- Odniosłam się do sporu z jednym z moich kolegów, ale moje uwagi były nieodpowiednie. Żałuję krzywdzących komentarzy, a kolegę przeprosiłam - przyznała w środę Sotomayor.
Sprawa ma związek z wystąpieniem na Uniwersytecie Kansas, gdzie krytykowała opinię Kavanaugha na temat działań służb imigracyjnych w rejonie Los Angeles.
Według NBC News prawników poróżniła interpretacja przepisu o "uzasadnionym podejrzeniu" przy zatrzymywaniu osób. Sotomayor, która co do zasady sprzeciwiała się temu przepisowi, uznała, że opinia Kavanaugha w przedmiotowej kwestii "bagatelizowała ryzyko naruszeń konstytucyjnych i dopuszczała zatrzymywanie osób bez wystarczających podstaw, m.in. ze względu na miejsce przebywania, czy charakter wykonywanej pracy".
Według serwisu informacyjno-analitycznego Bloomberg Law, sędzia - nie wymieniając nazwiska autora opinii - powiedziała: "To ktoś, kogo rodzice mieli wyuczone zawody i prawdopodobnie nie zna nikogo, kto pracuje na godziny".
W spornej kwestii Kavanaugh ocenił, że policja "może mieć uzasadnione podejrzenie" wobec osób przebywających w miejscach, w których gromadzą się imigranci poszukujący pracy. Wskazał m.in. na specyfikę takich lokalizacji i charakter zatrudnienia dorywczego.
NBC News podkreśliła, że incydent ujawnił napięcia w Sądzie Najwyższym, który oficjalnie akcentuje kolegialność mimo wyraźnych podziałów ideologicznych (6 do 3 na korzyść sędziów o poglądach konserwatywnych).
Przywołano w tym kontekście publiczną krytykę orzecznictwa w sprawach dotyczących administracji prezydenta Donalda Trumpa, którą wygłaszała sędzia Ketanji Brown Jackson, a z drugiej strony przestrogi konserwatywnego sędziego Clarence'a Thomasa o tym, że pogarszająca się atmosfera i "wyzwiska" mogą "podkopać tę instytucję".








