Może i prawa rynku są brutalne, ale nie powinny być skażone polityką.
Telewizyjny Kanał Zero TV zanotował falstart. Król internetu nie pojawił się – jak zapowiadał – 1 lutego na małym ekranie. Ci, którzy szczerze nie znoszą Krzysztofa Stanowskiego (a jest ich legion), nie kryją satysfakcji. I trudno się dziwić, bo dotąd twórca Kanału Zero był niczym król Midas – wszystko, czego dotknął, zamieniał w złoto. Szefowie YouTube – gdzie od roku Stanowski rządzi – badają ten przypadek jako niemający precedensu w dość bogatej przecież historii firmy.
Dlaczego tym razem nie wyszło? Bo w ostatniej chwili, na kilka dni przed startem, wycofała się ze współpracy z nowym kanałem firma TVN Media, która miała w nim sprzedawać reklamy. Stanowski chętnie snuje w tej sprawie teorię spiskową o wielkiej korporacji, która próbuje zatrzymać młodą, dynamiczną konkurencję. Może to i prawda, ale również dobra okazja, by uświadomić sobie, jak niewiele ten biznes ma wspólnego z przejrzystością i uczciwymi regułami gry.
Reklamy w telewizjach sprzedają wyłącznie domy mediowe związane z dwoma potentatami: Polsatem lub TVN-em. Samodzielnie na tym rynku można łowić jedynie płotki. Jest oczywiste, że faworyzowane są stacje związane z jedną albo drugą korporacją. Może i prawa rynku są brutalne, ale nie powinny być skażone polityką. Tymczasem w oficjalnych opracowaniach tej branży można wyczytać, że widzowie (i czytelnicy) prawicowych mediów „nie wykazują skłonności konsumenckich”. Podobny ton wybrzmiewa w oficjalnym komentarzu TVN Media po wycofaniu się ze współpracy z Kanałem Zero. Otóż w stacji, która rozbiła bank na YouTube… nie doszukano się „potencjału komercyjnego”. Podobne problemy ma telewizja Republika. Fakt, że najchętniej dziś w Polsce oglądany kanał informacyjny praktycznie nie ma reklam, każe mocno zastanowić się reklamodawcom korzystającym z usług domów mediowych nad tym, czy ich pieniądze są właściwie wydawane. I dlaczego nie. Czasu na zastanowienie nie jest dużo. Pieniądze i tak migrują do internetu, gdzie czeka na nich… Krzysztof Stanowski. I widzowie.
Piotr Legutko
dziennikarz, publicysta, wykładowca, absolwent filologii polskiej UJ. Kierował redakcjami „Czasu Krakowskiego”, „Dziennika Polskiego”, „Nowego Państwa” i „Rzeczy Wspólnych”, a także krakowskim oddziałem TVP i kanałem TVP Historia. Z „Gościem Niedzielnym” związany od początku XXI wieku. Opublikował m.in. „O dorastaniu czyli kod buntu”, „Jad medialny”, „Sztuka debaty”, „Jedyne takie muzeum”, książkowe wywiady z Janem Polkowskim i prof. Andrzejem Nowakiem oraz „Mity IV władzy” i „Gra w media” (wspólnie z Dobrosławem Rodziewiczem). Wykładowca UP JP II oraz Akademii Ignatianum.