Prezydent USA Donald Trump zapowiedział we wtorek, że "wkrótce zrobi coś z Kubą". Sekretarz stanu Marco Rubio ze swej strony zaznaczył, że władzę na wyspie muszą przejąć "nowi ludzie".
- Kuba w tej chwili jest w bardzo złej kondycji. Rozmawiają z Markiem i wkrótce zrobimy coś z Kubą - powiedział Trump, pytany o swoje plany względem Kuby podczas spotkania z premierem Irlandii Michealem Martinem.
Wywołany przez Trumpa, Rubio, którego rodzice wyemigrowali z Kuby, powiedział, że władze reżimu w Hawanie mają przed sobą "wielkie decyzje" do podjęcia. Zaznaczył, że ewentualne zniesienie embarga z wyspy zależy od zmian politycznych i że musi dokonać się zmiana władz.
- Sedno sprawy jest takie, że ich gospodarka nie działa. To gospodarka niefunkcjonalna (...) To, co mają, przetrwało dzięki dotacjom ze Związku Radzieckiego, a teraz - z Wenezueli. Nie otrzymują już dotacji, więc mają poważne kłopoty, a ludzie u władzy nie wiedzą, jak to naprawić, więc muszą mieć nowych ludzi u władzy - powiedział szef dyplomacji USA.
To już kolejna zapowiedź dążenia do zmiany reżimu na Kubie. Nie dalej jak w poniedziałek prezydent Trump wyznał, że "uważa, że będzie miał zaszczyt wzięcia Kuby".
- Mogę ją wyzwolić, wziąć (...), myślę, że mogę z nią zrobić, co chcę - powiedział prezydent.
Słowa te padły w obliczu blackoutów i pogarszającej się sytuacji humanitarnej na wyspie. Według "New York Timesa", Rubio chce ustąpienia prezydenta Kuby Miguela Canela-Diaza. Strategia USA ma być podobna do tej z Wenezueli, w której władze przejąłby ktoś mający umocowanie w dotychczasowym reżimie. Sekretarz stanu prowadził rozmowy z wnukiem byłego prezydenta Raula Castro, Raulem Guillermo Rodriguezem Castro.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński
Od redakcji Wiara.pl
Dodajmy, gwoli prawdy: stan gospodarki Kuby znacząco pogorszył się w ostatnich miesiącach wskutek blokowania przez Stany Zjednoczone dostaw energii na wyspę...








