Nie milkną zachwyty nad półfinałem klubowych rozgrywek Ligi Mistrzów w piłce nożnej. Prawdopodobnie nie zobaczymy już w tym roku dziewięciu bramek w jednym meczu rozgrywanym na tak kosmicznym poziomie jak ten między Paris Saint-Germain a Bayernem Monachium. I generalnie starcie tych dwóch zespołów można uznać za przedwczesny finał. Cóż ono jednak znaczy wobec emocji, jakich dostarcza nam w tym roku nasza rodzima Ekstraklasa? To nie jest ironia ani szyderstwo. Tak jak piłka nożna to nie są tylko zmagania klubów z europejskiej czołówki. Dramaturgii polskich rozgrywek ligowych w tym roku nie wymyśliliby chyba nawet twórcy „Piłkarskiego pokera”. Także dlatego, że tym razem scenariusz nie jest układany przy zielonym stoliku, ale na murawach stadionów, przy frekwencji, której zazdrości nam wiele krajów z dłuższą niż nasza tradycją.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








