Jak to w referendach bywa, kluczowe pytanie brzmi, jaka będzie frekwencja, a nie czy Aleksander Miszalski jest źle oceniany przez mieszkańców. Sam prezydent, jak wszyscy włodarze w jego sytuacji, wezwał do bojkotu referendum, co zazwyczaj bywa skuteczne. Tu może być inaczej, bo mobilizacja jego przeciwników w Krakowie jest spektakularna, oddolna i niejednoznaczna politycznie. Zebrano ponad 130 tys. podpisów za wnioskiem, udało się zbudować nawet wizerunkową identyfikację oddolnego ruchu „niebieskich kamizelek” (trochę na wzór francuskich żółtych kamizelek) pod hasłem „Odzyskajmy Kraków”. Nie jest więc wykluczone, że uda się osiągnąć próg frekwencyjny (158 tys.) wystarczający, by referendum było ważne. A wtedy jego wynik jest przesądzony, skoro prezydent radzi swoim zwolennikom, by poszli na majówkę, a nie do urn. I choć to będzie referendum lokalne, odwołanie w drugim co do wielkości polskim mieście polityka Koalicji Obywatelskiej z funkcji prezydenta może mieć daleko idące konsekwencje.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








