Mówił mi czytelnik, że powinienem więcej pisać o rażącej dysproporcji między „atakiem na Kościół” a wykazywaniem nieprawidłowości w innych środowiskach. Bo, jak stwierdził, powstaje wrażenie, że ludzie Kościoła to zasadniczo pedofile, złodzieje, oszuści i co tam jeszcze w kodeksie karnym mają. Przekonywał, że gdyby tak wnikliwie prześwietlano wszystkie środowiska, okazałoby się, że Kościół jest najmniej zarażony zgnilizną.
Zgadzam się co do istnienia tej dysproporcji, ale myślę, że nie ma co z nią walczyć. „Czas bowiem, aby sąd się rozpoczął od domu Bożego” – mówi św. Piotr. Grzech w domu Bożym rani i zabija bardziej niż jakikolwiek inny. Gdzie więc, jak nie w domu jedynego Sprawiedliwego, w pierwszej kolejności ma zapanować sprawiedliwość? Gdzie ma zwyciężać prawda, jak nie w domu Tego, który jest Prawdą?
Chrześcijaństwo to naśladowanie Pana Jezusa i upodabnianie się do Niego, a nie zadowalanie się obserwacją, że inni są gorsi. Chrześcijaństwo w ogóle nie polega na porównywaniu się z kimkolwiek, a tym bardziej na kombinowaniu, jak dostać się do nieba bez potrzeby zmiany życia.
To opatrznościowe, że mamy Rok św. Franciszka. Ten człowiek pokazał, jak naprawia się Kościół: osobistą świętością, a więc nawróceniem i konkretnym zrealizowaniem Ewangelii.
Przygotowując teksty do poświęconego św. Franciszkowi „Gościa Extra” (będzie niebawem), poznałem kilku franciszkanów-kapucynów. Okazuje się, że nawet dziś można żyć Ewangelią tak dosłownie, jak Biedaczyna z Asyżu. Wynajęte mieszkanko, prostota, tylko rzeczy niezbędne, życie z tego, co da Opatrzność. I ta atmosfera: wchodzisz i jesteś u siebie, wśród przyjaciół. Najpierw odwiedzasz Pana Jezusa w niewielkiej kaplicy, a potem zasiadasz przy prostym stole w pomieszczeniu pełniącym funkcję kuchni-salonu. Pijesz herbatę i rozmawiasz o tym, jak działa Pan Jezus. I cieszysz się tym razem z nimi.
I tak sobie pomyślałem: to jest Kościół. Nie trzeba go bronić – wystarczy w nim zamieszkać.
KRÓTKO:
Szczęśliwy brak
Kto finansuje aborcję, ten nie dostanie pieniędzy od USA – to nowa decyzja Departamentu Stanu USA, który przywrócił i rozszerzył politykę zapoczątkowaną przez prezydenta Ronalda Reagana. Stanowi ona, że środki przeznaczane przez Stany Zjednoczone na pomoc zagraniczną nie mogą być wykorzystywane do promowania aborcji. Rozszerzenie tej zasady polega na obowiązku zadeklarowania przez odbiorców amerykańskiego wsparcia zagranicznego, że środki te nie zostaną przeznaczane na promowanie i wykonywanie aborcji, „tranzycji dzieci i nieletnich” oraz dyskryminacyjnych praktyk, określanych mianem „polityki różnorodności, równości i włączenia”.
Nowe zasady obejmują całą pomoc zagraniczną USA z wyjątkiem wojskowej.
Widać z tego, że bez pieniędzy nie tylko można żyć, ale czasem właśnie dzięki ich brakowi można przeżyć.








