Jak to się stało, że państwo mające – w przekonaniu Zachodu – stać się demokratycznym członkiem międzynarodowej społeczności zmieniło się w agresywnego następcę imperium carów i bolszewików? Czy zawiniły tradycje oraz brak elit, czy może raczej wygodnictwo i indolencja szeroko rozumianych zachodnich demokracji? „Każdy kraj został ukształtowany przez wojny (…), ale Rosji dotyczy to w sposób szczególny (…). Terytorium Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, Imperium Rosyjskiego czy wreszcie Związku Sowieckiego było poszerzane głównie przez agresję zbrojną. Wojny ukształtowały też mit Rosji (…). Mit, że kraj ten nigdy nikogo nie atakuje, a tylko broni, ewentualnie pomaga” – pisze we wstępie do książki „Wojny Putina” brytyjski historyk Mark Galeotti. O tym, jak bardzo narracja ta jest wśród Rosjan zakorzeniona, przekonałam się 10 lat temu, gdy jedna z moich moskiewskich znajomych tłumaczyła, że Rosja (a dotyczyło to także ZSRS) jest jedynym krajem, który w XX wieku na nikogo nie napadł. Mit niewinnego, otoczonego wrogami państwa szczególnie starannie pielęgnują obecne władze. Przypomnijmy, jak w roku 2014 pytany o zajęcie Krymu Władimir Putin stwierdził, że „Rosja nikogo nie napada, broni tylko własnych interesów”. Rosyjski prezydent zapewnił jednocześnie, że w sferze bezpieczeństwa Moskwa nigdy nie prowokowała sytuacji, które mogłyby wywoływać jakieś nieporozumienia.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








