W czerwcu minie pół wieku od brutalnej pacyfikacji robotniczych protestów przez komunistyczną władzę. „Zaczęło się w Radomiu” – to hasło, pod którym miasto skazane przez ekipę Gierka na infamię chce obchodzić tę rocznicę. Ważną, bo rzeczywiście od tamtego czerwca rodziły się solidarność, bezinteresowna pomoc i wsparcie dla prześladowanych. Niestety, obchody zaczęły się od falstartu. To najdelikatniejsze z określeń „potańcówki w klimacie PRL”, w której trakcie władze miasta robiły sobie na ściance zalotne fotki z chłopakami w stroju i rynsztunku ZOMO. Był skandal, potem przeprosiny i zapewnienia, że inne wydarzenia związane z rocznicą będą godne i poważne.
Oburzenie skupiło się głównie na pani wiceprezydent Radomia z rekomendacji Koalicji Obywatelskiej. Afiliacja jest o tyle istotna, że właśnie ta partia i wspierające ją media zawsze dystansowały się od polityki historycznej, martyrologii i rozliczeń z komuną. Zgodnie z hasłem: wybierzmy przyszłość, wspólną Europę i orła z czekolady. Potańcówka z zomowcami nie była więc wypadkiem przy pracy, lecz konsekwencją oswajania PRL-u, przy okazji doskonale wpisującą się w popkulturową zasadę, że wszystko da się obrócić w żart.
Uczestnicy potańcówki (a było ich sporo) nie wyglądali na zdegustowanych. Przeciwnie, bawili się świetnie i nad tym też warto się zadumać. Kompletny brak empatii i wrażliwości nie dotyczy tylko polityków. Przeprowadzone kilka lat temu przez IPN badania wiedzy historycznej o PRL pokazały, że jej poziom jest katastrofalny. O „ścieżkach zdrowia” w Radomiu nie uczy się w szkołach. Poprzedni rząd próbował temu zaradzić, wytyczając ścieżkę edukacyjną pod nazwą „historia i teraźniejszość”, ale nowa, uśmiechnięta (i roztańczona) władza uznała to za indoktrynację i HiT skasowała. Będą nam więc rosnąć kolejne roczniki, pewnie nieświadome tego, że „kto nie szanuje swej przeszłości, nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości”.








