„To moje miejsce na ziemi”. Robert Lewandowski odchodzi z Barcelony

Co zrobi z dalszą karierą? Co dalsza kariera zrobi z nim?

Koniec domniemywań. To już oficjalna wiadomość. Polak w sobotnie popołudnie ogłosił, że opuszcza ekipę mistrza Hiszpanii. Na jego Instagramie pojawiła się taka wiadomość:
„Po czterech latach pełnych wyzwań i ciężkiej pracy czas na zmiany. Odchodzę z poczuciem, że zadanie zostało wykonane. Trzy tytuły mistrzowskie w cztery sezony. Nigdy nie zapomnę, jaką miłością obdarzyli mnie kibice od pierwszych dni. Katalonia to moje miejsce na ziemi”.

Warto przywołać jeszcze słowa z klubowego konta Barcy na platformie X: „Przybył jako gwiazda. Odchodzi jako legenda. Dziękujemy za każdą bramką, za każdą bitwę i każdy magiczny moment w naszych barwach. Culer na zawsze”. 

Piłkarz, który w wieku 34 lat zaczyna kolejny etap kariery w nowym klubie, nowym kraju, nowej lidze… Sytuacja kojarzy się raczej ze spokojnym lądowaniem niż z ostrym szybowaniem w górę. Chyba że tym klubem jest Barcelona, ligą La Liga, a piłkarzem Lewandowski. „Przybył jako gwiazda. Odchodzi jako legenda”. Według serwisu Transfermarkt, Lewandowski rozegrał w Barcelonie 191 meczów o stawkę, w których zdobył 119 bramek. 

Nasuwają się słowa innego polskiego turbostrzelca. „Po prostu trenowałem uczciwie, bo lubiłem, gdy mi się udawało to, co mi się podoba” – powiedział Wacław Kuchar, cytowany w książce Jacka Bryla. Kuchar podobno strzelił w karierze przeszło tysiąc bramek. Lewy niecałe pół tysiąca. Choć porównywanie osiągnięć obu graczy wydaje się nonsensem. Inne czasy, inne ligi, niby ten sam, a inny sport. Ale fakt, Lewandowskiemu udaje się to, co mu się podoba. Albo raczej podoba się to, co mu się udaje. Niby to samo, ale nie całkiem. Może nawet na tym opiera się jego sportowy sukces, na tym sprzężeniu powodzenia i zadowolenia, z napędem tytanicznej pracy.  

Trudno więc dziwić się słowom trenera Flicka, które chyba jednak nie są czystą kurtuazją, ale szczerym wyznaniem: „Praca z nim (Lewandowskim – przyp. PS) to przywilej. To fantastyczny człowiek i światowej klasy piłkarz”.

W kwestii dalszej gry prawie 38-letniego Lewandowskiego w Barcelonie szanse były fifty-fifty. Trudniej zgadnąć, jaki – prawdopodobnie swój ostatni – klub wybierze polski napastnik. Mówi się o drużynie z Arabii Saudyjskiej, której nazwa szeregowemu kibicowi w kraju nad Wisłą powie niewiele. Mówi się o drużynie, której nazwa powie nieco więcej, czyli Chicago Fire. Mówi się (a może raczej mówiło się) o drużynach, które kibicom powiedzą wszystko:  AC Milan, Juventus, FC Porto. 

Szeregowego kibica, jak i każdego wyższego rangą – jeśli w ogóle można hierarchizować fanów futbolu, kibic to kibic – najbardziej interesuje inna decyzja Lewego. Ta decyzja dopiero przed nim. Chodzi o dalszą grę w reprezentacji. Niebawem mecze towarzyskie (31 maja i 3 czerwca). Jesienią walka w Lidze Narodów. W grudniu losowanie grup eliminacyjnych do Euro 2028. Organizm Roberta Lewandowskiego, ujmijmy to w ten sposób, nie będzie już coraz silniejszy, a każdy dodatkowe 90 minut gry może być dla niego sporym balastem. 
 

« 1 »

Piotr Sacha Piotr Sacha Dziennikarz, sekretarz redakcji internetowej „Gościa Niedzielnego”. Jest absolwentem socjologii na Uniwersytecie Śląskim oraz dziennikarskich studiów podyplomowych w Wyższej Szkole Europejskiej w Krakowie. Były korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej w Katowicach. Wieloletni redaktor „Małego Gościa Niedzielnego”. Autor licznych artykułów dotyczących kultury oraz tematyki społecznej, a także książki dla dzieci „Mati i wielkie fałszerstwo”. Z pasją wędruje stronami literatury współczesnej i po ścieżkach muzyki. Ostatnio – wraz z prof. Jackiem Wojtysiakiem – opublikował książkę „Bóg na logikę. Rozmowy o wierze w zasięgu rozumu”.