Tam, gdzie przestaje się wierzyć w charyzmat, który został dany założycielowi od Boga, wszystko musimy wymyślać na nowo.
Nawet pobieżne spojrzenie na dzieje Kościoła uświadamia nam, że właściwie od samego początku mamy do czynienia z ogromnym bogactwem form życia konsekrowanego, które to formy na przestrzeni wieków podlegały pewnym zmianom. Stabilność gwarantują śluby i wierność charyzmatowi założyciela, reszta jest zmienna, zależy m.in. od warunków zewnętrznych, czyli od sytuacji w Kościele i na świecie. Do świata nie wolno się dostosować, zawsze jednak należy szukać najbardziej adekwatnych form wyrazu dla wiecznie aktualnych ideałów. Ale jak ich poszukiwać?
Autorzy dokumentu na temat życia konsekrowanego „Młode wino, nowe bukłaki” próbują odpowiedzieć na to pytanie, wprowadzając do języka kościelnego nowe słowo – innowacyjność. Możemy przeczytać, że cały szereg „innowacyjnych diakonii, w których żyje się poza schematami wypróbowanymi w przeszłości, powinien zostać przyjęty w nowych strukturach instytucjonalnych”. Czytamy także, że należy ocenić, „czy elementy mediacyjne stosowane dziś w życiu konsekrowanym są odpowiednie, by ułatwić mu przyjęcie innowacji bardziej widocznych i wspierać je w procesie (…) dochodzenia do całkowitej stabilizacji”. Próżno jednak szukać w tym dokumencie informacji, czym dokładnie są owe „innowacje”. Nieuważne ucho, osłuchane ze światową nowomową, może nie zauważyć niebezpieczeństwa. Warto jednak pamiętać o przezorności kard. Ratzingera, który celnie wyłapywał takie niuanse. W „Duchu liturgii” pisał np. o słowie „kreatywność”, które nie ma korzeni biblijnych, lecz pochodzi z marksizmu. W świecie, gdzie nie wierzy się w Boga Stworzyciela, wszystko musimy wykreować własnymi siłami. Innowacyjność pochodzi z tego samego słownika. Tam, gdzie przestaje się wierzyć w charyzmat, który został dany założycielowi od Boga, wszystko musimy wymyślać na nowo.