Świat bez sędziego. Co dalej z Organizacją Narodów Zjednoczonych?

Kiedy w 1945 roku powstawała ONZ, świat był przekonany, że wyciągnął wnioski z tragedii dwóch wojen światowych. Organizacja miała być gwarantem pokoju – instytucją, która sprawi, że konflikty między państwami będą rozwiązywane przy stole negocjacyjnym, a nie na polach bitew. Karta Narodów Zjednoczonych była w istocie obietnicą, że odtąd międzynarodowy porządek będzie opierał się na prawie, a nie na sile.

Dziś coraz częściej wygląda to jak obietnica, o której świat przestał pamiętać.

Wielkie mocarstwa coraz śmielej przypisują sobie prawo do „układania” świata na nowo. Gdy w grę wchodzą interesy strategiczne, rezolucje i deklaracje społeczności międzynarodowej stają się jedynie politycznym tłem. Najbardziej jaskrawym przykładem jest polityka Rosji, która otwarcie kwestionuje powojenny porządek i traktuje prawo międzynarodowe raczej jako przeszkodę niż zobowiązanie.

Nie jest to jednak wyłącznie rosyjski problem. Również inne potęgi, w tym USA, wielokrotnie pokazywały, że gdy stawką są ich strategiczne interesy, decyzje instytucji międzynarodowych schodzą na dalszy plan. Prawo międzynarodowe bywa wówczas narzędziem polityki – stosowanym wtedy, gdy jest wygodne, ignorowanym, gdy staje się niewygodne.

W tej sytuacji ONZ coraz częściej przypomina instytucję, która utraciła realny wpływ na wydarzenia. Jej rezolucje brzmią poważnie, ale rzadko zmieniają rzeczywistość. Konflikty wybuchają mimo kolejnych apeli o pokój, a agresorzy wiedzą, że najczęstszą konsekwencją ich działań będą jedynie kolejne słowa potępienia.

Szczególnie wyraźnie widać to w pracach Rady Bezpieczeństwa ONZ. To tam miały zapadać decyzje dotyczące globalnego bezpieczeństwa. Tymczasem mechanizm prawa weta sprawia, że w najważniejszych momentach instytucja ta bywa sparaliżowana. Państwa, które miały pilnować międzynarodowego ładu, są jednocześnie tymi, które mogą zablokować każdą próbę jego obrony. Powstał paradoks: system stworzony po to, by ograniczać politykę siły, zależy dziś właśnie od woli najpotężniejszych.

ONZ zapewne przetrwa – jako forum debat, miejsce spotkań i symbol idei międzynarodowej współpracy. Prawdziwe pytanie brzmi jednak inaczej. Czy światowi przywódcy nadal chcą żyć według zasad, które ta organizacja miała chronić?

Jeśli nie, wrócimy do dobrze znanej logiki historii: globalny porządek znów będzie ustalany nie przez prawo, lecz przez układ sił. A wtedy ONZ pozostanie raczej kronikarzem konfliktów niż ich strażnikiem – instytucją, która opisuje kryzysy świata, ale nie jest już w stanie ich zatrzymać.

Świat bez sędziego. Co dalej z Organizacją Narodów Zjednoczonych?   Logo Organizacji Narodów Zjednoczonych w siedzibie ONZ w Nowym Jorku. unsplasch
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Karol Białkowski Karol Białkowski Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Z wykształcenia teolog o specjalności Katolicka Nauka Społeczna, absolwent Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Wieloletni prezenter i redaktor wrocławskiego Katolickiego Radia Rodzina, korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej, a od 2011 roku dziennikarz „Gościa”. Przez prawie 10 lat kierował wrocławską redakcją GN.