Każde dziecko powinno wychowywać się w rodzinie. To nie budzi żadnych wątpliwości. Tak, każde dziecko ma prawo do własnej rodziny, kochających rodziców, miłości i poczucia bezpieczeństwa. Każde – także to z niepełnosprawnością, nawet najgłębszą.
Każda rodzina wychowująca dziecko z niepełnosprawnością, powinna mieć zapewnione wsparcie państwa. Nie tylko w postaci gotówki, ale także sprawnie działających usług medycznych i rehabilitacyjnych, dostępu do specjalistycznego sprzętu i wsparcia fachowców. Jestem pewna, że co do tej kwestii nie ma żadnej dyskusji.
Dlaczego więc rządowa propozycja reformy systemu pomocy społecznej wywołała takie wzburzenie? Jej założenie wydaje się słuszne: dzieci nie będą mogły być już kierowane do domów pomocy społecznej. Fachowo nazywa się to deinstytucjonalizacją. Chodzi o to, aby całodobowe placówki zastępować usługami środowiskowymi, które umożliwiają osobom wymagającym wsparcia (niesamodzielnym, starszym czy właśnie z niepełnosprawnościami) funkcjonowanie w środowisku lokalnym. Niestety, słuszna idea rozbija się o praktykę życia.
Co proponuje Ministerstwo? Dzieci, które nie mogą wychowywać się w rodzinach biologicznych, mają trafiać do specjalistycznych rodzin zastępczych. Tyle że w Polsce rodzin zastępczych brakuje nawet dla zdrowych dzieci. Według danych z 2025 roku, blisko 2000 dzieci w Polsce – mimo sądowego nakazu umieszczenia w pieczy zastępczej (rodzinie zastępczej lub domu dziecka) – pozostaje w niebezpiecznym środowisku rodzinnym z powodu braku miejsc. W sierpniu 2025 r. w portalu Wirtualna Polska ukazał się przejmujący tekst Magdaleny Mieśnik, z którego wynika, że ponad 700 dzieci rocznie mieszka w szpitalach – są zdrowe, ale nie ma dla nich miejsca w rodzinach zastępczych.
Skąd zatem założenie, że znajdą się rodziny, gotowe przyjąć dzieci z głębokimi, sprzężonymi niepełnosprawnościami? Aktywiści twierdzą, że gdyby pieniądze, które przeznaczone są dla mieszkańców domów pomocy społecznej trafiały w ręce rodzin zastępczych, znalazłoby się wiele osób gotowych do podjęcia opieki nad takimi dziećmi. Ale nie tylko o pieniądze tu przecież chodzi – działający dziś system wsparcia rodzin opiekujących się osobami z niepełnosprawnościami (dorosłymi i dziećmi) jest krytycznie niewydolny.
Przykłady? Praktycznie nie istnieje w Polsce systemowa opieka wytchnieniowa. Trudno jest znaleźć kogoś, kto zastąpi opiekuna na kilka godzin w ciągu dnia, żeby ten mógł załatwić sprawy urzędowe, zrobić zakupy czy po prostu się wyspać – co przy całodobowej opiece jest kluczową potrzebą. Bywa, że opiekunowie rezygnują z dbania o własne zdrowie, w tym koniecznych hospitalizacji, bo nie mają z kim zostawić swojego podopiecznego.
Ustawa o asystencji osobistej osób niepełnosprawnych powstaje w bólach od wielu lat. Ma wejść w życie w 2027 roku, ale i wtedy dotyczyć ma wyłącznie osób pomiędzy 13. a 65. rokiem życia – a więc nie obejmie dzieci.
Rehabilitacja, pomoc psychologiczna czy logopedyczna, dostęp do diagnostyki medycznej czy chociażby prozaicznego leczenia zębów w narkozie – to wszystko dostępne jest dziś w bardzo ograniczonym wymiarze, który nie zaspokaja codziennych potrzeb.
Żeby w ogóle móc korzystać z praw przysługujących osobom z niepełnosprawnościami, trzeba uzyskać orzeczenie, wydawane przez Powiatowe Zespoły Orzekania o Niepełnosprawności. I tu – jak opowiadają opiekunowie i same OzN – zaczyna się droga przez mękę. Kwestionowanie chorób, konieczność gromadzenia stosów dokumentacji, błędy proceduralne i orzeczenia wystawiane na 2–3 lata w przypadku osób z niepełnosprawnością, która nigdy nie ustąpi, są na porządku dziennym.
Nakłady na opiekę dla osób ze złożonymi potrzebami medycznymi są w Polsce skrajnie niskie. Organizacja systemu jest fatalna. Na tym tle domy pomocy społecznej wypadają całkiem nieźle. Wielu z ich pracowników to osoby, które całe serce oddają swoim podopiecznym, starając się zapewnić im jak najlepsze warunki. Oczywiście, nikt nie twierdzi, że to idealne miejsca dla dzieci. Ale lepszych – póki co – nie mamy. A w ministerialnym projekcie nie ma mowy o zapewnieniu dodatkowych środków finansowych na usługi opiekuńcze. Nie ma czarodziejskiej różdżki, którą wystarczy skinąć, aby rozwiązać problemy.
„Żadne dziecko nie powinno trafiać do DPS” – obiema rękami podpiszę się pod tym postulatem. Ale dopiero wtedy, gdy wszyscy opiekunowie OzN będą mogli w swoich środowiskach liczyć na realne wsparcie państwa w codziennej opiece. W innym przypadku jest to budowanie domu, zaczynając od dachu. Może i widowiskowe, ale kompletnie nieskuteczne.
Unsplash








