Górnik zagrał w finale po raz 14. Z poprzednich 13 wygrał sześć, ostatnio w 1972 roku. Raków do decydującej rozgrywki o Puchar Polski awansował po raz piąty, dwa razy jego piłkarze cieszyli się ze zdobycia trofeum.
Na wypełnionych niemal po brzegi trybunach PGE przewagę mieli sympatycy ekipy z Zabrza. Domagali się od swoich zawodników, by „zagrali, jak za dawnych lat”. Pierwsze 20 minut należało jednak do rywali, którzy częściej byli przy piłce, atakowali, dośrodkowywali na pole karne. Brakowało im celnych strzałów, a próba Jonatana Brauta Brunesa została zablokowana.
Później do głosu doszli Zabrzanie. Po uderzeniu Maksyma Chłania zza linii pola karnego piłkę na rzut rożny wybił Oliwier Zych. To był początek kłopotów Rakowa, bo z narożnika boiska wprost na głowę Roberto Massimo dośrodkował Erik Janża i ekipa ubranego w elegancki garnitur trenera Michala Gasparika prowadziła. Dla Massimo był to pierwszy gol w barwach Górnika.
Górnik Zabrze otworzył wynik finału STS Pucharu Polski ⚽️
— TVP SPORT (@sport_tvppl) 2 maja 2026
🔴📲 Transmisja finału STS Pucharu Polski: Górnik 🆚 Raków ▶️ https://t.co/SV859czyw7
🔴📲 Transmisja finału STS Pucharu Polski: Górnik 🆚 Raków w TVP! pic.twitter.com/SWNuOSQNKB
Przed przerwą golkipera spod Jasnej Góry zatrudnił jeszcze Sondre Liseth, ale z tym uderzeniem Zych poradził sobie bez trudu. Więcej podbramkowych „spięć” widzowie – wśród których był również prezydent Karol Nawrocki - w pierwszej części nie zobaczyli.
Pierwsze minuty po zmianie stron nie mogły zachwycić kibiców. Gra była rwana, brzydka, pełna walki i strat z obu stron. Przerwał ten marazm pomocnik Górnika Chłań. Przejął piłkę na połowie rywali, zdecydował się na uderzenie zza linii 16 metrów i bramkarz Rakowa nie miał szans.
Coraz bliżej zwycięstwa! Górnik Zabrze prowadzi już 2:0 ⚽️
— TVP SPORT (@sport_tvppl) 2 maja 2026
🔴📲 Transmisja finału STS Pucharu Polski: Górnik 🆚 Raków ▶️ https://t.co/SV859czyw7
🔴📲 Transmisja finału STS Pucharu Polski: Górnik 🆚 Raków w TVP! pic.twitter.com/Q3WQNghZUl
Trener Częstochowian Łukasz Tomczyk natychmiast zareagował dwoma zmianami. I jeden z rezerwowych Lamine Diaby Fadiga dwukrotnie spróbował zaskoczyć Marcela Łubika z dystansu. Tyle, że zrobił to niecelnie.
Z obroną strzału Marko Bulata bramkarz Zabrzan nie miał problemu. Najlepszą okazję do zmiany wyniku częstochowianie mieli dopiero w 89. minucie, kiedy Brunes – w zamieszaniu po rzucie rożnym - nie zdołał wepchnąć piłki do siatki stojąc tuż przed bramką.
Norweski napastnik „Medalików” nie dotrwał na boisku do końcowego gwizdka sędziego. Za brutalny faul na Lukasie Podolskim zobaczył w doliczonym czasie czerwoną kartkę.
To nie było sportowe zachowanie Brunesa 👇 pic.twitter.com/upW0SdFG9R
— TVP SPORT (@sport_tvppl) 2 maja 2026
Już po zakończeniu spotkania tak samo ukarany za dyskusję z sędzią został pomocnik Częstochowian Michael Ameyaw, a kibice Górnika mogli zacząć świętować zdobycie przez ich zespół po raz siódmy Pucharu Polski.
Najlepszym graczem finału został wybrany czeski pomocnik Zabrzan Patrik Hellebrand.
Słowacki szkoleniowiec Górnika podtrzymał świetną serię w rywalizacji pucharowej - w minionych czterech sezonach doprowadził Spartaka Trnawa do finału Pucharu Słowacji, trzykrotnie ten zespół zdobył trofeum.
Okazały Puchar Polski wręczył zwycięzcom prezydent Nawrocki, a odebrał go wraz z drużyną jej legendarny kapitan Stanisław Oślizło, który grał w poprzednim zwycięskim finale Zabrzan w 1972 roku.
