Sportowiec to nie człowiek – to produkt, nośnik naszych oczekiwań. Jeśli zawiedzie, odreagowujemy na nim nasze niespełnione ambicje.
11.02.2026 17:02 GOSC.PL
W poniedziałkowy wieczór media społecznościowe zapłonęły od gratulacji i wiwatów, duma narodowa wylewała się z facebookowych i X-owych okienek. Nic dziwnego – nikt nie spodziewał się, że debiutujący na Igrzyskach Olimpijskich 19-letni Kacper Tomasiak zdobędzie srebrny medal. Skoczek natychmiast został ogłoszony naszym bohaterem narodowym i następcą Adama Małysza i Kamila Stocha.
Wystarczyła doba, by z narodowej dumy została narodowa furia. Dla rówieśniczki naszego wicemistrza, Poli Bełtowskiej, Igrzyska nie należą do udanych. Zawodniczka oddała słaby skok w swoim konkursie indywidualnym i w drużynowym. Taka jest natura rywalizacji – brutalna i nieprzewidywalna.
Wcześniej z podobnym hejtem mierzyli się też polscy łyżwiarze figurowi, którzy pierwszy raz zakwalifikowali się do rywalizacji drużynowej na Igrzyskach. I choć osiągnęli swoje własne rekordy życiowe czy najlepsze wyniki w sezonie, zabrakło punktów, by stanąć na podium. „Kibicom” – cudzysłów nieprzypadkowy – wystarczyło to jednak, żeby wyzywać ich w internecie.
Fala hejtu, która wylała się na Polę, przekroczyła jednak wszystkie granice internetowej złośliwości. To czysta przemoc. Nie tylko obraźliwe komentarze w mediach społecznościowych, ale i ogrom prywatnych wiadomości, wysyłanych do niej przez zupełnie obcych ludzi. Wulgarne, okrutne wpisy i wyzwiska osiągnęły taką skalę, że do sprawy odniósł się Polski Związek Narciarski. „Granica została przekroczona. Każdy sportowiec może mierzyć się z merytoryczną oceną swoich startów, ale nikt nie może godzić się na hejt i prywatne wiadomości pełne nienawiści. Jako Związek stoimy za naszymi zawodnikami murem. Wspieramy ich nie tylko w chwilach triumfu, ale przede wszystkim wtedy, gdy stają się celem bezpardonowych ataków. Pola ma nasze pełne wsparcie: merytoryczne, ludzkie oraz opiekę psychologa współpracującego z kadrą. Pola Bełtowska wywalczyła miejsce na igrzyskach olimpijskich ciężką pracą w Pucharze Świata. Jest jedną z najlepszych zawodniczek w kraju i znalazła się w gronie 50 najlepszych skoczkiń globu na najważniejszej imprezie czterolecia. To są fakty, których nie zmieni żadna anonimowa nienawiść” – czytamy w oświadczeniu.
Truizmem byłoby pisanie, że sport wywołuje emocje, a kibice mają prawo je wyrażać. Owszem – ale krytyka wyniku jest czymś innym niż nienawiść skierowana pod adresem osoby. To, co dziś dzieje się wokół Poli Bełtowskiej, nie jest już uzasadnionym wyrażeniem emocji przez kibiców, tylko zbiorową przemocą. Znika osoba z jej marzeniami, indywidualnością i wysiłkiem. Następuje dehumanizacja – zawodnik staje się „symbolem porażki”. To już nie człowiek, tylko produkt, nośnik naszych oczekiwań. A jeśli zawiedzie, odreagowujemy nasze niespełnione ambicje. Ambicje wygodne – nie wymagają od nas żadnego wysiłku. Najłatwiej zarządza się czyimś życiem z miękkiej kanapy. Wystarczy, że nazwiemy się „kibicem” i już mamy prawo traktować sukces zawodnika prawie jak swój własny – ale jednocześnie jego porażkę jako działanie wymierzone w nas osobiście. Ci sami ludzie, którzy jednego dnia wrzucali wpisy „Kacper, jesteś naszą dumą”, kolejnego pisali „Pola, jesteś nikim”.
Polka Pola Bełtowska podczas konkursu drużyn mieszanych w skokach narciarskich na skoczni normalnej w Predazzo.
AP/Grzegorz Momot
Dlaczego tak się dzieje? Anonimowość w sieci obniża hamulce, a grupa wzmacnia agresję. Do tego sprawca nie ponosi żadnego kosztu – nie widzi przecież twarzy swojej ofiary, nie musi mierzyć się z jej cierpieniem. Można więc bezkarnie wylewać wiadra pomyj, nakręcając się wpisami innych, równie nakręconych nienawiścią.
Jaki sygnał odbierają dziś inni młodzi ludzie, którzy mają pasję? „Nie wychylaj się”. „Jeśli powinie ci się noga, zmiażdżą cię”. „Nie warto się starać”. Aby osiągnąć sportowy sukces, trzeba poświęcić całe swoje życie, wylewając pot na wymagających treningach. Uzyskanie kwalifikacji na Igrzyska Olimpijskie świadczy o nieprzeciętnym poziomie zawodnika. Wystąpienie na najważniejszej imprezie sportowej z orzełkiem na piersi jest spełnieniem marzeń wielu młodych ludzi, zaczynających karierę sportową. A raczej: było. Bo dziś już wiedzą, że jeśli nawet osiągną swój sukces, z dumą wejdą na olimpijski stadion i zobaczą płonący znicz, wystarczy drobny błąd, słabszy dzień, żeby spotkać się z niewyobrażalną falą nienawiści, zdolną zniszczyć najsilniejszych.
„Sport uczy, że można dążyć do maksimum, nie zaprzeczając swojej kruchości, że można zwyciężać bez poniżania, że można przegrać, nie będąc pokonanym jako osoba. Uczciwa rywalizacja strzeże w ten sposób wymiaru głęboko ludzkiego i wspólnotowego: nie rozdziela, lecz buduje więź; nie absolutyzuje wyniku, lecz docenia drogę do niego; nie ubóstwia osiągnięć, lecz uznaje godność tego, kto gra” – pisze Leon XIV w liście apostolskim „Życie w obfitości. O wartości sportu”. Te słowa dotyczą nie tylko zawodników, ale i kibiców.
Bardzo możliwe, że ten komentarz nie trafi do autorów hejterskich wpisów. Po co więc przekonywać przekonanych? Bo milczenie wobec przemocy nigdy nie jest neutralne. Albo stajemy po stronie godności człowieka, albo pozwalamy, by zagłuszył ją krzyk tłumu.
Agnieszka Huf
Dziennikarka, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Z wykształcenia pedagog i psycholog, przez kilka lat pracowała w placówkach medycznych i oświatowych dla dzieci. Absolwentka Akademii Dziennikarstwa na PWTW w Warszawie. Autorka książek „Zawsze myśl o niebie: historia Hanika – ks. Jana Machy (1914-1942)” oraz „Szczeliny. Bóg w popękanej psychice”.