W Afryce byłem tylko raz. I to krótko. W Ugandzie spędziłem zaledwie tydzień. Poznałem zatem bardzo niewielki skrawek tego wielkiego kontynentu, i to zupełnie naskórkowo, więc mam przed oczami zaledwie kilka migawek. Widziałem lwa na sawannie, zjadłem kawałek krokodyla, który zresztą mi zaszkodził. Zdumiały mnie dzieci, które, przyprowadzone do kościoła na Mszę św. w Środę Popielcową w liczbie może pięciuset, przez wiele minut siedziały cicho. U nas to niemożliwe, a w Afryce owszem. Ale przede wszystkim zapamiętałem życie, które aż kipiało, jakby wylewało się z ulic, szkół, straganów. Wszędzie radosne, roześmiane życie. Wrażenie potęgowały oczywiście dzieci, które po wyjściu z kościoła czy szkoły nabierały wigoru właściwego dla swojego wieku – biegały, krzyczały, śmiały się. Trzeba wiedzieć, że Uganda ma najmłodsze społeczeństwo na świecie, więc dzieci są wszędzie. Pomyślałem wtedy, że wystarczy tylko im nie przeszkadzać, wcale nie trzeba pomagać, a wkrótce zbudują bogate społeczeństwo. Ich siła witalna jest tak ogromna, że potrzebują tylko trochę czasu, dużo spokoju i jeszcze więcej Chrystusa. Tamtejsze kipiące życie nabiera wyrazistości, gdy skontrastujemy je z wymierającą Europą. Moje wrażenia mają odbicie w twardych faktach. W opublikowanym właśnie przez Watykan „Roczniku Statystycznym Kościoła” z danymi za lata 2023–2024 przeczytamy, że po raz pierwszy liczba katolików w Afryce jest wyższa niż w Europie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








