa się na podstawie innych procedur i danych telekomunikacyjnych zabezpieczanych na potrzeby postępowań prowadzonych przez organy ścigania.

Powstaje jednak pytanie, które wraz z rozwojem technologii będzie wracać coraz częściej. Skoro system potrafi wskazać miejsce wykonania połączenia z dokładnością do kilkunastu metrów, to czy w przyszłości powinien być wykorzystywany również do walki z przestępstwami polegającymi na świadomym nadużywaniu numerów alarmowych?

Zwolennicy takiego rozwiązania podkreślają, że swatting angażuje znaczne siły i środki państwa, a czasem może prowadzić do zagrożenia życia. Krytycy odpowiadają, że technologia stworzona do ratowania ludzi nie powinna stawać się narzędziem rozszerzonego nadzoru nad obywatelami.

Problem, który dotarł do Polski

Choć termin „swatting” nadal brzmi w Polsce obco, samo zjawisko przestaje być egzotyczną ciekawostką znaną z amerykańskich mediów. Ostatnie przypadki pokazują, że również nad Wisłą fałszywe zgłoszenia mogą być wykorzystywane jako narzędzie nacisku wobec osób publicznych.

Swatting pokazuje, że współczesne zagrożenia nie zawsze przybierają formę cyberataku czy kampanii dezinformacyjnej. Czasem bronią staje się sam system ratowniczy. Jednocześnie rozwój technologii sprawia, że coraz częściej będziemy zadawać pytania o granicę między skutecznym ściganiem sprawców a ochroną prywatności obywateli. A odpowiedź na pytanie, czy systemy takie jak AML powinny kiedyś pomagać również w identyfikowaniu osób nadużywających numerów alarmowych, pozostaje na razie otwarta.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Karol Białkowski Karol Białkowski Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Z wykształcenia teolog o specjalności Katolicka Nauka Społeczna, absolwent Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Wieloletni prezenter i redaktor wrocławskiego Katolickiego Radia Rodzina, korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej, a od 2011 roku dziennikarz „Gościa”. Przez prawie 10 lat kierował wrocławską redakcją GN.