Szymon Babuchowski: 75 lat to taki czas, w którym wielu robi już podsumowania życia. Tymczasem Pan nadal wydaje się symbolem wigoru...
Irek Dudek: Dziękuję za komplement. Choć jako bluesman właściwie powinienem czuć się kimś bardziej dojrzałym, kto właśnie teraz może zaprezentować siebie w sposób pełniejszy. W tym wieku zwykle ma się już inną barwę głosu, przynależną bardziej bluesowi. Natomiast tych 75 lat odbieram dziś jako intensywne dążenie do celu, mimo wielu przeszkód. Zauważyłem też, że jeżeli miałem w życiu pod górkę, to zwykle mobilizowało mnie to do pracy. A kiedy byłem na szczycie, to się zapominałem. I wtedy były różne odejścia. Jako rock'n'rollowiec dobrze poznałem ten styl życia: wino, kobiety i śpiew. Na szczęście byłem wychowany w domu katolickim. Mama bardzo o to dbała. Dlatego po latach rock'n'rollowego szaleństwa mogłem znowu powrócić do źródeł, i trwa to do dziś.
Kiedy słucha się nagranych na nowo utworów ze „Złotej płyty” Shakin' Dudiego, można odnieść wrażenie, że udało się Panu zatrzymać czas. Jak Pan to robi?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