Trudno o lepszą symbolikę. Dwóch kapitanów i Stanisław Oślizło. pic.twitter.com/AjHPokfknr
— Piotr Koźmiński (@UEFAComPiotrK) 2 maja 2026
- Mówiłem na konferencji prasowej, że musimy się „wyrzygać” na boisku i tak było. Była motywacja, była walka, po nerwowym początku później mieliśmy kontrolę nad meczem. Taktycznie wszystko, co trener powiedział zrobiliśmy, byliśmy dobrze ustawieni i z wyjątkiem jednej sytuacji, którą Marcel Łubik wybronił, wszystko układało się po naszej myśli - tłumaczył prawie 41-letni Podolski, który gra w Górniku od 2021 roku.
W sobotę krajowy puchar zdobył po raz piąty; wcześniej uczynił to w Niemczech, Anglii, Japonii i Turcji.
- To za każdym razem wielkie emocje, świetna sprawa, a dziś to już w ogóle coś pięknego, że po tylu latach udało się zdobyć ten puchar dla Górnika. Pamiętam, jaki był Górnik i gdzie był, gdy przychodziłem tu pięć lat temu, więc cieszę się bardzo, że tyle w tym czasie zrobiliśmy. Jedziemy dalej, ale musimy pracować, bo najłatwiej o błędy wtedy, gdy jest dobrze - dodał.
Jak przyznał, od rana w dniu finału miał dobre przeczucia.
- Widziałem, co się dzieje w hotelu, widziałem chłopaków, widziałem, jaka jest atmosfera, jakie jest nastawienie i czułem, że będzie dobrze - wspomniał.
Mistrz świata z 2014 roku w barwach Niemiec zbliża się do końca kariery, ale broni się przed jasnymi deklaracjami.
- Plan był taki, że to ostatni sezon, bo wiem, ile mnie to kosztuje, ile kosztuje moją rodzinę, która schodzi często na dalszy plan. Z boku to wygląda, że wszystko przychodzi łatwo, ale tak łatwo nie jest, wiele spraw w drużynie, w klubie wymaga naprawdę dużo wysiłku i pracy - tłumaczył.
Zauważył jednak, że w ostatnich latach często udało mu się zaskakiwać otoczenie, w tym dziennikarzy, więc może i teraz będzie podobnie.
- Może coś wymyślę, bo te europejskie puchary będą kuszące - powiedział.
Podkreślił jednak, że na razie Zabrzanie muszą się skupić na dokończeniu sezonu ligowego.
- Nie zapominajmy o tym, że mamy jeszcze cztery mecze w lidze. Chcemy co najmniej utrzymać drugie miejsce, które teraz mamy, a może powalczyć o coś więcej. A po sezonie na spokojnie usiądziemy i zobaczymy, co dalej - przekazał.
Podolski, który pojawił się na boisku w końcówce spotkania i przejął opaskę kapitana, odebrał trofeum razem z klubową legendą - Stanisławem Oślizło.
- Wielka chwila. Pamiętam, jak przyleciałem do Katowic pierwszy raz, gdy miałem podpisać kontrakt, to pan Stanisław stał przy samolocie i prawie mnie udusił, tak mnie witał i się cieszył, że jestem. Dziś historia zatoczyła koło. Jestem na końcu swojej drogi i być może na pożegnanie też był przy mnie pan Oślizło. Takie wspomnienia na zawsze ze mną zostaną - podsumował urodzony w Gliwicach piłkarz.
Górnik Zabrze - Raków Częstochowa 2:0 (1:0).
Bramki: Roberto Massimo (32-głową), Maksym Chłań (65).
Żółte kartki: Górnik - Erik Janża, Yvan Ikia Dimi, Marcel Łubik; Raków - Ivi Lopez, Oskar Repka, Leonardo Rocha.
Czerwona kartka: Jonatan Braut Brunes (Raków, 90+2).
Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork). Widzów: 50 072.
Górnik: Marcel Łubik – Michal Sacek (83. Paweł Olkowski), Rafał Janicki, Josema, Erik Janża (89. Lukas Ambros) – Lukas Sadilek, Patrik Hellebrand, Jarosław Kubicki – Maksym Chłań (83. Yvan Ikia Dimi), Sondre Liseth (89. Lukas Podolski), Roberto Massimo (74. Ondrej Zmrzly).
Raków: Oliwier Zych – Paweł Dawidowicz (56. Michael Ameyaw), Bogdan Racovitan, Stratos Svarnas – Fran Tudor, Marko Bulat, Oskar Repka, Jean Carlos (66. Adriano Amorim) – Patryk Makuch (46. Lamine Diaby-Fadiga), Jonatan Braut Brunes, Ivi Lopez (66. Leonardo Rocha).








