Chodzi przecież o skarb. O to, co można zdobyć za cenę samotności, niewygody, poświęceń.
Owszem, zdarzali się też rycerze. Czasem bywały i smoki, a raz nawet świnka morska. Ale jeżeli miałbym to wszystko jakoś podliczyć i zsumować, to zdecydowanie najwięcej było piratów. Żadnego kostiumu moi synowie nie wkładali na bale przebierańców chętniej. Nie było też zabawek częściej i intensywniej przez nich eksploatowanych niż pirackie okręty. A widzieli prawdziwe morze, wciągnęli w płuca narkotyk słonego powietrza – najwyżej ze dwa razy w życiu. Więc czemu? Co jest takiego w piracie, czego nie ma w sobie żaden inny, wyjęty spod prawa, niedomyty i okaleczony rzezimieszek? Za czym tak bardzo tęskni chłopięca dusza, kiedy jeszcze nie udało się światu jej znieprawić, rozstroić tych kilku strun, z których obrazy wzburzonych mórz, zamglonych wąwozów i położonych na odległych szczytach zamków wydobywają czyste melodie?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł