Najciężej jest ruszyć. Nie dojść, ale ruszyć. Dać ten pierwszy krok. Bo ten pierwszy krok nie jest krokiem nóg, lecz serca” – pisał Wiesław Myśliwski w „Widnokręgu”. Dostrzegam czasami lekki grymas rozczarowania na twarzach tych, którym opowiadam, że centrum wszechświata jest ukryte miejsce, „zamknięta izdebka”. Tu zaczynają się wszystkie spektakularne historie. Norweg Leif Hetland, od lat odważnie ewangelizujący w Pakistanie, opowiada, że za każdym razem najcięższą walkę stacza nie na stadionowej scenie, pod którą faluje wielotysięczny tłum wyznawców islamu (zdarzało się, że grożono mu bronią!), ale… w zaciszu hotelowego pokoju. W zamkniętej izdebce. Tu czyni pierwszy krok, tu decyduje się na głoszenie Dobrej Nowiny muzułmanom. „W królestwie Bożym chodzi o przyjmowanie, nie osiąganie. Nasza aktywność dla Boga ma płynąć z naszej intymności z Nim” – wyjaśnia. Przed laty poruszyła mnie opowieść włoskiego polityka Rocco Buttiglionego, który mówił: „Kiedyś w Castel Gandolfo w czasie seminarium naukowego zgubiłem się w labiryncie korytarzy. Szukając drogi, otworzyłem jakieś drzwi i nagle znalazłem się w niewielkiej komórce na szczotki. Zdumiony zauważyłem pośrodku tej komórki… Jana Pawła II zatopionego w modlitwie”.„Modlitwa nie jest przygotowaniem do bitwy, ale samą bitwą” – nie miał wątpliwości brat Andrew, założyciel Open Doors, który przemycał tony Biblii za żelazną kurtynę.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








