Szczęścia chcą wszyscy, ale nie wszyscy wybierają właściwą drogę.
Podobno pesymista to optymista dobrze poinformowany. Jeśli tak, to mamy wokół siebie samych optymistów. Niby fajnie, ale czemu tyle wśród nich marud, zrzędów i smutasów? Czy naprawdę wynika to z pozyskanych informacji, czy może raczej z dopisanych do nich własnych przewidywań?
No bo tak: słyszę na przykład, że z jednej strony idą Ruscy, z drugiej islamiści, a z trzeciej, powiedzmy, Chińczycy. No, może idą, ale nie wiem, kiedy, jak i czy w ogóle przyjdą – ale już teraz zaczynam się bać. Czego? W gruncie rzeczy tego, że stracę dorobek życia albo i samo życie.
No dobra, ale przecież to mamy gwarantowane! Takiego „optymisty”, który by liczył na wieczne zachowanie życia doczesnego, to jeszcze nie spotkałem. Spotkałem za to takich, co radosny optymizm czerpią z tego właśnie, że są dobrze poinformowani – bo zasadniczym źródłem ich informacji jest Ewangelia. Właściwie to często takich spotykam, a nawet wśród nich żyję. Oni oczywiście doświadczają prób i przeciwności, ale nie zamartwiają się tym, co będzie. Bo wiedzą, co będzie – to, co teraz, tylko jeszcze lepiej, pełniej, prawdziwiej. To taki dylemat, z jakim chodził św. Paweł – nie wiedział, co lepsze: odejść i być z Chrystusem, czy zostać jeszcze na tym świecie ze względu na głoszenie Ewangelii. Jedno i drugie jest świetne. To nie jest tak, że człowiek, który ufa Bogu, ma „z tej strony” przechlapane po to, żeby mieć dobrze „z tamtej strony”. On ma dobrze już teraz, bo już tu zaczyna się zbawienie. I wtedy sprawdza się zasada, że kto dla Chrystusa wyrzeka się tego, co ma, zyskuje wszystko, czego potrzebuje. W dodatku nic nie traci – z wyjątkiem przywiązania do tego, nad czym i tak nie panuje. To właśnie „pesymiści” błądzą, bo źle wybierają sposób spełnienia swoich najgłębszych pragnień.
Narzuca się tu tragiczny przypadek Epsteina. Przecież ten facet i jego wspólnicy szukali szczęścia, jak wszyscy. Ale mieli złe informacje co do sposobu jego osiągnięcia.
KRÓTKO:
Bo wolno
Amerykański gigant aborcyjny Planned Parenthood został całkowicie pozbawiony państwowych pieniędzy. To konsekwencja decyzji Sądu Apelacyjnego Stanów Zjednoczonych dla Pierwszego Okręgu, który zezwolił administracji prezydenta na dalsze wstrzymywanie zwrotów kosztów aborcji, wykonanych w prawie 600 placówkach Planned Parenthood w 48 stanach.
Już po ograniczeniu w minionym roku wpływów od państwa Planned Parenthood musiało zamknąć około 50 placówek. Teraz zapewne ten proces przyśpieszy. Po wstrzymaniu przez Trumpa finansowania badań nad tkanką abortowanych płodów kończą się też zyski giganta z nielegalnego handlu ciałami zabitych dzieci.
Ciekawe, że tak jawnie można handlować zwłokami dzieci, skoro to nielegalne. Czy jednak nie dziwniejsze jest to, że zabijanie dzieci w ogóle jest legalne?
Franciszek Kucharczak
Dziennikarz działu „Kościół”, teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”.