USA wysyłają wojsko na Azory

Podobnie było w czerwcu 2025, gdy USA zaatakowały Iran.

Amerykańska armia wysłała od wtorku na Azory około 400 żołnierzy oraz od 15 do 24 samolotów wojskowych - przekazały w środę wieczorem portugalskie media.

Według lizbońskich komentatorów w związku z nagłym zwiększeniem obecności wojsk USA oraz myśliwców i innych maszyn wojskowych spodziewane jest wykorzystanie bazy militarnej Lajes na azorskiej wyspie Terceira do operacji zbrojnej.

- Ta zwiększona obecność samolotów amerykańskich, w tym maszyn do tankowania samolotów, transportowych oraz myśliwców w bazie Lajes przypomina podobną operację USA z czerwca 2025 r., kiedy to Stany Zjednoczone zaatakowały obiekty nuklearne Iranu - oceniła sytuację SIC.

Z informacji SIC wynika, że od wtorku do środy przybyło na azorską wyspę Terceira dziesięć samolotów tankujących i transportowych Boeing KPC-46, cztery myśliwce F-16 Narodowej Gwardii Karoliny Południowej, a także Boeing C-17 do transportu dużych ładunków wojskowych.

Według SIC jedna z maszyn amerykańskiej armii jest niesprawna z powodu awarii.

Z kolei agencja prasowa Lusa, która odnotowała, że na Terceirę dotarło też w ostatnich dniach około 400 żołnierzy, czyli tyle samo co w czerwcu ub.r., twierdzi, że maszyn powietrznych USA jest w portugalskiej bazie Lajes więcej.

Zgodnie z ustaleniami Lusy w środę po południu na azorskiej wyspie było co najmniej 11 samolotów tankujących KPC-46, 12 myśliwców F-16 oraz jeden samolot transportowy C-17.

Amerykańskie wojska stacjonują na terytorium Portugalii nieprzerwanie od 1944 r., kiedy za sprawą Brytyjczyków korzystających z bazy wojskowej Lajes, pojawiły się na azorskiej wyspie Terceira w ostatnich miesiącach II wojny światowej.

Strategiczne położenie Azorów na Oceanie Atlantyckim i znajdujące się tam wojska amerykańskie okazały się w 1949 r. jednym z głównych argumentów do zaproszenia Portugalii do współtworzenia NATO.

Aktualną obecność wojsk USA na wyspie Terceira reguluje amerykańsko-portugalska umowa z 1995 r., która przewiduje, że siły powietrzne Stanów Zjednoczonych mogą korzystać z bazy wojskowej Lajes do celów związanych z działaniem Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Zgodnie z szacunkami lokalnych mediów na Terceirze stacjonowało dotychczas 165 amerykańskich żołnierzy wspieranych przez 400 portugalskich pracowników bazy Lajes.

Z Lizbony Marcin Zatyka

***

Władze w Teheranie rozmieściły na wodach Zatoki Perskiej ponad 20 miniaturowych okrętów podwodnych klasy Ghadir, aby zagrozić amerykańskiej grupie lotniskowców, znajdującej się w pobliżu Iranu - poinformował portal ArmyRecognition.

Serwis ocenił, że Iran dysponuje około 28-30 okrętami podwodnymi, z czego większość stanowią jednostki miniaturowe, zaprojektowane z myślą o płytkich wodach Zatoki Perskiej, gdzie idealnie nadają się do zastawiania zasadzek na okręty przeciwnika.

Iran nie może dorównać dziesiątkom okrętów zgromadzonym na Bliskim Wschodzie przez Stany Zjednoczone, w tym dwóm lotniskowcom i towarzyszącym im niszczycielom, ale może znacznie utrudnić im poruszanie się po tym akwenie.

Ghadir, jak zaznaczył ArmyRecognition, został zaprojektowany specjalnie do działań, które można określić jako ekstremalną wojnę przybrzeżną. Przy wyporności około 117 ton na powierzchni i 125 ton w zanurzeniu, a także kompaktowej budowie, jednostki te są dostosowane do płytkich, usianych wysepkami i zatłoczonych wód Zatoki Perskiej, gdzie większe okręty podwodne łatwo mogą osiąść na mieliźnie, a duża liczba wszelkiego typu okrętów i maszyn wiertniczych znacznie ogranicza wydajność sonaru.

