Najbardziej znany eksperyment psychologiczny, nazwany „więziennym”, rozpoczął się 15 sierpnia 1971 roku. Philip Zimbardo, amerykański naukowiec, zamknął w zaaranżowanym więzieniu w piwnicach Uniwersytetu Stanforda 24 osoby, z których część odgrywała role więźniów, a część strażników.
Naukowcy chcieli zaobserwować, jak stres i zmiana ról społecznych wpływają na zachowania ludzi. W zasadzie nie spełniał on podstawowych warunków eksperymentu. Strażnicy otrzymywali wskazówki, więc ich zachowań nie sposób nazywać naturalnymi. Uczestnicy, świadomi oczekiwań i obecności kamer, odgrywali role. Eksperyment nie spełniał także standardów etycznych. Dane zbierano i analizowano wybiórczo i niekompletnie.
Zdaniem autora eksperyment dowiódł, że sytuacja może zmienić normalnego człowieka w okrutnego oprawcę w krótkim czasie. Czy jednak wnioski wyciągnięte z eksperymentu, w czasie którego dopuszczono się tylu błędów, są warte uwagi? Sytuacja, w jakiej się znajdujemy, otoczenie i jego wymagania mogą mieć ogromny wpływ na nasze postępowanie, ale nie muszą. Większość ludzi w sytuacjach ekstremalnych zachowuje się etycznie.
Zimbardo tym eksperymentem zapoczątkował dyskusję o mechanizmach zła. Wpłynęła ona na powstanie regulacji dotyczących np. prowadzenia eksperymentów, ale także warunków pracy. Z czasem Zimbardo odszedł od analizowania ciemnej strony człowieka. „Skoro wiem, jak łatwo zrobić z człowieka kata, to muszę pokazać, jak zrobić z niego bohatera” – mówił. Twierdził, że heroizm nie jest cechą zarezerwowaną dla nielicznych „wybrańców”, że jest to umiejętność, którą można trenować, a większość aktów heroizmu to drobne, codzienne decyzje. Przeszedł drogę od badacza ciemnej strony psychiki do aktywisty edukującego o jasnej stronie – i robił to z przekonaniem, że druga strona medalu istnieje i da się ją wzmacniać systemowo.
Tomasz Rożek
Doktor fizyki, dziennikarz naukowy. Założyciel i prezes Fundacji Nauka To Lubię. Autor wielu książek o tematyce popularnonaukowej. Obecnie stały współpracownik „Gościa Niedzielnego”.