Ks. Tomasz Jaklewicz Ks. Tomasz Jaklewicz Ewangelia z komentarzem

|

22.03.2026 00:00 GN 12/2026 Otwarte

Polały się łzy

J 11, 1-45

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, ze wsi Marii i jej siostry, Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat, Łazarz, chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». Jezus, usłyszawszy to, rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą».

A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza.

Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei».

Rzekli do Niego uczniowie: «Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?»

Jezus im odpowiedział: «Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeśli ktoś chodzi za dnia, nie potyka się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła».

To powiedział, a następnie rzekł do nich: «Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić».

Uczniowie rzekli do Niego: «Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje». Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie.

Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: «Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego».

A Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: «Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć».

Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów. I wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata.

Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga».

Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie».

Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym».

Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?»

Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat».

Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała ukradkiem swoją siostrę, mówiąc: «Nauczyciel tu jest i woła cię».Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać.

A gdy Maria przyszła na miejsce, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go, padła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł».

Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?»

Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?»

A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień.

Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!»

Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie».

Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?»

Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić».

Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.

J 11, 1-45

1. Ewangelia o wskrzeszeniu Łazarza jest mocno wpisana w tradycję liturgiczną Wielkiego Postu. Słyszymy dziś prefację, która nawiązuje do tej ewangelicznej sceny. Tekst tej mszalnej modlitwy zwraca uwagę na kilka aspektów tego wydarzenia. Słyszymy najpierw, że Jezus „jako prawdziwy człowiek opłakiwał swojego przyjaciela Łazarza”. Warto kontemplować te ludzkie łzy Boga. On, stając się człowiekiem, wszedł tak bardzo w nasz los, że doświadczył bólu płynącego ze śmierci przyjaciela. Większość z nas poznała smak tych łez. Nasze łzy i Jego łzy łączą się w jedno. Bóg w Chrystusie jest solidarny z każdym ludzkim bólem spowodowanym przez śmierć. Płacze nad grobem każdego człowieka. Nawet wtedy, gdy nikt inny nie zapłacze. Gdy śmierć zabiera nam kogoś bliskiego, pytamy z bólem, jak siostry Łazarza, gdzie był Bóg, czemu na to pozwolił, dlaczego zostawił nas samych. On nie odpowiada, nie tłumaczy. Patrzy na nas z niekończonym współczuciem, a po policzkach płyną Mu łzy.

2. „A jako Bóg i Władca życia wskrzesił go z grobu” – słyszymy dalej w prefacji. Zadziwiające, niepojęte jest to połączenie miłości Bożej, która najpierw jest po ludzku jakby bezradna, a potem okazuje się potężniejsza niż śmierć. Te łzy nie były udawane, nie były tanim teatrem. Cierpiącemu człowiekowi nie wolno mówić „nie płacz”, serwować jakiejś kiepskiej pociechy, trzeba raczej pozwolić wybrzmieć żałobie, uszanować ból po stracie. Ale potem jest ciąg dalszy – opłakującym trzeba pomóc wrócić do dalszego życia, czyli dać nadzieję. I to zrobił Pan z boską siłą. Wskrzeszenie Łazarza nie było potrzebne jemu samemu, ale było znakiem dla Marii, Marty i innych, także dla nas. Ten cud był powiedzeniem nam wszystkim, że istnieje miłość, która jest potężniejsza niż śmierć. Łazarz powrócił do ziemskiego, czyli śmiertelnego życia. Wiedział, że będzie musiał umrzeć po raz drugi, ale z pewnością nie bał się już umierania. Wiedział, że jego Przyjaciel poda mu dłoń nad przepaścią nicości. Pocieszało go pewnie i to, że Jezus płakał nad jego grobem. Poznał, jak bardzo go kocha. Miłość daje siłę, by przetrwać wszystko. Miłość i nadzieja idą razem. Jak siostry.

3. „On okazuje miłosierdzie wszystkim ludziom i przez wielkanocne sakramenty prowadzi nas do nowego życia” – słyszymy dalej w prefacji. Tradycja Kościoła zawsze interpretowała tę perykopę także metaforycznie, odnosząc ją do sakramentu chrztu. Łzy ludzkiego współczucia Jezusa wskazują na zbawcze pochylenie się Boga nad człowiekiem żyjącym w grobie grzechu. Boża litość to nic innego jak miłosierdzie, czyli Boska odpowiedź na misterium zła. Miłosierdzie Boże sięga do tego, co w nas, co zostało zabite przez grzech. Grzech niszczy w nas życie, wpędza do grobu. Pęta naszych niewoli zostają rozerwane przez miłość Jezusa. W grobowej ciszy naszych zniewoleń usłyszmy, jak Bóg woła nas po imieniu: „Łazarzu/Adamie, gdzie jesteś, wyjdź!”. Przed nami święta paschalne, w których przeżyjemy po raz kolejny to, że Jezus nie tylko odwiedza cmentarze świata, lecz także sam umiera i zostaje pogrzebany w grobie przygotowanym dla kogoś innego (dla mnie!). Idzie w tę ciemność, aby dać nam nowe życie. Chrzest i odnawiający jego łaskę sakrament pokuty są owocem misterium paschalnego. Przez te wielkanocne sakramenty paschalna droga Jezusa przecina się z naszymi błędnymi drogami. Nikt nie wyjdzie z grobu o własnych siłach. Nie pokonamy sami naszych grzechów, nałogów, złych przyzwyczajeń. Potrzebujemy Bożej łaski, która idzie do nas przez słowo Boże i sakramenty. Wielkanoc to odnowienie świadomości, jak wielkim darem jest chrzest. Ten sakrament żyje w nas. On jest żywym słowem Jezusa w nas. Słowem, które wyciąga nas ze śmierci grzechu i daje nowe życie. Jest tchnieniem Ducha.

4. Fragment z Ezechiela i drugie czytanie z Listu do Rzymian podejmują ten sam temat – działanie Ducha Świętego w człowieku. Prorok zapowiada, że Bóg udzieli swojego ducha ludowi Bożemu i poprowadzi go do ojczyzny. Ta zapowiedź spełnia się w Nowym Testamencie nie w sensie powrotu do politycznej ojczyzny, ale w znaczeniu odnalezienia prawdziwej ojcowizny człowieka. „Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha”. Duch Święty wraz z Jezusem zstąpił na ziemię. Na krzyżu Pan oddał tego Ducha nam. W sposób spektakularny Duch ożywił Kościół w dniu Pięćdziesiątnicy. Duch Święty żyje w nas. Dzięki Jego tchnieniu nie musimy się bać niczego i nikogo. Nawet śmierci.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ks. Tomasz Jaklewicz Ks. Tomasz Jaklewicz Ewangelia z komentarzem