Sprawa nie jest tak zupełnie nowa. Petycja wpłynęła do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej 28 kwietnia. Dokument został opublikowany na stronie resortu i można go dziś bez trudu odnaleźć w publicznym wykazie petycji. Autor przekonuje, że Dzień Dziecka powinien być okazją do budowania więzi rodzinnych, tymczasem wielu rodziców nie może spędzić go z dziećmi z powodu obowiązków zawodowych.
Przyznam, że gdy przeczytałem o tej inicjatywie, nie zastanawiałem się ani przez chwilę, czy to dobry pomysł legislacyjny. Znacznie bardziej uderzyło mnie coś innego. Pomyślałem, że być może jest to jedna z najsmutniejszych petycji ostatnich lat. Nie dlatego, że jej autor przesadza. Właśnie dlatego, że trafia w sedno. Doszliśmy do momentu, w którym trzeba prosić państwo o stworzenie warunków do spędzenia Dnia Dziecka z własnym dzieckiem.
W uzasadnieniu petycji czytamy, że Dzień Dziecka powinien służyć „budowaniu więzi rodzinnych, wzmacnianiu relacji między rodzicem a dzieckiem oraz zapewnieniu dzieciom poczucia bezpieczeństwa i bliskości”. Autor zauważa jednak, że dla wielu rodziców wspólne świętowanie jest utrudnione przez obowiązki zawodowe. To zdanie brzmi banalnie. A jednak mówi bardzo wiele o naszej cywilizacji.
Nigdy wcześniej dzieci nie miały tylu zabawek. Nigdy wcześniej nie miały tylu atrakcji, wyjazdów, zajęć dodatkowych, możliwości rozwoju. Potrafimy wydać fortunę na prezent z okazji Dnia Dziecka. Potrafimy godzinami szukać idealnego roweru, konsoli, telefonu czy kolejnego gadżetu. Coraz trudniej przychodzi nam natomiast znalezienie czegoś znacznie cenniejszego – czasu.
Nie chodzi nawet o liczbę godzin. Chodzi o obecność. O taką obecność, w której telefon nie jest ważniejszy od rozmowy, a służbowy mail nie przerywa wspólnego spaceru. O czas, którego nie trzeba dzielić z ekranem, obowiązkami i ciągłym pośpiechem.
Paradoks naszych czasów polega na tym, że rodzice często pracują właśnie dla dzieci. Chcą zapewnić im lepszy start, bezpieczeństwo, rozwój, przyszłość. I bardzo często robią to z miłości. Ale gdzieś po drodze pojawia się pokusa, by miłość mierzyć tym, co można kupić.
Tymczasem dzieci mają niezwykły talent do odróżniania rzeczy ważnych od nieważnych. Po latach nie pamiętają ceny prezentu. Pamiętają wyjazd nad jezioro. Wspólne lody. Grę w piłkę. Wieczór, kiedy tata miał czas. Rozmowę, podczas której mama naprawdę słuchała.
Być może dlatego ta petycja jest tak przejmująca. Bo w gruncie rzeczy nie dotyczy prawa pracy. Dotyczy relacji.
Z perspektywy chrześcijańskiej sprawa wydaje się jeszcze bardziej oczywista. Jezus nie zostawił uczniom żadnej fizycznej pamiątki. Zostawił im siebie. Ewangelie są pełne scen, w których zatrzymuje się dla konkretnych ludzi. Ma czas dla dzieci, choć uczniowie próbują je odsyłać. Ma czas dla niewidomego, którego inni chcą uciszyć. Ma czas dla grzeszników, których wszyscy skreślili. Miłość zawsze wyraża się przez obecność.
Może właśnie dlatego słowa autora petycji trafiają w jakiś czuły punkt naszej rzeczywistości. Nie dlatego, że potrzebujemy kolejnego dnia wolnego. Ale dlatego, że coraz częściej czujemy, iż czegoś ważnego nam brakuje.
Nie wiem, czy 1 czerwca powinien być dniem wolnym dla rodziców. Wiem natomiast, że każde dziecko potrzebuje rodzica, który ma dla niego czas. I chyba warto o tym pamiętać zwłaszcza wtedy, gdy zastanawiamy się, jaki prezent kupić z okazji Dnia Dziecka. Bo najdroższy prezent jest jednocześnie najtańszy. Nazywa się obecność.
unsplash








