W piątek podpisanie umowy na system antydronowy SAN dla polskiego wojska

W piątek premier Donald Tusk wraz z wicepremierem, szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, kierownictwem MON i dowódcami wezmą udział w uroczystości podpisania kontraktu na nowy system antydronowy San dla polskiego wojska; system zbudują polskie firmy z PGZ wraz z prywatnym APS i z norweskim Kongsbergiem.

Podpisanie kontraktu między odpowiadającą za zakup sprzętu dla wojska Agencją Uzbrojenia a konsorcjum złożonym z Polskiej Grupy Zbrojeniowej, APS i norweskiego Kongsberga zaplanowane jest na piątek rano w zakładach PIR-Radwar - jednej ze spółek PGZ specjalizującej się w technologiach radarowych - w podwarszawskiej Kobyłce.

Kontrakt ma przewidywać dostawę dla polskiego wojska nowego systemu San - czyli systemu przeciwlotniczego, przystosowanego przede wszystkim do zwalczania wrogich dronów. Według informacji MON, system San będzie się składał z tzw. modułów bateryjnych systemów przeciwlotniczych z możliwością zwalczania bezzałogowych systemów powietrznych.

Jedna bateria systemu San będzie się składać z trzech plutonów ogniowych i plutonu wsparcia. "Każdy z plutonów ogniowych będzie posiadał pełne zdolności do samodzielnego wykrywania, śledzenia, identyfikacji celów powietrznych oraz ich zwalczania" - informuje MON. Zamówienie na nowy system zostanie złożone w ramach tzw. pilnej potrzeby operacyjnej, a całość programu ma zostać zrealizowana w dwa lata. Według nieoficjalnych informacji, koszt programu ma wynieść blisko 15 mld zł.

Cały program będzie stanowić uzupełnienie powstającego w Siłach Zbrojnych RP wielowarstwowego systemu obrony powietrznej, w skład którego wchodzą: program Wisła z amerykańskimi systemami średniego zasięgu Patriot, program Narew oparty na brytyjskich pociskach przeciwlotniczych krótkiego zasięgu (ok. 20 km) z rodziny CAMM, oraz program tzw. bardzo krótkiego zasięgu Pilica i Pilica+, oparty o polskie działka przeciwlotnicze, rakiety Grom i Piorun, a w przyszłości także pociski CAMM.

W czwartek na konferencji prasowej szef MON ocenił, że jest to "pierwszy tego typu innowacyjny wielozadaniowy system w Europie". Poinformował, że zostaną na niego wykorzystane środki z unijnego instrumentu SAFE. - Chcemy, by był on współfinansowany ze środków europejskich, oczywiście już wtedy, kiedy otrzymamy te środki z Brukseli - dodał.

Dopytany, jakie wojska będą posługiwały się San, Kosiniak-Kamysz podkreślił, że jest to system dla wszystkich rodzajów sił zbrojnych. Dodał, że w techniki dronowe wdrażani są żołnierze służący w wojskach lądowych, siłach powietrznych czy marynarce wojennej. - San będzie użytkowany zgodnie z decyzjami szefa Sztabu Generalnego, dowódcy generalnego - poinformował Kosiniak-Kamysz. Dodał, że system będzie używany np. w działaniach związanych z "Bezpiecznym Podlasiem".

Szef MON był także pytany o udział polskich firm w budowie tarczy antydronowej. - Ich udział będzie dominujący, najważniejszy, zarówno firm państwowych, Polskiej Grupy Zbrojeniowej i spółek w niej zrzeszonych, wymienię dwie: PIT-Radwar i Zakłady Mechaniczne Tarnów. Będą też uczestniczyć inne spółki grupy PGZ, do tego prywatna firma APS, i nasi partnerzy z Norwegii - poinformował. Jak zauważył PGZ, APS i Kongsberg to firmy uczestniczące w finalizowaniu dokumentów przygotowywanych do umowy.

Szybka realizacja programu San została zapowiedziana przez rząd po tym, jak w nocy z 9 na 10 września ub.r. w polską przestrzeń powietrzną wtargnęły rosyjskie drony bojowe. W ramach programu wojsko ma otrzymać zestaw narzędzi, które pozwolą mu skutecznie wykrywać i zwalczać tego typu zagrożenia; system ten ma też charakteryzować się względnie niskimi kosztami użycia, by móc efektywnie chronić przed możliwymi atakami dużą liczbą tanich i masowo produkowanych dronów.

Obecnie swoje systemy antydronowe różnego typu rozwija wiele państw i spółek zbrojeniowych, zarówno w kraju, jak i za granicą. W Polsce swoje systemy rozwijają np. firmy Hertz i APS, których sprzęt wykorzystywany jest w Ukrainie, a które współpracują także m.in. z norweskim koncernem Kongsberg.

Jak wskazują eksperci, wyzwaniem przy tworzeniu systemów dronowych jest szybka ewolucja dronów stosowanych na polu walki i potrzeba szybkiego reagowania na nowe wyzwania. Kluczowe jest także zapewnienie odpowiedniej gamy sensorów - w tym radarów, kamer, ale także np. czujników nasłuchujących głośnego dźwięku silnika nadlatującego drona.

Rozwijane systemy dronowe stosują też różne rozwiązania, jeśli chodzi o zwalczanie dronów - oprócz "twardych środków", jak zestrzelenie drona rakietą czy pociskiem z działka przeciwlotniczego, stosowane są także metody takie jak zakłócanie łączności drona, zwalczanie ich laserem czy nawet - w przypadku mniejszych dronów - łapanie ich w wystrzeloną sieć.

Podczas wtargnięcia rosyjskich dronów nad Polskę do ich zwalczania zostało zaangażowane polskie i sojusznicze lotnictwo bojowe; wojskowi i przedstawiciele MON zwracali później jednak uwagę, że zestrzeliwanie tanich dronów kosztującymi miliony dolarów rakietami zaprojektowanymi do zwalczania np. wrogich samolotów jest nieekonomiczne i nieefektywne, a do potencjalnej walki z dziesiątkami czy setkami dronów konieczne są tańsze środki.

« 1 »