Problem w tym, że coraz mniej osób naprawdę wie, czego chce. – Oni często w ogóle nie mają pasji. Nie chodzi nawet o brak zainteresowań, tylko o to, że nie wiedzą, co chcieliby robić w życiu – mówi ks. Bartłomiej Kot, duszpasterz akademicki CODA Maciejówka we Wrocławiu. – A jednocześnie od bardzo młodego wieku słyszą, że muszą dobrze wybrać, bo od tego zależy ich przyszłość.
Studia jak szkoła zawodowa
Jeszcze kilkanaście lat temu studia były dla wielu symbolem awansu społecznego. Dziś traktowane są przede wszystkim jako inwestycja ekonomiczna. – Studia zaczęły funkcjonować praktycznie jak szkoła zawodowa – zauważa ks. Kot. – Kilka procent studentów myśli o nauce czy badaniach. Większość wybiera kierunek pod kątem tego, jaka będzie po nim praca i ile będzie można zarobić.
Tę zmianę bardzo wyraźnie pokazują dane systemu ELA – rządowego monitoringu Ekonomicznych Losów Absolwentów. To jedno z najbardziej wiarygodnych źródeł wiedzy o rynku edukacyjnym w Polsce, bo bazuje nie na deklaracjach uczelni, ale na danych z ZUS i systemu POL-on. Analizowane są realne zarobki absolwentów, czas szukania pracy oraz ryzyko bezrobocia po konkretnych kierunkach.
Wnioski są jednoznaczne: najwyższe zarobki osiągają dziś absolwenci kierunków technicznych i ścisłych. Informatyka, analiza danych, automatyka, energetyka czy kierunki związane z nowymi technologiami należą do najbardziej opłacalnych. Absolwenci najlepszych kierunków informatycznych potrafią już na starcie zarabiać ponad dwukrotność średniego wynagrodzenia w miejscu zamieszkania. Dobrze wypadają także kierunki medyczne oraz część ekonomicznych i analitycznych.
Jednocześnie wiele kierunków humanistycznych straciło swoją dawną pozycję. – Filologia polska czy filozofia bardzo rzadko dziś fascynują młodych ludzi – mówi duszpasterz z Wrocławia. – Jeśli już wybierają coś z humanistyki, to częściej psychologię, bo wydaje się bardziej praktyczna.
„Coś trzeba studiować”
Zdaniem ks. Kota problem nie sprowadza się jednak wyłącznie do rynku pracy. Chodzi także o społeczną presję, która od lat kształtuje myślenie o edukacji. – Nadal funkcjonuje przekaz, że żeby być kimś, trzeba skończyć studia. Jakiekolwiek, ale studia – mówi.
To myślenie wielu młodych przejmuje jeszcze w szkole podstawowej. Już wtedy muszą wybierać profile klas i podejmować decyzje, które mają wpływać na ich dalszą drogę edukacyjną. – Ta presja zaczyna się bardzo wcześnie – podkreśla duszpasterz. – A maturzyści bywają psychicznie tak zmęczeni, że nie wiadomo, jak ich zbierać. Oni życia nie mają.
Coraz częściej okazuje się też, że decyzje podejmowane pod presją szybko przestają mieć sens. – Po roku czy dwóch studiów przychodzą i mówią, że to kompletnie nie jest to, co ich kręci – opowiada ks. Kot. – Ale oni nie szukają gotowych porad. Bardziej próbują usłyszeć samych siebie. Pytają: czego ja tak naprawdę chcę?
Młodzi oczekują bardziej słuchania niż rad
To zjawisko dostrzegają także badacze duszpasterstwa akademickiego. Ks. prof. Krzysztof Pawlina zwraca uwagę, że młodzi coraz bardziej potrzebują nie tyle przywództwa, ile towarzyszenia. W rozmowie dla „Przewodnika Katolickiego” mówił, że studenci oczekują przede wszystkim autentyczności, konkretu i rozmowy odnoszącej się do realnego życia.
Podobne wnioski przynoszą badania dotyczące duszpasterstw akademickich. Młodzi nadal szukają duchowości, wspólnoty i relacji, ale coraz trudniej odnajdują je w tradycyjnych schematach Kościoła.
– Oni bardziej szukają siebie samych niż konkretnych rozwiązań – mówi ks. Kot. – To jest problem nieznajomości własnego serca.
Powrót rzemiosła
Co ciekawe, równolegle zmienia się też społeczny prestiż zawodów. Jeszcze niedawno szkoły zawodowe traktowano jako edukacyjną porażkę. Dziś wielu fachowców zarabia lepiej niż absolwenci części kierunków akademickich. – Dzisiaj ktoś, kto potrafi być dobrym mechanikiem samochodowym albo stolarzem, ma czasem mocniejszą pozycję niż człowiek z doktoratem – zauważa ks. Kot.
To także widać w danych rynku pracy. ELA pokazuje, że stabilność zatrudnienia nie zawsze idzie w parze z prestiżem kierunku. W wielu branżach technicznych oraz zawodach praktycznych popyt na specjalistów jest dziś większy niż liczba absolwentów.
Dlatego coraz częściej wraca pytanie, czy studia rzeczywiście są jedyną drogą rozwoju. – Młodzi w ogóle nie biorą pod uwagę, że można zrobić coś innego: wolontariat, gap year, nauczyć się rzemiosła, odkrywać pasję – mówi duszpasterz akademicki. – A przecież to też może być droga dojrzewania.
Żadna tabela nie odpowie na wszystko
System ELA potrafi odpowiedzieć na wiele pytań. Pokazuje, po których kierunkach łatwiej znaleźć pracę, gdzie zarabia się najlepiej i które dyplomy mają dziś najwyższą wartość rynkową. Ale nawet najbardziej szczegółowe statystyki nie odpowiadają na pytanie najważniejsze: co zrobić z własnym życiem.
Bo wybór studiów coraz częściej okazuje się nie tyle decyzją edukacyjną, ile próbą odnalezienia własnej tożsamości. – Problem zaczyna się wtedy, kiedy człowiek wybiera wyłącznie pod kątem pieniędzy albo oczekiwań innych – mówi ks. Kot. – Bo można skończyć świetny kierunek i dalej nie wiedzieć, kim się jest.
I być może właśnie dlatego coraz więcej młodych ludzi – mimo rankingów, analiz i poradników kariery – nadal szuka kogoś, kto nie tyle wskaże im gotową drogę, ile pomoże usłyszeć własne serce.








