Jak rośnie zamęt

Bóg przekazał swe Objawienie (najpierw) jednemu narodowi i chciał być czczony nie według dowolnych inwencji (choćby dyktowanych najlepszymi intencjami), ale w sposób, który On sam wskazał.

Grupa studentów i pracowników Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego zaprotestowała przeciw organizowaniu na ich uczelni uroczystych obchodów łączących Adwent i żydowskie Święto Świateł (Chanukę). Intencja była słuszna. Relatywizm, tym bardziej synkretyzm – zaciemnia prawdę. Czym innym jest udostępnienie żydowskiej wspólnocie miejsca na wyrażanie swej obecności na państwowym forum publicznym, bo Rzeczpospolita, właśnie jako chrześcijańskie państwo, powinna dla wszystkich znaleźć właściwe miejsce – i w sercu Ojczyzny, i w swych instytucjach. Czym innym jest zaś Kościół i jego instytucje. Tu sprawuje się kult Boży, tu głosi się Objawienie i to najlepiej służy właśnie – wszystkim. Nie powinno to stanowić żadnej przeszkody w relacjach z Żydami i judaizmem, bo Stary Testament poświadcza najlepiej, że Bóg przekazał swe Objawienie (najpierw) jednemu narodowi i chciał być czczony nie według dowolnych inwencji (choćby dyktowanych najlepszymi intencjami), ale w sposób, który On sam wskazał. Powołaniem Kościoła (więc również uczelni katolickich) jest jasne głoszenie prawdy o Panu Jezusie, jedynym Zbawicielu ludzkości, i uniwersalizmu Ewangelii.

W argumentacji listu widać jednak wielkie materii pomieszanie, niekiedy prowadzące do wniosków wprost bzdurnych, na przykład, że Zbawiciel nie obchodził Święta Świateł i że „w ogóle nie ma źródła, które pozwalałoby dowieść takiego faktu”. Cała Ewangelia opowiada, że Syn Boży, stawszy się człowiekiem, wypełnił wszystkie obowiązki spoczywające na Nim jako na członku narodu wybranego. Został obrzezany, co w Nowy Rok wszyscy wspominaliśmy. Chrystus przez całe życie chodził na Paschę do Jerozolimy, a Świątynię Jerozolimską nazywał domem Swego Ojca (por. Łk 2,41.49). Brał regularny udział w kulcie synagogalnym (por. Łk 4,16). Nikt z oskarżycieli nie potrafił zarzucić Mu grzechu, co dla Żydów oznaczało przede wszystkim sprzeniewierzenie się obowiązkom religijnym (por. J 8,46). O Jego obecności w świątyni w Święto Świateł (czyli Chanukę) mówi wyraźnie Ewangelia (por. J 10,22-23).

Kult ten został – po wniebowstąpieniu Pańskim i zesłaniu Ducha Świętego – zastąpiony przez kult Nowego Przymierza (co w swej istocie było zmianą natychmiastową, ale w formach – procesem organicznym, nie aktem mechanicznym). Z tego nie wynika, by należało go moralnie odrzucać. Święta jest jego pamięć, która trwa w Kościele katolickim. I praktykują go Żydzi, o których apostoł Paweł pisał: „Jakże więc mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił?” (Rz 10,14). I w tym Kościół, czekając na nawrócenie Izraela, zawsze widział historyczne świadectwa Prawdy Ewangelii wobec niechrześcijańskiego świata.

Dlaczego negowane są te oczywistości? Powinni się nad tym zastanowić promotorzy dialogów, ceremonii międzyreligijnych, Dni Judaizmu (a w minionym tygodniu i Islamu). Nie tylko uprzedzenia wobec Żydów, lecz także wyraźnie malejące zrozumienie żydowskich źródeł chrześcijaństwa także świadczą o skutkach oficjalnego dialogizmu. Jego koryfeusze milczeli, gdy rok temu, w Deklaracji Szesnastu, występowaliśmy przeciw narastaniu tej tendencji. Najwyraźniej nie mieli nic do powiedzenia.

Relatywizm dezorganizuje życie religijne i społeczne, bo – jak uczy Zbawiciel – „kto nie zbiera ze Mną, rozprasza” (Łk 11,23). Już prorok Jeremiasz przestrzegał, że powtarzają „beztrosko: »Pokój, pokój«, a tymczasem nie ma pokoju” (Jr 6.14). Żeby się przekonać, wystarczy otworzyć oczy i rozejrzeć się wokoło.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marek Jurek