Polska infosfera ekscytuje się nie tylko polityką, ale także historią. Spory na jej temat są nie mniej gorące, a klątwy i epitety porównywalne, może bardziej wyszukane. Kwieciste oświadczenie wydane przez Piotra Zychowicza w reakcji na wywiad udzielony Robertowi Mazurkowi przez prof. Andrzeja Nowaka rozgrzało internet do białości. Na pozór spór jest nienowy, można wręcz użyć określenia – historyczny, bo od blisko dwóch stuleci polemizują ze sobą przeciwnicy i obrońcy powstań narodowych, romantycy i tzw. realiści. Krzyżowały się w tej kwestii ostre pióra, raz jedni, raz drudzy zdobywali rząd polskich dusz. Ale w krytyce książek i artykułów „realisty” Piotra Zychowicza, wielokrotnie już artykułowanej przez prof. Nowaka, jest coś więcej: zarzuty związane z nierzetelnością oraz niepokojąca zbieżność stawianych tez z polityką historyczną Moskwy i Berlina. W rewanżu Zychowicz ogłasza, że to Andrzej Nowak ma „katastrofalnie zły” wpływ na polską debatę historyczną. Dlaczego? Spośród obelg wysłanych pod adresem profesora na szczególną uwagę zasługuje ta najłagodniejsza: bo jest „nudziarzem”.
Łatwo sprawdzić, że na wykłady autora „Dziejów Polski” przychodzą tłumy, książki są bestsellerami, zaś jego podcasty mają milionowe zasięgi. Profesor mówi ciekawie, trudno się od jego opowieści oderwać. To nie opinia, ale fakt. O co więc chodzi z tym „nudziarzem”? Otóż nudną jest informacja, że pies pogryzł człowieka. Zasięgi będą, gdy napiszemy, że to człowiek pokąsał psa. To samo dotyczy historii. Zychowicz z pewnością nie jest nudziarzem, bo stawia tezy, że powinniśmy się dogadać z Hitlerem, pisze książki o tytułach w rodzaju „Pakt Piłsudski–Lenin”. Andrzej Nowak nie szarżuje w ten sposób, ale i nie jest bezkrytyczny wobec naszych antenatów, nawet tych najwybitniejszych, co łatwo sprawdzić. I może to jest właśnie istota sporu: jak pisać i mówić o historii? Czy należy przenosić język i wszystkie plagi współczesnych mediów do debat o przeszłości? Nie wiem jak Państwo, ale ja tam wolę czytać „nudziarzy”.








