Jacek Wojtysiak Jacek Wojtysiak

|

14.05.2026 18:17 GOSC.PL

Co zostało z „Polaka-katolika”? 

Termin „Polak-katolik” oznacza model religijności, który wiąże ją z kulturą narodową. Jakie jest teoretyczne zaplecze tego modelu? Jakie są jego zalety i wady? Czy ma on przed sobą przyszłość? 

Termin „Polak-katolik” ma różne znaczenia i bywa używany w różnych kontekstach. Tutaj będę mówił o tym terminie jako oznaczającym pewien model polskiej religijności. Opiera się on na założeniu, które można wyrazić za pomocą słynnego cytatu z broszury „Kościół, naród, państwo” (1927 r.) Romana Dmowskiego: „Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie. W znacznej mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem samej istoty narodu”. 

Myśl Dmowskiego

Dmowski uzasadniał przekonanie o tym, że katolicyzm należy do istoty polskości, spostrzeżeniami historycznymi: Kościół rzymski ukształtował polską państwowość i „był główną siłą dążącą do zjednoczenia państwowego”; Polska, pomimo początkowej mody, nie przyjęła w sposób masowy Reformacji („od rozbicia narodowego na skutek rozbicia religijnego ocaliła nas reakcja katolicka”); Polacy zachowali swą tożsamość narodową w okresie zaborów głównie dzięki swej tożsamości wyznaniowej i mogli się odrodzić m.in. dzięki sile religii, która nie odeszła „od podstaw rzymskich, na których nasza cywilizacja jest zbudowana.” Z pewnością obserwacje te można rozszerzać lub niuansować. Ciekawsze jednak jest to, czym z perspektywy myśli Dmowskiego miała być sama katolicka religijność. 

Jeśli chodzi o tę ostatnią kwestię, to w cytowanym tekście Dmowski  nie podporządkowywał religii interesom narodowym. Raczej przeciwnie: uznawał, że „zgodnie z Nauką Chrystusową życie człowieka na ziemi winno być drogą do osiągnięcia żywota wiecznego” oraz że wspólnota narodowa i organizacja państwowa mają jednostce na tej drodze pomóc. Ta pomoc jest nieodzowna, gdyż tylko nieliczne jednostki (święci) są zdolne do samodzielnego osiągnięcia wysokiego poziomu moralnego. Przeciętni ludzie potrzebują tu wsparcia ze strony tradycji, utrwalonego obyczaju, wychowania w rodzinie i publicznej szkole, prawa stanowionego czy „urządzeń państwowych”. Zadaniem polityki narodowo-katolickiej miało być zapewnienie współpracy państwa i Kościoła w tych sprawach. Wszystko to miało się odbywać w ramach zasady poszanowania indywidualnego sumienia i bez nadużywania „przymusu państwowego” – ale wszystko to też wymagało właśnie budowania silnego narodu i państwa. Silnego po to, by oprzeć się potędze obcych kulturowo i moralnie potęg oraz po to, by oprzeć się wpływowi (już wtedy) coraz powszechniejszej tendencji indywidualizmu, która polega na amoralistycznym „dążeniu do zdobycia dla jednostki jak największych praw przy jak najmniejszych obowiązkach, do możliwego usunięcia z jej drogi wszystkiego, co ją krępuje w używaniu życia.”

Pas ochronny i jego krytycy

Nie musimy tutaj analizować i oceniać koncepcji Dmowskiego. Wystarczy zauważyć, że w sporej mierze wyraża ona znaczną część tego modelu religijności, który zdominował polski katolicyzm w całym XX wieku i który wciąż jest w nim jakoś obecny. W modelu tym religijność traktuje się bardziej jako zjawisko społeczne niż jako zjawisko indywidualne. Przy czym chodzi tutaj o społeczność narodową, która – świadoma swej obecności w uniwersalnej wspólnocie Kościoła – bardziej skupia się na tym, co narodowe, niż na tym, co uniwersalne. Można powiedzieć, że Polak-katolik to ktoś, kto przeżywa swą religijność w szerokiej otoczce tradycji narodowej i w związku ze swym patriotyzmem. Nie oznacza to (lub nie musi oznaczać) instrumentalizacji religii dla doczesnych celów politycznych lub społecznych. Raczej takie podejście wyrasta z przekonania, że religijność zawsze wyraża się w jakimś kontekście kulturowym i że ten kontekst (w naszym przypadku: kontekst polski) powinien być jej pasem ochronnym. Gdy ten pas się wykruszy – gdy zdejmiemy krzyże i obrazy Jana Pawła II z miejsc publicznych, gdy jako naród (wraz z jego władzami lub przewodnikami) przestaniemy się modlić do Królowej Polski, gdy zlekceważymy tradycyjne i masowe wydarzenia religijne, gdy przestaniemy głośno mówić o grzechach społecznych (takich jak pijaństwo, rozwody i aborcja) itp. – wtedy wcześniej czy później zginie lub radykalnie osłabi się sama religijność. Można, ponownie parafrazując Dmowskiego, powiedzieć: religia, która jest wyłącznie prywatną sprawą jednostki, staje się domeną jedynie świętych. A świętych – w znaczeniu religijnie i moralnie wybitnych jednostek – nigdy nie jest wielu. 