Ghadir prawdopodobnie bazuje na północnokoreańskim okręcie klasy Yono, który Teheran otrzymał w 2004 r. i na jego podstawie zbudował własną, zmodyfikowaną wersję.

Teheran celowo nie informuje o tym, ile posiada łodzi podwodnych. Dla amerykańskich planistów dokładna liczba ma jednak mniejsze znaczenie niż zabójcze możliwości tych "kieszonkowych okrętów", które - unieruchamiając w zaplanowanym wcześniej miejscu jedną lub dwie znacznie większe jednostki wroga - mogą skutecznie zablokować całą flotę, wystawiając ją na atak innej broni. 

***

Portal Axios napisał w środę o sześciu okolicznościach, które świadczą o tym, że USA i Iran stoją na krawędzi wojny. Serwis wymienił wśród nich trwający od dawna spór dotyczący irańskiego programu nuklearnego, zabicie tysięcy demonstrantów przez irańskie władze oraz przeświadczenie o słabości reżimu w Teheranie.

Zbliża się wojna między Stanami Zjednoczonymi a Iranem i istnieje wiele czynników sugerujących, że prezydent Donald Trump może wkrótce podjąć działania w tym kierunku - czytamy w amerykańskim serwisie.

Trump, który próbuje zawrzeć porozumienie nuklearne z Iranem od powrotu do Białego Domu w ubiegłym roku, może, tak jak w czerwcu, wydać rozkaz ataków na irańskie cele, lecz tym razem - na większą skalę. Wciąż jest jednak szansa, że dyplomacja przeważy.

Portal wymienił sześć okoliczności świadczących o tym, że oba kraje są na krawędzi wojny.

Po pierwsze, USA i Iran od miesięcy prowadzą z przerwami rozmowy na temat zawarcia umowy ws. programu nuklearnego Teheranu. Kolejne amerykańskie administracje od lat deklarują, że powstrzymają Iran przed zdobyciem broni jądrowej. Trump wielokrotnie powtarzał, że chce nowego porozumienia atomowego z Teheranem, ale prezydent i jego sojusznicy niekiedy sugerowali też, że chcieliby zmiany reżimu.

Axios zaznaczył, że Trump był bliski uderzenia w Iran na początku stycznia w związku z zabiciem przez reżim tysięcy protestujących. Trump opóźnił decyzję częściowo dlatego, że Stany Zjednoczone nie dysponowały w regionie takimi zasobami wojskowymi, jak podczas 12-dniowej wojny w ubiegłym roku. Prezydent wznowił w styczniu rozmowy nuklearne z Iranem oraz - jednocześnie - wysłał okręty wojenne i myśliwce do Zatoki Perskiej.

Co więcej, po wielokrotnych groźbach wobec irańskiego reżimu i wysłaniu dwóch lotniskowców do tego regionu, Trump wzbudził na całym świecie ogromne oczekiwania, że zaatakuje Iran, jeśli nie uda mu się szybko doprowadzić do porozumienia - zauważył Axios. Nie ma oznak, że porozumienie jest bliskie, a wycofanie się teraz nie wpisuje się w charakter Trumpa.

Portal zwrócił też uwagę na presję ze strony Izraela. Izraelskie władze przygotowują się do wybuchu wojny nawet w ciągu kilku dni i opowiadają się za operacją zakrojoną na szeroką skalę.

Axios podkreślił również, że obecna sytuacja na rynku ropy naftowej może okazać się dla Trumpa strategiczną okazją do zaatakowania Iranu. Jak zauważył serwis, rynki są dobrze zaopatrzone, ceny - stosunkowo niskie, wzrost popytu - umiarkowany, a możliwości Iranu w zakresie interwencji - osłabione. W przypadku ataku ceny znacząco wzrosną, lecz wzrost ten byłby prawdopodobnie ograniczony.

Ostatnim czynnikiem wymienionym przez Axios jest przeświadczenie o słabości reżimu w Teheranie w związku z masowymi protestami oraz uderzeniami izraelskimi i amerykańskimi na ten kraj, do których doszło w ubiegłym roku. Iran z pewnością odpowiedziałby na atak, jednak przedstawiciele władz Izraela i USA mogą uważać, że odpowiedź będzie teraz bardziej ograniczona niż za kilka miesięcy lub lat.

Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska 

« 1 »