Projekt zmian w ustawie o pomocy społecznej nie dotyczy tylko dzieci z niepełnosprawnościami.
Cała dyskusja, poruszająca przecież głęboko nasze serca wokół dzieci z najgłębszymi niepełnosprawnościami, jest nawet na rękę decydentom, bo przykrywa inne zmiany dotyczące setek tysięcy osób dorosłych, osób z najgłębszymi niepełnosprawnościami i seniorów wymagających pomocy. Projekt tworzy bowiem iluzję prymatu usług opiekuńczych świadczonych w miejscu zamieszkania bądź wsparcia w mieszkaniu wspomaganym przed skierowaniem do domu pomocy społecznej, który ma być ostatecznością. Pozornie brzmi bardzo podmiotowo. Tyle że rząd nie przewiduje ani złotówki na wspomniane usługi i mieszkania wspomagane. Prawie 300 gmin w ogóle nie realizuje usług opiekuńczych, opornie i punktowo powstają mieszkania wspomagane, mimo że działania te należą do obowiązkowych zadań samorządów i zależnie od sytuacji dochodowej są dla mieszkańców odpłatne. Projekty rządowe, w których samorządy i NGO-sy (organizacje pozarządowe) mogą dostać środki na usługi, są loterią. Z kolei prace nad trzema już projektami o asystencji osobistej (prezydenckim, rządowym i poselskim) trwają już trzeci rok, a wymiar wsparcia został tak okrojony, że nie ma mowy o samodzielnym życiu przez osoby wymagające tej usługi przez większość doby. W Warszawie, według rejestru wojewody, jest tylko 27 miejsc w kilku mieszkaniach wspomaganych. W dodatku nie prowadzi ich miasto, lecz NGO-sy w trybie konkursowym, bez gwarancji stałego finansowania. Obok niskich nakładów finansowych na usługi społeczne ważny w dyskusji o pomocy społecznej jest również kryzys demograficzny i możliwości małych gmin. Musimy zadać sobie pytanie, kto bez żadnego wsparcia ze strony państwa poprowadzi te usługi i mieszkania w wyludnionych ośrodkach wiejskich, w których dominują seniorzy i osoby powyżej 50. roku życia. Zatem planując w ustawie tak potrzebną i oczekiwaną pomoc w miejscu zamieszkania bez żadnego finansowania, rząd jedynie maluje nam trawę na zielono. Nie chodzi mu niestety o deinstytucjonalizację, lecz re-familizację i re-feminizację opieki, czyli kolejne oszczędności na pomocy społecznej i przerzucenie opieki w jeszcze większym stopniu na rodziny. Jak grzyby po deszczu wyrastają prywatne, płatne inicjatywy. Kogo będzie na nie stać, zapłaci. Jednak większość osób z niepełnosprawnościami i seniorów będzie zdana wyłącznie na pracę opiekuńczą członków rodzin.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł
Katarzyna Roszewska