Donald Trump wraca do tematu Grenlandii falami. Od czasu do czasu przypomina sobie o niej, powtarzając, że należąca do Danii wyspa powinna stać się częścią terytorium USA. Wówczas duńscy politycy odpowiadają, iż Grenlandia nie jest na sprzedaż. Polityczny teatr trwa, a kolejne akty oglądamy zazwyczaj co kilka tygodni.
Sami Grenlandczycy nie kwapią się, żeby rzucić się w ramiona Trumpa, i narzekają na to, że nikt ich nie pyta o zdanie. A większość europejskich polityków jest zaniepokojona tym, że prezydent USA wysuwa groźby wobec sojusznika z NATO. Sam Trump i jego doradcy z uporem wyszukują kolejne argumenty, by przekonać wyspiarzy, że pod amerykańską kuratelą będzie im lepiej. Bo przecież pod duńską zawsze było „fatalnie”.
Prezydent USA podawał w wątpliwość m.in. historyczne fakty i dokumenty, potwierdzające prawo Królestwa Danii do kontroli nad Grenlandią. „Nie może być tak, że ktoś uzurpuje sobie prawo do jakiejś wyspy tylko dlatego, że 500 lat temu kilka łodzi przybiło do jej brzegu” – powiedział niegdyś, zapewne nie pamiętając o tym, że z grubsza w ten sam sposób i w tym samym czasie przybyli do Ameryki pierwsi imigranci z Anglii. Padały również zarzuty, iż duńscy kolonizatorzy prowadzili przez lata eksterminacyjną politykę wobec rdzennej ludności, m.in. poddając przymusowej sterylizacji Grenlandki. Także w tej historii zapewne wielu zwolennikom Trumpa umknął fakt, że w Ameryce skala eugeniki – głównie wśród Indian i Czarnoskórych – była nieporównywalnie większa, szczególnie w latach 20. i 30. ubiegłego wieku. W swoim Mein Kampf, wydanym w 1925 roku, Adolf Hitler chwalił Stany Zjednoczone jako przykład do naśladowania w tej dziedzinie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








