Wyjaśnienie jest gorsze od samej nazwy. UPA była formacją zbrojną określonej partii – Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Prezydent wpisuje więc jej nacjonalistyczną, antypolską i rasistowską ideologię do tradycji współczesnej armii ukraińskiej. Skutki będą fatalne, nie tylko dla relacji polsko-ukraińskich. Dają bowiem argument tym siłom na Zachodzie, które chętnie słuchają opowieści rosyjskich mediów o banderowskim reżimie w Kijowie. Ta decyzja nie zapadła w próżni. Od rosyjskiej agresji w Donbasie w 2014 r. w armii ukraińskiej następował oddolny, nieformalny proces przejmowania tradycji UPA, a czerwono- -czarna banderowska flaga jest zatknięta na wielu grobach poległych żołnierzy. W tym kontekście żołnierze elitarnego oddziału poprosili prezydenta, aby nadał ich oddziałowi nazwę „Bohaterów UPA”. Zełenski mógł nadać jednostce nazwę jednego z ugrupowań UPA, które nie brało udziału w mordowaniu polskich cywili. Nazwa „Bohaterowie UPA” gloryfikuje całą formację, także jednostki, które brały udział w ludobójstwie na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Na to zgody w Polsce być nie może. Obawiam się także, że ta decyzja zamrozi dialog historyków, który w ostatnim czasie dawał nadzieję na wspólną refleksję o latach II wojny światowej. Obecnie żaden ukraiński historyk nie wychyli się, aby napisać coś krytycznego o UPA. W tym kontekście decyzja o odebraniu prezydentowi Zełenskiemu najwyższego polskiego orderu była słuszna, przede wszystkim jednak nigdy nie powinien go otrzymać!
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