Model religijności, który próbowałem tu z grubsza zrekonstruować, był często (raz słusznie, raz niesłusznie czy wręcz złośliwie) krytykowany. Jedni uważali go za błędny, gdyż wychodzili z założenia, że akcentowanie polskości utrudnia lub uniemożliwia realizację wartości uniwersalnych, np. tzw. wartości europejskich. Ze względu na te ostatnie doszukiwano się w tym modelu źródeł nietolerancji lub wykluczania. Inni twierdzili, że katolicyzm kulturowy (i w teorii, i w praktyce) zaciera to, co istotne w religijności: osobiste przeżycie („spotkanie z Bogiem”) i autonomiczny wybór. Według nich wspomniany „pas kulturowy” szybko staje się zasłoną religijnej pustki, układem swojskich znaków, które mogą jeszcze pełnić różne funkcje społeczne lub polityczne, ale nie odnoszą do Jezusa Chrystusa. 

Dwa modele duszpasterstwa

Czy krytycy mają rację? Moim zdaniem, generalnie rzecz biorąc, nie. Katolicyzm (jako głęboko przeżywana autentyczna religijność), polskość i uniwersalność (wraz z wartością otwartości) dadzą się ze sobą pogodzić i mogą stanowić piękną całość. Więcej, ta piękna całość miała – na przykład w okresie pierwszej „Solidarności” – swe wspaniałe realizacje i wobec nich bladną wszelkie niedomagania. Problem jednak leży w tym, że zmiany kulturowe prowadza nas w kompletnie innym kierunku. Żyjemy w ponowoczesnej epoce hiper-indywidualizmu. Nic więc dziwnego, że polskie duszpasterstwo (o czym świadczą choćby wypowiedzi nowo mianowanych hierarchów) stopniowo przesuwa się z modelu społecznego do modelu bardziej indywidualnego. Modelu, w którym mniej mówi się o narodzie, tradycji i nienaruszalnych zasadach moralnych – a więcej mówi się o jednostce i jej problemach oraz o samej wrażliwości wobec Innych. 

Nie będę tu wchodził w kwestię optymalnego modelu duszpasterskiego na dziś, gdyż jej rozpatrzenie wymaga odrębnego tekstu. Pozwolę sobie jednak na koniec zaznaczyć dwie sprawy, o których w poszukiwaniu takiego modelu (modelów) należy pamiętać. Po pierwsze, „Polacy-katolicy” są wciąż najliczniejszą grupą w polskim Kościele. Grupa ta nie ma charakteru przyszłościowego, gdyż stanowią ją głównie ludzie starsi. Duszpasterze wiedzą jednak, że na tych ludzi zawsze można liczyć. Po drugie, „nowa” oferta duszpasterska jest skierowana bardziej do osób podzielających wartości uniwersalne, związane z budowaniem tolerancyjnych, otwartych i ekologicznych wspólnot ponadnarodowych. Jak jednak pokazują badania opinii publicznej, coraz więcej młodych ludzi odnosi się do tych wartości (lub do ich realizacji w ramach Unii Europejskiej) z dużą dozą sceptycyzmu. Prawdopodobnie tę ostatnią grupę stanowią zlaicyzowani potomkowie „Polaków-katolików” – potomkowie, w których zanikła wiara i którzy traktują polskość już tylko w kategoriach etykietki własnego sceptycyzmu. Nie należy o nich zapominać. Może – tak jak niegdyś sam Roman Dmowski – potrzebują oni czasu, by do osobistej wiary dojrzeć. Kto bowiem dostrzeże w wierze ważny czynnik tożsamościowy, ten ma szansę, by w końcu – ze wszystkimi tego konsekwencjami – zacząć wierzyć z całego serca. 
 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Wojtysiak Jacek Wojtysiak Nauczyciel akademicki, profesor filozofii, kierownik Katedry Teorii Poznania Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Autor licznych artykułów i książek, w tym podręczników i innych tekstów popularyzujących filozofię. Stały felietonista portalu internetowego „Gościa Niedzielnego”. Z pasją debatuje o Bogu i religii z wierzącymi, poszukującymi i ateistami. Lubi wędrować po stronach Biblii i po ścieżkach Starego Gaju. Prywatnie: mąż Małgorzaty oraz ojciec Jonasza i Samuela. Ostatnio – wraz z Piotrem Sachą – opublikował książkę „Bóg na logikę. Rozmowy o wierze w zasięgu rozumu”.